Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Pożegnanie Janusza Wiśniewskiego

Pożegnaliśmy dzisiaj (25 lipca 2025) Janusza Wiśniewskiego. Urnę z prochami artysty odprowadziło do kwatery w Alei Zasłużonych na Powązkach kilkadziesiąt osób. Poza rodziną wielu artystów związanych z twórcą „Końca Europy”, jego aktorów, współpracowników, przyjaciół.

Przed pochówkiem kilka zdań, czułych i osobistych, powiedziała żona, z którą razem przeszli przez życie – ponad pół wieku. Silnie zabrzmiały jej słowa, zwłaszcza gdy wyznała najprościej jak można, że ona też czuje się tak, jakby odchodziła. Nikt więcej nie zabrał głosu, mimo zachęt celebrującego uroczystość kapłana.

Przez chwilę chciałem coś powiedzieć, ale byłoby to niezgodne z zasadami sztuki, którą Janusz uprawiał. Jako wytrawny reżyser nie zapominał o oklaskach i zejściu ze sceny. Ci, którzy opowiadali o improwizacji w jego teatrze, mylili się srodze. Tam wszystko było precyzyjnie zaplanowane, musiało chodzić jak w zegarku. Jeśli więc nie było w grafiku wystąpień, to znaczy, że JANUSZ NAPRAWDĘ ODSZEDŁ. Zabrakło reżysera.

Żegnam więc artystę-sojusznika teraz – niewygłoszoną „mową” nad mogiłą.

Znaliśmy się kilkadziesiąt lat, od czasów liceum, chodziliśmy do tej samej szkoły im. Tadeusza Czackiego na warszawskim Powiślu. Naszym wspólnym osiedlowym teatrem było Ateneum. Dużo można by opowiadać.

Może kiedy indziej, bo teraz tylko o jednym chce napomknąć. I zapytać: czy naprawdę zdajemy sobie sprawę, jak wielkiego artystę straciliśmy?

Janusz był wizjonerem teatru, jego radykalnym dekonstruktorem i konstruktorem. Żadnym tam katastrofistą, jak pisali niektórzy, czy naśladowcą Tadeusza Kantora. Owszem, nawiązywał do mistrza, ale sam stał się niedoścignionym mistrzem formy, która służyła mu do zadawania pytań o przyszłość człowieka i świata. Zawsze w swojej sztuce stawał po stronie człowieka, po stronie słabszego, innego, odtrącanego, pomijanego.

Oglądałem z zachwytem jego poznańskie przedstawienia. Wiem, wiem, tak nie powinien się zachowywać krytyk. Powinien zachować zimną krew i dystans. Ale tak u Wiśniewskiego się nie dawało. Pamiętam uczucie uniesienia, jakie ogarnęło mnie podczas jego „Fausta” z niezapomnianym trio: Puchalski/Choroszy/Kropielnicki – myślałem, że zemdleję. Porwał mnie i uniósł nad ziemię „Rozbity dzban” już w chwili, kiedy Kropielnicki powiedział jedno słowo: „upadłem”. A „Lobotomil”, ten spektakl-wzniosły manifest w obronie wszystkich prześladowanych, kimkolwiek by nie byli?  „Należy pieczołowicie zachować wszelkie cechy rzeczy niedokończonej” – powiadał w „Lobotomilu” Wiśniewski. „- ZAMIAR – nie AKT. – Możliwość – nie – realizacja. – WDECH (lecz słowo nie przychodzi na świat.”

Zawsze więc w drodze, ale nigdy u celu. Taki to był artysta.

Tomasz Miłkowski

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.