Pałac Nieśmiertelności na Kazimierzu
Bywa tak czasem w tym naszym polskim padole, że gdy już człowiek przestanie wierzyć w cuda, przytrafia mu się spotkanie z ludźmi, którzy postanawiają zbudować sobie… pałac. Nie byle jaki pałac – bo o zwykłe pałace, jak wiemy, w Polsce nietrudno – ale Pałac Nieśmiertelności. I to w dodatku na Kazimierzu, gdzie każda kamienica ma już swoją historię, a każdy kamień zdążył nasiąkać tysiącem opowieści.
Piotr Sieklucki i Łukasz Błażejewski z Teatru Nowego Proxima wzięli sobie na warsztat ni mniej, ni więcej, tylko nieśmiertelność. W czasach, gdy większość instytucji kulturalnych marzy o tym, żeby przetrwać do końca kwartału, oni postanowili założyć przedsięwzięcie, które ma trwać wiecznie. Na 430 metrach kwadratowych przy ulicy Krakowskiej 13 chcą stworzyć przestrzeń spotkań i warsztatów, gdzie sztuka będzie się zbiegać z nauką, filozofia z religią, a najnowsze technologie z rzemiosłem naszych dziadków.
Muszę przyznać, że już sam pomysł nazwy robi wrażenie. „Pałac Nieśmiertelności” – brzmi jak tytuł powieści Stanisława Lema lub program polityczny którejś z naszych partii. Pałac z definicji pozbawiony jest funkcji obronnych, ale wskazuje na bogactwo – wyjaśniają twórcy. I dodają, że ich bogactwem jest sztuka, nauka, ciało, filozofia i religia. W kraju, gdzie bogactwem bywa często tylko pogoń za tym bogactwem, taki manifest brzmi jak rewolucja.
Ale może zacznijmy od początku tej historii. Teatr Nowy założył w 2006 roku Piotr Sieklucki, absolwent krakowskiej PWST, który najwyraźniej postanowił, że nie będzie czekał na łaskę ministerialnych urzędników. I słusznie zrobił, bo jak się okazało, ci urzędnicy potrafią być bardzo kapryśni. Przez ostatnie pięć lat teatr regularnie otrzymywał środki z MKiDN, ale w 2022 roku nie dostał ani grosza. Oficjalnego powodu nikt nie podał, ale podejrzenia padają na spektakl „Kora. Boska”, w którym – o zgrozo! – jedną ze świętych bohaterek gra bardzo udatnie i roztropnie drag queen.
Cóż, w kraju, gdzie kultura często musi się tłumaczyć ze swoich grzechów przed komisarzami od czego się tylko da, taki los nie dziwi. Ale dziwi mnie co innego: jak to się stało, że teatr przetrwał i nawet się rozwija? 75 procent budżetu teatru to środki wypracowane przez nich samych – chwali się dyrektor Sieklucki. W czasach, gdy większość instytucji kultury żyje z publicznych dotacji jak dzieci z kieszenkowego, to brzmi jak bajka.
A może właśnie dlatego, że nie żyją z publicznych pieniędzy, teatr może sobie pozwolić na spektakle, które nie zawsze podobają się wszystkim? W repertuarze znajdziemy „Korę. Boską”, „Kazika, ja tylko żartowałem”, „Wiedźmina. Turbolechitę”, czy „NaXuj. Rzecz o Prezydencie Zelenskim”. Już ich tytuły same w sobie są prowokacyjne, ale czy sztuka nie powinna prowokować?
Szczególnie zachwyca mnie ich podejście do finansowania Pałacu Nieśmiertelności. Wszystko finansowane jest z prywatnych środków oraz oszczędności Stowarzyszenia Teatr Nowy, bez grama publicznych środków na infrastrukturę. W kraju, gdzie na każdy gwóźdź w państwowej instytucji potrzebne są trzy zgody, dwa wnioski i jeden przetarg, oni po prostu biorą i robią. Czy to nie jest piękne?
Ale co ma się dziać w tym Pałacu? Cykliczne warsztaty dla młodzieży i seniorów, którzy będą wzajemnie się uczyć. Seniorzy zmierzą się z systemami AI, a młodzież z rękodziełem jak koronkarstwo czy lepienie pierogów. Brzmi jak utopia? Może. Ale w czasach, gdy młodzi ludzie rozmawiają głównie z chatbotami, a starsi boją się smartfonów, pomysł zbudowania mostów międzypokoleniowych wydaje się całkiem sensowny.
Odbywać się będą spotkania oscylujące wokół tematu nieśmiertelności, sztucznej inteligencji, nauki, medycyny i sztuki. „Obiady Czwartkowe” (gdzieś to już słyszałem?) ze specjalistami od AI, lekarzami, profesorami. W Krakowie, mieście, które ma więcej profesorów na kilometr kwadratowy niż gołębi, to może rzeczywiście wypali.
Oczywiście, sceptyk we mnie pyta: czy przypadkiem ci jeszcze całkiem młodzi (znaczy mniej więcej w moim podstarzałym wieku) idealiści (a podobno z wiekiem to przechodzi…) nie próbują ugryźć za dużego kąska? Nieśmiertelność to pojęcie, z którym od wieków zmagają się filozofowie, teologowie i poeci. A oni chcą ją zamknąć w 430 metrach kwadratowych krakowskiej kamienicy? Ale z drugiej strony – jeśli ktoś ma prawo do marzeń o nieśmiertelności, to chyba ludzie teatru. Oni przecież zawodowo zajmują się tym, żeby ożywiać to, co martwe, i utrwalać to, co przemijające.
I jest jeszcze jedna rzecz, która mnie przekonuje. Wszystkie wydarzenia mają być bezpłatne dla mieszkańców Krakowa. W czasach, gdy kultura staje się towarem luksusowym dostępnym dla nielicznych, taki gest ma w sobie coś szlachetnego.
Może więc rzeczywiście uda się im zbudować coś, co przetrwa? Nie wiem, czy ich Pałac zapewni im nieśmiertelność, ale już samo to, że w Polsce XXI wieku znajdują się ludzie gotowi marzyć o czymś więcej niż o przetrwaniu do następnego sezonu dotacyjnego, napawa mnie dziwną nadzieją.
A jeśli się nie uda? Cóż, będzie to przynajmniej piękna porażka. A takich w polskiej kulturze zawsze za mało. Nasz kraj przyzwyczaił nas raczej do tych brzydkich…
Konrad Szczebiot
