Jagoda Opalińska pisze po premierze w Kwadracie:
Kwestia, kiedy autor Hamleta bywał grany – wygrany – ograny sięga miary pytania o węzeł bytu i niebytu. Jego dialogi czytano na wprost, na pomiędzy, na opak. Fakt, że szekspiriady wciąż trwają, stanowi koronny argument, że teatr, nawet kiedy się chwieje, to i tak trwa. Wyrazisty uczestnik elżbietańskich batalii, twórca i komentator Ben Jonson powiedział: „czczę Jego pamięć bardziej niż ktokolwiek inny, ale bez bałwochwalstwa”. Trafny drogowskaz, gdyż mijając oczywisty koturn, o-mija dosłowność. A stąd już widać metaforę. Perspektywa, która pięknie uwodzi i boleśnie zwodzi. Szlak dodatkowo skomplikowany w przypadku gry z Szekspirem prowadzonej na linii odwróconego motywu i patchworkowych żartów. Żeby nadać im lot, trzeba trzymać w garści stylizatorski ster.
Właśnie tędy fruwa farsa Kanadyjczyka Michaela Kelly’ego Żegnaj, Panie Szekspir (Teatr Kwadrat, prem. 9 V 2025). Kolorowy debiut(fr. début), pierwszy występ na scenie, estradzie bądź w... More i soczysta światowa prapremiera. Mocny akcent obchodów 50-lecia Sceny! Nie mogłam znaleźć w internetowych czeluściach słowa o autorze, ale sam tekst przedstawia wizerunek człowieka autentycznie owianego szekspiriadą. Dzięki temu rozkręca się wielowątkowy ping-pong. Cytat goni cytat. Oczywiście celne strzały nie niwelują chybionych. Bowiem zewsząd dociera farsowy głos. W założeniu tyle zabawny, co absurdalny. Młody Szekspir zostawia mroczny Albion, nie mając zielonego pojęcia o pułapkach, jakie mu szykuje pełna smakowitych odcieni Werona. Musi być zamęt. Musi być odwieczny spór „Nad Kapuletich i Montekich domem”. Musi być i jest. Dlatego zostawiam Państwu podróż komediowymi zakolami. Niechże Was gen śmiechu prowadzi górą, doliną i na przełaj.
Natomiast hic et nunc proponuję krótki spacer wzdłuż scenicznych konwencji. Pierwszy plan wyznacza zwarty, gotowy w każdym ekspresyjnym zbliżeniu, aktorski kwartet – Ewa Wencel, Magdalena Smalara, Wojciech Wysocki, Andrzej Grabarczyk. Warsztatowa dyscyplina służy bezpośredniej dialogowej wspólnocie i osobnym kadrom. Wojciech Wysocki (Signor Monteki) ogrywa Szekspirowski detal, cudownie dobierając autoironiczne przyprawy. Ewa Wencel (Signora Kapulet) wydobywa groteskowy dystans portretu uchwyconego w ruchowo-gestycznych wibracjach. Stąd wykluwa się precyzyjny werbalny sprint. Zabawa słówkiem o półsłówko… Równocześnie po swoją piłkę zmierza drugi duet – Magdalena Smalara (Angelika), Andrzej Grabarczyk (Signor Kapulet). Rany Boskie! Rodzajowość farsowana na wszystkie strony chichotu, śmichu, komediowego oczopląsu. Mógł być przesyt, ale zadecydowała warsztatowa dyscyplina wespół w zespół z wyrazistymi sygnałami ogrywania żartu.
Dlatego szkoda, że przestrzeń wielowymiarowo obecnego wśród komediowych odlotów czworokąta nie zawsze rezonuje w pozostałych odsłonach szekspiriady Kelly’ego. Co prawda wybrzmiewa ton Williama – komentatora (Karol Kossakowski). Widać i czuć, że choć mu niebo Werony mało sprzyja, lecz zobaczył coś, o czym się włoskim krzykaczom nie śniło. Rozmach obok szczegółu generuje Tomasz Schimscheiner jako Ojciec Laurenty, wspaniale punktując ironiczne ad vocem. Organiczny wigor wedle farsowej miary brawurowo zaznacza Parys Patryka Pietrzaka.
I teraz pojawiają się kadry Romea i Julii (Artur Kujawa, Adrianna Malecka). Nie wiem, dlaczego Jakub Przebindowski (reżyseria i muzyka) dwójce młodych utalentowanych aktorów nie otworzył okna na zabawową wieloznaczność. Oni by śmignęli, że ho ho! Zwłaszcza że autor zapowiadał we wstępnych didaskaliach:
Romeo Monteki – Młodzieniec kochliwy i skłonny do depresji.
Miłośnik sztuk dramatycznych, zwłaszcza angielskiego teatru.
Julia Kapulet – Dziewczyna oczytana i obdarzona inwencją.
Tym bardziej nie rozumiem, czemu Łobuzerska Dwójka, którą – powtarzam – wypełniała ekspresyjna fantazja, została opancerzona klamrą à la Kiepscy. Taki trop jest prawem farsowej dezynwoltury. Dla jednych dowcip, dla innych niekoniecznie. Natomiast klamra?? Trochę się czepiam, bo mi już nie po recenzencku, lecz po widz-owssku żal, że nie poszybowały ukryte w dialogach (wartki przekład Ryszard Krynicki), sekwencje Kasi Kłótnicy, którym akurat ten aktorski duet mógł nadać błysk muśniętego uśmiechem liryzmu.
Jednak suma sumarum cały spektakl niosą żywiołowo puentowane aktorskie zwroty. Jest rytm, pęd, powiew, o co zadbali Anna Głogowska (choreografia(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... More); Przemysław Wyszyński (układ pojedynków). Tryb kalejdoskopowej perspektywy brawurowo łączy kolor, skrót ze stylistycznym materii pomieszaniem: scenografia – Wojciech Stefaniak; kostiumy – Zuzanna Markiewicz.
Kwadratowi stuknęła 50-tka. Już dojrzałość, jeszcze apetyt odlotu. Szekspiriada szlakiem farsowej kwadratury to jasno wskazana droga na kolejne aktorskie wędrówki w poszukiwaniu komediowej riposty.
Jagoda Opalińska
