Do Teatru Komedia za sprawą Wojciecha Ogrodzińskiego i Marty Miłoszewskiej powrócił król komedii, jak w spektaklu pod tym trafnym tytułem nazwano Adolfa Dymszę. Uwielbiany w okresie międzywojennym aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More filmowy i kabaretowy, po wojnie odsunięty na boczny tor, piętnowany za występy w jawnych teatrach w latach okupacji, podpisywany na plakatach trzema gwiazdkami, potem wrócił triumfalnie w filmie „Skarb”, aby znowu królować. Dziś niemal zapomniany, choć kiedyś prawie nie było polskiej komedii filmowej bez jego udziału. Stworzył własny, niepowtarzalny styl swojaka-cwaniaka o gołębim sercu, bliskiego krewniaka trampa Charliego Chaplina.
Na małej scenie Teatru Komedia postać Dymszy przywołuje Dawid Dziarkowski. Nie przypadkiem unikam określenia „wciela się”, bo Dziarkowski przedstawia historię aktora z pewnego dystansu, jej ważne epizody, poczynając od ostatniego etapu: wegetacji w domu opieki w Górze Kalwarii, gdzie przykuty do fotela zmaga się w myślach ze swoją przeszłością. Z jednej strony: Dodek-król, z drugiej: zdrajca. Aktor przygląda się mistrzowi, czasem wypróbowując jego styl. Nigdy jednak nie sięga po pastisz czy parodię.
Monodram Wojciecha Ogrodzińskiego nie trzyma się linearnej formy opowieści, to raczej mozaika wspomnień i refleksji, przeplatanych odtwarzanymi przez aktora z niebywałym talentem i taktem sławnymi numerami Dodka, którymi podbijał serca widzow – jego witzami, stepowaniem, chwackim pogwizdywaniem i naśladowaniem rozmaitych dźwięków, a także piosenkami. Scena wędkowania, kiedy Dziarkowski sugestywnie jak urodzony mim opowiada gestami swoją przygodę nad wodą wraz z przebieraniem się w stosowny strój (tylko sugerowany gestem i ruchem) i odgłosami przyrody, budzi niekłamany podziw. Kiedy się oglądało Dymszę w kinie, widać było, jak go ponosi energia. Można się było spodziewać, że wyskoczy z ekranu. Dziarkowski ukazuje ten żywioł – stepując krzesze niemal iskry – ale to żywioł pod kontrolą, wspierany przez reżyserkę nienatrętnie dozowanymi efektami filmowymi i światłem.
Po koniec spektaklu przywołuje Dziarkowski nieśmiertelną piosenkę Dymszy z filmu „Antek policmajster” (1935, reżyseria Michał Waszyński) „Oj diridi”:
Oj diridi… rach ciach ciach.
Jutro się odczepi bida, rach ciach ciach.
A jak bida się odczepi, rach.
Znów będzie lepiej, hop-siup.
Tak też zamyka się ten monodram, cytatem filmowym – optymistyczną śpiewanką, wykonywaną dziarsko przez samego Mistrza Dymszę.
Monodram Dziarkowskiego to nie tylko nostalgiczne przypomnienie wybitnego komika, zasługującego na pamięć, ale dające do myślenia przedstawienie o losie artysty, o niebezpieczeństwach dokonywanych wyborów, o łatwych i powierzchownych osądach i o pstrokatej sławie, która łatwo może zmienić się w niesławę.
Tomasz Miłkowski
KRÓL KOMEDII Wojciecha Ogrodzińskiego, reżyseria Marta Miłoszewska, scenografia, kostiumy: Paulina Czernek, konsultacje ruchowe i stepowe Michał Wierzbowski, w roli tytułowej: Dawid Dziarkowski, Teatr Komedia w Warszawie, mała scena, premiera 3 października 2025.
