Festiwal Non-fiction w Sopocie
Z Adamem Nalepą – reżyserem, kuratorem XIV Festiwalu Sopot Non -Fiction rozmawia Alina Kietrys
Festiwal organizowany przez Teatr BOTO kończy powoli teatralny sezon w Sopocie. Ten typ dokumentalnego teatru cieszy się zainteresowaniem widzów.
To prawda, doświadczamy tego od początku tego festiwalu. My jesteśmy właściwie festiwalem niszowym, bo nie proponujemy naszym widzom wielkich inscenizacji i odskoczni od aktualnych, często codziennych tematów. Nasze spektakle mają czasami terapeutyczną funkcję i widzowie, którzy dyskutują po obejrzanych przedstawieniach rozmawiają z twórcami, którzy przygotowują w trakcie sopockiej rezydencji artystycznej swoje projekty. One dotyczą często tego, co wokół nas się dzieje i co nas może bardzo dotyczyć. Przygotowywane spektakle próbują odpowiedzieć na trudne pytania, bo to jest teatr non-fiction oparty na wydarzeniach, które nas otaczają, to jest teatr oparty na dokumentach, wywiadach, na rozmowach z ekspertami.
A dotyczy tematów społecznych, politycznych, obyczajowych…
Nie narzucamy tematów. Prosimy twórców o przesłanie projektów, do których dobieramy cztero-, pięcioosobowe grupy wykonawców, którym dany temat odpowiada. W tym roku jednym z najważniejszych jest temat samotności i izolacji. Wydaje się, że wrócił on teraz do nas po pandemii. Widać potrzebowaliśmy trochę czasu, by w pełni zrozumieć, co pandemia nam zabrała i jak uczyniła z nas introwertyków. Czy nie potrzebujemy prawdziwych kontaktów międzyludzkich, czy wszystko dostajemy przez media społecznościowe i jesteśmy online wszędzie, gdzie dzieje się coś ważnego, choć naprawdę samotnie siedzimy w domu? Tu pojawia się problem izolacji ludzi starszych, ale również ekspansji sztucznej inteligencji, która już dostarcza wielu atrakcji. Kolejnym tematem jest radykalizacja naszego społeczeństwa, pogubienie. Jeden z projektów tegorocznego festiwalu dotyczy młodych ludzi, którzy po raz pierwszy poszli w tym roku głosować i dokonali radykalnych wyborów. I ciekawe, że wiele młodych kobiet głosowało na partie prawicowe, które sprowadzają rolę kobiety do „ozdoby mężczyzny” i odbierają im możliwość samostanowienia. Pojawia się też temat Strefy Gazy i groza toczącej się wojny. Te są bolące i ważne tematy, nieobojętne. Dotyczą naszych lęków. Twórcy na nie reagują.
Osiem wybranych projektów to „praca w rozwoju” twórczym w trakcie sopockiego festiwalu. Kuratorami tych projektów są dramaturżka Anna Wakulik, krytyk teatralny i publicysta Roman Pawłowski i reżyser Adam Nalepa.
Co roku dostajemy blisko trzydzieści zgłoszeń. Analizujemy, na ile te projekty mają szanse na dalszą realizację. Ważne, że te kilkuosobowe grupy, które je realizują, mają szansę, by intensywnie popracować przez cały tydzień. Mieszkają razem i często pracują od rana do nocy. To oczywiście nie są jeszcze gotowe spektakle, to są zalążki przedstawień, ale jest w tych projektach dużo energii i pasji. My jako kuratorzy jesteśmy do ich dyspozycji twórców. I to oni zapraszają nas na swoje spotkania. Dajemy im pomoc artystyczną, ale nie cenzurujemy ani formy, ani treści. A potem odbywa się dwudniowy maraton z udziałem publiczności, na którym pokazywane są wszystkie przygotowane projekty. Dyskusję z publicznością w tym roku poprowadzi dr Anna Jazgarska. Publiczność często ocenia temat, język i formę. Pokażemy następujące projekty: „Nic o mnie nie wiesz/The choice is yours”, który realizować zamierzają Viktoria Dulak, Maciek Walter, Aleksandra Tokarczyk, Maciej Karczewski. Projekt „Lucy” przygotowywać będą Agata Nierzwicka, Monika Jarosińska, Lena Michajów, Laura Walczak. Do „Metal skin” przygotowują się Noemi Berkowitz, Izabela Gwizdak i NN, „Język sekciarskiego fanatyzmu” powstanie z udziałem Macieja Gorczyńskiego, Iwony Bandzarewicz, Oliwii Nazimek, Dariusza Pieróga // Teatr Nowy, Poznań. Projekt „Gaza” proponują Kuba Zubrzycki, Matylda Wojsznis, Maciej Bisiorek, natomiast „Ufo porno” Jakub Zalasa, Mateusz Górniak, Aleksandra Sroka, Natalia Bielecka, Maksymilian Piotrowski. Nad „Zagubioną kropką” będą pracować Żenia Dawidenko, Marta Prabucka, Oskar Tomala, a nad projektem „Ptaki krzyczą nieustannie” pracować będą Michał Telega, Grzegorz Sierzputowski, Daniel Grupa, Anna Sochacka, Jacek Kościuszko.
