Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Okiem dramatopisarza, podpatrywacza scen naszych (3): Tewje Mleczarz zagnieździł się w Kopkach

I znowu znalazłem się w Kopkach, w piękny dzień sierpniowy, 33 km od Warszawy, w bujnej zieleni działek leśnych, gdzie się usadowiła Scena Letnia od 33 lat działającego w Polsce Teatru Pod Górkę. (Ciekawa zbieżność kilometrów i lat). Jest to teatr skromny, bo kameralny, specjalizujący się w spektaklach jednego aktora, wielce aktywny i bogaty repertuarowo. Około 15 monodramów wskazuje na niemałą wydolność pamięciową i energetyczną imć pana profesora Stanisława Górki, który w ciągu jednego roku potrafi się objawić w kilkunastu wcieleniach. Jest to niezmordowany monodramista o prawdziwym zapale artystycznym, miłującym autentyzm kreowanych przez siebie postaci, a jednocześnie w toku przedstawienia nie stroniący od lekkiego dystansowania się wobec rygorystycznie utrzymywanej fabuły w momentach nawiązywania z publicznością bliższego kontaktu scenicznego w swobodnie improwizacyjnych igraszkach.

Tak było i tym razem w jego prywatnym teatrze, który wydaje się dla pana Stanisława źródłem napędowym, istotą bycia w nieustannej akcji, co mi przypomina, innego znanego aktora, z którym się przez długie lata przyjaźniłem, a nawet współwystępowałem u jego boku w kilku moich programach autorskich. Był to Wojciech Siemion. Stylistyka nieco odmienna od Górkowej, ale zapał i konsekwencja podobne. Wojciech był prawdziwą, charakterystyczną, samoswoją instytucją teatralną. Gdzie się pojawiał, tam już był teatr, w tym dobrym znaczeniu. Lubię i cenię teatr jednego aktora, tym bardziej, jeśli jego autentyczność wyrasta z pasji, z indywidualnej potrzeby, z samej natury artysty.

Letnia Scena „Pod Górkę” ma swój pociągający urok i miejsca, i Gospodarza, który wraz ze stałymi współpracownikami, współtwórcami, stworzył intymną atmosferę gościnnego, artystycznego zakątka. Do Kopek jedzie się z ochotą, jeśli się już choć raz tam było. Nim się rozpocznie konkretna sztuka, sadzają cię na werandzie, a po spektaklu we wnętrzu osobnego domu -przytuliska, przeznaczonego na towarzyskie pogwarki przy herbacie i jakowyś kołaczach, a po sztuce przy winie i innych smakołykach. Gościnność iście staropolska. Opodal stoi druga, pełna duchów chałupa, w której się znajduje nieco przyciasna komnata będąca zarazem sceną i miejscem dla widzów. Tam się spełnia magia wyobraźni, clou programu, czyli już sama uczta duchowa. Stałym gościem – nie powiem gościnią, bo mi to drapie podniebienie – jest biała, wielce przyjazna ludziom i ich przedziwnym misteriom, suka, która się zwykle układa u moich stóp i słodko przysypia, nie czyniąc przy tym żadnego dyshonoru miłującemu ją gospodarzowi, który osaczony widzami robi wymyślne miny i grymasy poczciwca, jakim jest Colas Breugnon, a dziś innego rodzaju poczciwieca Tewje Mleczarza. Trudno się psinie domyślić, jak to być może, żeby się tak z Bogiem co i rusz wadzić, czy jak kto woli – potykać, z pełną wdzięku i mądrością prostego człowieka dobrocią, by ostatecznie godzić się na wszystko „pokornie, nie tracąc pogody ducha i ufności w Boga”, jak to przedstawia wyraźnie też ze wszystkim pogodzony nasz Aktor. Cóż zrobić? Taki jest nasz Tewje, bo i tak chciał Szalom Alejchem, autor powieści „Dzieje Tewji Mleczarza”, którą z piosenkami Mordechaja Gebirtiga w aranżacji muzycznej Andrzeja Perkmana, adaptował i wyreżyserował dla nas Sławomir Gaudyn.

No to pies się nie ma czemu dziwić, jeno przyjąć stylizowany obraz swego pana, z aplauzem merdając ogonem, a tym samym i jego Pan musi też wielkodusznie przyjąć to, że jego wdzięczna suczka czasem zapomni merdnąć, bo jest zbyt ospała. Za to publiczność nagradza Stanisława wielce gromkimi brawami i się dopomina o bis, choćby jeszcze jednej z wielu odśpiewanych w tym dniu piosenek, które w tej wersji u pełnokrwistego Żyda brzmią mi w swej melodycznej strukturze mniej żydowsko, a bardziej z rosyjska (słowiańska), co też ma swoje uzasadnienie w miejscu toczącej się akcji. Odtwórca głównej roli w słynnym musicalu „Skrzypek na dachu”, na którego kanwie powstał śpiewany monodram „Potyczki Tewje mleczarza z Bogiem” odśpiewał intrygujące piosenki Mordechaja Gebirtiga z pełną swadą, wyrazistością i bez przesady. Byliśmy prawdziwie ukontentowani, a nie był to jeszcze koniec wieczornego spotkania w tych podwarszawskich, kwitnących sztuką zaroślach.

Grzegorz Walczak

———————

Rzecz się działa w Kopkach na Letniej Scenie Teatru Pod Górkę , 17 sierpnia 2025 r.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.