Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

BoyKott, czyli teatralny Kisiel (7)

O tym, jak się szuka współpracownic i współpracowników, ale daje tylko zlecenia

Czytam sobie ogłoszenie o pracę w pewnej szacownej instytucji kultury i myślę: oto mamy doskonały przykład współczesnej polskiej hipokryzji w najczystszej postaci. Instytut Teatralny imienia Zbigniewa Raszewskiego – brzmi dumnie, prawda? – poszukuje „współpracownic i współpracowników”. Tak ładnie, tak inkluzywnie, tak zgodnie z duchem czasów. Aż serce rośnie na myśl o tej równościowej wrażliwości językowej.

Ale diabeł, jak zawsze, tkwi w szczegółach. Bo kiedy przychodzi do konkretów, czyli do form zatrudnienia, nagle okazuje się, że owa progresywna instytucja oferuje wyłącznie umowy zlecenie. Wszystkie! Bez wyjątku! Od sekretarki przez bibliotekarza po koordynatora projektów artystycznych.

Ktoś z internautów skomentował to krótko i dosadnie: „niby współpracownicy poszukiwani, a umowy o pracę brak”. Inny dodał: „Umowa zlecenie. Jak kulturalnie”. A jeszcze ktoś określił to jako „kulturę śmieciową”. I ma rację jak diabli!

Bo oto mamy piękny paradoks naszych czasów: instytucja, która w swoich spektaklach i projektach porusza tematy sprawiedliwości społecznej, krytykuje kapitalizm i współczuje wykluczonym, jednocześnie sama traktuje swoich pracowników jak towary na śmieciowym rynku pracy. Głosi inkluzywność w języku, ale ekskluzywność w praktyce zatrudniania.

A gdy ktoś się pyta o konkretne formy umów, pada odpowiedź rodem z najgorszych korporacyjnych podręczników: „formy umów są adekwatne do rodzaju proponowanej współpracy”. Adekwatne! Jaki to piękny eufemizm. Gdyby Orwell żył, napisałby o tym osobny rozdział w swoim „1984”.

Jedna z komentujących osób napisała coś, co powinno trafić na tablicę każdej tego typu instytucji: „Praca w bibliotece to ewidentne praca na pół etatu. Forma umowy nie jest subiektywną decyzją instytucji, za to prawo określa, co wchodzi w zakres umowy zlecenia, a co już jest stosunkiem pracy.”

Ale prawda prawdą, a „adekwatność” adekwatnością. W końcu po co się przejmować prawem pracy, skoro można tak pięknie mówić o współpracy? Po co oferować umowy o pracę z urlopami, chorobowym i składkami na emeryturę, skoro wystarczy nazwać kogoś „współpracownikiem” i problem z głowy?

Szczególnie poruszające było wyznanie jednej z pań: „Zaraz po studiach łapałam się za umowy-zlecenia (…) i tak przepadło mi około 8 lat legalnej poniekąd pracy. Na emeryturę będę pracować do 80tki żeby to odrobić.” Ale co tam jej przyszłość emerytalna w porównaniu z „adekwatnością form współpracy”!

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Oto mamy instytucję prowadzoną zapewne przez ludzi o najszlachetniejszych intencjach, głoszących hasła równości i sprawiedliwości. Ludzi, którzy na pewno protestowaliby przeciwko wyzyskowi pracowników przez złe korporacje. Ale kiedy przychodzi do własnego zarządzania – nagle okazuje się, że wszyscy muszą zadowolić się „zleceniami”, bo tak jest „adekwatne”.

To jest kwintesencja polskiej inteligencji progresywnej: piękne słowa, szlachetne intencje i totalna ślepota na własne sprzeczności. W teatrze będą wystawiać spektakle o krzywdzie społecznej, a w biurze obok będą krzywdzić własnych pracowników.

Może pora, żeby ci wszyscy wrażliwi społecznie ludzie z sektora kultury spojrzeli w lustro? Może zanim zaczną kolejny projekt o niesprawiedliwości świata, pomyślą o sprawiedliwości we własnej instytucji?

A może nie. Może łatwiej jest krytykować świat niż zmienić własne praktyki. W końcu to tylko „współpracownicy”, prawda? A nie prawdziwi pracownicy z prawdziwymi prawami.

Przyznaję, że po przeczytaniu tego ogłoszenia i komentarzy pod nim pomyślałem o starym powiedzeniu: „czyńcie, jak mówią, ale nie czyńcie, jak czynią”. Tylko że w tym przypadku nawet to, co mówią, brzmi fałszywie.

Konrad Szczebiot

1 komentarz do “BoyKott, czyli teatralny Kisiel (7)”

  1. Pingback: Kultura śmieciowa Instytutu Teatralnego - BLOG Grzegorza Kempinsky'ego | BLOG Grzegorza Kempinsky'ego

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.