Hania Wittstock o spektaklu CICHO w Baju Pomorskim:
Spektakl „Cicho” według Maliny Prześlugi w reżyserii Punch Mamy (Laury Słabińskiej-Grzędy) w Teatrze Baj Pomorski otwierają słowa piosenki „kiedyś drzewa były święte”, zapraszając widzów do lasu. I od pierwszej sceny wiadomo, że nie jest to zwyczajny las, ani tło dla akcji, ale miejsce, które będzie równorzędnym bohaterem tej opowieści. Starodrzew, puszcza z mitów słowiańskich zamieszkała przez zapomniane duchy i istoty nadprzyrodzone, dawna przestrzeń sacrum, a jednocześnie las, który znamy, w którym chronimy się od zgiełku cywilizacji, gdzie szukamy ciszy. Jednak cisza w tym pradawnym lesie, brzmi złowróżbnie, nie jest spokojem, jest martwotą, czymś zupełnie innym, niż współcześnie nam się wydaje. To różne pojmowanie ciszy formuje subtelną grę między naturą a kulturą, która będzie przeplatać się przez całe przedstawienie.
A zaczyna się od tego, że oto w lesie nagle pojawia się Dziecko, siedzi na pniu, niczym kamienny posąg. Zaburza to spokój istot, które znamy z mitologii słowiańskiej, a które żyją właśnie w tym lesie. Licho (Mariusz Wójtowicz), które nie śpi, a bardzo by chciało, Chochlik (Krzysztof Grzęda) o kociej przenikliwości i siedmiu życiach, uwodząca Rusałka (Iga Bancewicz-Chojęta), fatalistyczna Tęsknica (Marta Parfieniuk-Białowicz), gibka Trusia (Jakub Durniat), pełen majestatu Dziad Borowy (Mariusz Wójtowicz) oraz dowcipne i pocieszne Baby, Grochowa (Grażyna Rutkowska-Kusa) i Jagodowa (Andrzej Słowik). Ludzkie Dziecko zaś milczy, emanuje smutkiem, który ma taką intensywność, że zakaża przestrzeń, zakłóca naturalny przepływ energii, tej odwiecznej siły pulsującej między drzewami. Istoty zamieszkujące las zaczynają w nim widzieć Cichą, demona, który niesie obumieranie. I pojawia się pytanie, jak uratować ludzkie Dziecko, jak wyrwać z rąk demonicznej siły, która wiedzie je ku samounicestwieniu, pociągając za sobą i otaczającą naturę w niebyt. Pojawia się pomysł, żeby zrobić to baśnią, legendą, przywołaniem świata, w które Dziecko wkroczyło, a który to świat jest u początku wszystkiego i w jego korzeniach można znaleźć odpowiedź i ratunek.
Przywołana mitologia słowiańska otwiera w tym spektaklu przestrzeń, by pokazać, jak bardzo dawne wyobrażenia boskie czy demoniczne wywiedzione z przyrody wciąż są obecne w kulturze. Pochowane w przysłowiach, powiedzeniach, w literaturze, w sztuce ludowej. Tu ożywają i jako postaci potraktowane zostały nieco przewrotnie i dowcipnie, a i z drobnymi odniesieniami do romantyzmu. Na przykład Rusałka ma wadę wzroku, więc uwodzi na oślep, w interpretacji Igi Bancewicz-Chojęty jest początkowo niczym Goplana eteryczna i subtelna, a za chwilę konkretna i przy tym zabawna, ale też błyskotliwa, w scenie z piosenką ludową absolutnie zjawiskowa. Podobnie Tęsknica Marty Parfieniuk-Białowicz jest pełna patosu i mickiewiczowskiej frazy, przybiera dramatyczne pozy, z szerokim gestem, tylko że sepleni. Kontrastem dla tego słowiańskiego panteonu jest milczące Dziecko. Nie ma w nim żartu, lekkości, czy dystansu, stupor jest bardzo na serio. Martyna Braca buduje postać Dziecka gestami minimalnymi, siedzi nieruchoma, tylko kaptur jej bluzy delikatnie opada z włosów na ramiona, potem podnosi lekko głowę, otwiera oczy i trwa w tej pozie przez większą część spektaklu. Jakby nabierała mocy, jakby wchłaniała to, co dokoła niej się dzieje, aby w finale eksplodować energią odzyskanego głosu i siły, która pozwala latać, dosłownie. Scena koronowania na wiedźmę jest bardzo sugestywna i symboliczna zarazem, można w niej odczytać, jak ważne jest wyrażanie siebie, ale można też zobaczyć, jaka dynamika płynie z mariażu tego, co wyrosło z kultury, gdy zwraca się ku temu, co odwieczne, do natury, do przyrody, do lasu.
Ten las, w scenografii Dariusza Panasa połączonej z projekcjami Przemysława Żmiejki metamorfuje. Odsłania różne oblicza, te przyjazne napełnione słońcem, którego promienie drgają i światło pobłyskuje pomiędzy liśćmi, tworząc złudzenie, jakbyśmy wpatrywali się w przestrzenny kalejdoskop, i te mroczniejsze, w sinych barwach, jakby nabrzmiałe od wilgoci, nieco cięższe. Widzimy drzewa, które nie są pojedynczymi obiektami, ale takie, które stają się jakby jedną potężną istotą zmieniającą kształt, aż do chwili, gdy przybierze ona formę świątyni. Takiej rozpostartej pomiędzy niebem a ziemią, potężnej, wszechogarniającej, a jednocześnie otwartej z ołtarzem drzewa wszechwiedzy pośrodku, które świeci wielością oczu. Obrazy te niezwykle karmią wyobraźnię.
Twórcom spektaklu udało się z tekstu Maliny Prześlugi, który jest bardziej zbiorem portretów pradawnych istot demonicznych, niż baśnią z wartką akcją, wyczarować spójny świat i opowieść o konfrontacji natury z zagubionym współczesnym dzieckiem. Dzieckiem, które jest nie tylko małą dziewczynką, ale jest metaforą świata, w którym żyjemy, jest każdym z nas, przytłoczonym nadmiarem wszystkiego, z którego coraz trudniej wyłuskać to, co ważne. Finał i błyskawiczna przemiana bohaterki może nieco zaskakiwać, choć w świecie baśni chyba nie powinna, a i w życiu takie cuda mogą się zdarzyć, gdy nakarmiona siłą ziemi, energią drzew i pierwotną wiedzą natury samoświadomość dojdzie do głosu. Punch Mama pozostawia widza z przekazem, że to w lesie wciąż pulsuje źródło uzdrawiającej mocy, z którego można korzystać do woli i które należy szanować oraz chronić przed cywilizacyjną martwotą.
Hania Wittstock
Teatr Baj Pomorski w Toruniu
„Cicho” Malina Prześluga
Reżyseria: Punch Mama (Laura Słabińska-Grzęda)
Scenografia: Dariusz Panas
Muzyka: Filip Sternal
Choreografia(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... More: Joanna Miś-Fudali, Marta Pańka, Arkadiusz Buszko
Multimedia: Przemysław Żmiejko
Reżyseria światła: Zbigniew Lisowski
Występują: Iga Bancewicz-Chojęta, Martyna Braca, Marta Parfieniuk-Białowicz, Grażyna Rutkowska-Kusa, Jakub Durniat, Krzysztof Grzęda, Andrzej Słowik, Mariusz Wójtowicz
Premiera 18.05.2025
Foto: Rafał Pyszka