Rezydencje artystyczne, warsztaty przewidziano od 23 do 30 sierpnia, podobnie jak festiwal.
Tak. Zarówno projekty jak i prezentowane spektakle mają wierną publiczność. My przygotowujemy nagrania dla rezydentów, by mogli potem zwrócić się do dyrektorów różnych teatrów w Polsce i zaprezentować swój pomysł na spektakl. A potem próbujemy te spektakle, które zostaną zrealizowane już w teatrach, zaprosić do Sopotu. Na tegorocznym festiwalu pokażemy cztery spektakle. Jeden na naszej niewielkiej scenie Teatru BOTO i trzy na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże. Nasz festiwal ma ograniczony budżet, więc zapraszamy te przedstawienia, które możemy sfinansować. Na niektóre spektakle nas nie stać. Staramy się jednak, żeby repertuar festiwalowy był ciekawy. Kuba Zubrzycki będzie w tym roku ze spektaklem „Zero” o katastrofalnym stanie psychiatrii dziecięcej w Polsce. Zrobiliśmy na wcześniejszym festiwalu czytanie tego tekstu, a teraz zrealizował to jako dyplom ze studentami szkoły filmowej w Łodzi, więc zaprosiliśmy ich. Pokażemy również „Auschwitz Tour” – przejmujący spektakl w reżyserii Elżbiety Depty. Przygotował ten spektakl Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie, który jest opowieścią pozbawioną dokumentalnych zdjęć i filmów, a wszystko w naszej wyobraźni ożywia opowieść aktorki. To projekt zapoczątkowany przed dwoma laty na naszym festiwalu, który przywołuje dramatyczne skojarzenia.
Pokażemy też przedstawienie pt. „Czasami zapominam”. Pokazywaliśmy już wojnę oczyma Ukraińców, Białorusinów, oczyma artystów, którzy musieli wyemigrować z tych krajów. Teraz pokażemy oczyma tych, których zazwyczaj nie pytamy – czyli Rosjan. Chciałem, by powstał taki spektakl, w którym opowiedzą o tej wojnie również ci, którzy musieli ze swego kraju uciekać przed reżimem i jak się czują ci Rosjanie w tej odpowiedzialności zbiorowej. Ten spektakl robi artystka, która nazwała siebie Wierą Wołżańską. Nie może ona podać swego nazwiska, bo ma jeszcze w Rosji rodzinę i boi się o swoich bliskich. Mamy również w programie spektakl „Bieżeńcy 1915” w reżyserii Andrei Novik. To przedstawienie grupy białoruskich artystów mieszkających w Warszawie, których Roman Pawłowski zaprosił do Tykocina. I oni tam, w stodole stworzyli spektakl o polskich przesiedleńcach, którzy zostali po I wojnie światowej zmuszeni przez władze carskie do opuszczenia swoich domostw i zostali ewakuowani w głąb Rosji.
Wymowny jest plakat tegorocznego festiwalu: uskrzydlona ręka, która powinna trzymać gałązkę oliwną, a de facto trzyma…
Jak się dobrze wpatrzymy, to zamiast liści zobaczymy, że na łodydze wiszą bomby. Ten festiwal jest też o tym, że burzy się nam świat, który znamy, że burzą się nam wartości, które znamy i mamy trudności w odnalezieniu w tym świecie siebie. Teraz do ręki za naszą wschodnią granicą dostają broń młodzi ludzie, którzy jeszcze do niedawna interesowali się kolejną wersją iPona czy nową marką sportowych butów. Ta groza może przyjść do nas, więc festiwal non-fiction reaguje na obawy, niepokoje i lęki.
