No i proszę, proszę! Człowiek by myślał, że w tym naszym biednym kraju, gdzie kultura często gnie się w narożniku jak stary pies, nic nowego i sensownego już nie powstanie. A tu nagle – bum! – wyskakuje takie Narodowe Centrum Kultury Filmowej. I wiecie co? Niech mnie licho porwie, jeśli nie jest to jedna z lepszych rzeczy, jaka ostatnio przytrafiła się naszej, nomen omen, kulturze!
Bo co myśmy mieli do tej pory? Muzea? Ano były. Filharmonie? Jasne, stały. Ale kino? Kino, które jest przecież prawdziwym zwierciadłem epoki, fabryką snów i koszmarów, kinem zajmował się, jak to często bywa, nikt albo co najwyżej garstka zapaleńców, co to klepali biedę, a i tak robili więcej, niż niejeden państwowy moloch z milionowymi dotacjami.
A tu nagle, w Łodzi, bo gdzieżby indziej, skoro to przecież miasto filmu od zawsze, powstało to całe NCKF. I to nie byle co! To nie jest kolejny budynek z pustymi salami i dyrektorami, którzy głównie zajmują się tym, żeby się nikt nie przyczepił. Nie, moi drodzy! To jest prawdziwa, jak to mawiali starzy Grecy, agorá – miejsce spotkań, dyskusji, wymiany myśli. I to wszystko wokół filmu!
Bo nie oszukujmy się, film to nie tylko papka dla mas, co to chcą sobie po pracy mózg wyłączyć. Film to sztuka, historia, socjologia w jednym. To pamięć o tym, kim byliśmy, kim jesteśmy i kim, broń Boże, możemy się stać. A NCKF? Ono tę pamięć gromadzi, pielęgnuje i, co najważniejsze, udostępnia. Archiwa, wystawy, warsztaty, projekcje – wszystko, co dusza kinomana zapragnie. I to nie tylko dla tych, co pamiętają jeszcze czarno-białe seanse w kinach bez popcornu, ale i dla młodych, którzy często nie odróżniają Kurosawy od jakiegoś tam hollywoodzkiego gniota.
No i ta wizja! Bo przecież nie chodzi tylko o to, żeby pokazać stare filmy. Chodzi o to, żeby uczyć, edukować, inspirować. Żeby młodzi mieli gdzie się uczyć, gdzie eksperymentować, gdzie pokazywać swoje pierwsze, czasem pewnie nieudolne, ale za to pełne pasji dzieła. To jest prawdziwa inwestycja w przyszłość! Nie w beton (choć tu zapierający dech w piersiach) , nie w pomniki, tylko w umysły i wrażliwość ludzi.
Dlatego, drodzy państwo, chylę czoła przed tymi, którzy to wymyślili, i tymi, którzy to z ogromną pasją i miłością realizują. Wreszcie coś sensownego, coś, co ma szansę przetrwać dłużej niż kadencja jednego czy drugiego ministra. Brawo! Oby tak dalej, a może i z tego naszego polskiego piekła wyjdzie kiedyś coś na kształt filmowego raju. Amen!
Konrad Szczebiot
