Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

BoyKott, czyli teatralny Kisiel (4)

HISTORIA JEDNEGO WEKSLA IN BLANCO, CZYLI KRAJOWY PLAN ODBUDOWY KULTURY W WYDANIU POLSKIM

Czyli o tym, jak bardzo trzeba nie umieć, żeby z 150 milionów zł zrobić 150 milionów problemów

Gdyby żył jeszcze mój stary znajomy doktor Judym i przeczytał o ostatnich perypetiach z tzw. KPO dla kultury, pewnie powiedziałby swoim zwyczajem: „A widzisz, mój drogi, że nasza ojczyzna to kraj, w którym każdy plan odbudowy kończy się koniecznością odbudowywania planu odbudowy.” I miałby, jak zwykle, słuszność.

Bo spójrzmy na tę całą farsę z Krajowym Planem Odbudowy dla kultury – programem, który miał być zbawczy dla polskiego środowiska artystycznego. 150 milionów złotych z pieniędzy unijnych dla naszych teatrów, filmowców, muzyków i plastyków! Bajka, nie program. A że operatorem tej bajki został Narodowy Instytut Muzyki i Tańca, to jeszcze lepiej – w końcu kto jak nie specjaliści od sztuki najlepiej rozdysponują środki na sztukę?

Niestety, jak to u nas bywa, diabeł tkwił w szczegółach. A szczegóły, moi drodzy, okazały się diabelnie skomplikowane.

Wyobraźcie sobie Państwo sytuację: przyznano 1503 granty, wybrano 533 stypendystów, ale jak się okazało, do dziś środki do września zeszłego roku, czyli mniej więcej terminiwo otrzymało 500 podmiotów. W przypadków pozostałych wypłatę blokowały względy proceduralne. Czyli mamy, bagatela, około półtora tysiąca beneficjentów, którzy dostali obietnicę wsparcia, ale pieniędzy nie otrzymali. Bo nie umiano im ich dać! Część nawet sama zrezygnowała z ich wzięcia przerażona biurokracją i wymaganiami programu. „Timeo Danaos et dona ferentes.” „Obawiam się Greków, nawet gdy niosą dary.”

A dlaczego nie umiano? Tutaj zaczyna się prawdziwa komedia pomyłek. Otóż okazało się, że umowy zawierane z grantobiorcami są tak pokręcone, że grantobiorcy utworzyli grupę na Facebooku „KPO dla kultury – grupa wsparcia”. W ramach forum od miesięcy punktują błędy w umowach, które otrzymali od NIMiT. Grupa wsparcia! Wyobraźcie sobie Państwo tę sytuację: ludzie, którzy mieli otrzymać wsparcie od państwa, muszą sami się wspierać, bo państwo ich nie wspiera, tylko komplikuje im życie.

Ale to nie wszystko. Najlepsze dopiero przed nami. Bo okazuje się, że NIMiT wymagał od stypendystów… weksli in blanco! Tak, państwo dobrze słyszeli – od ludzi, którzy mieli otrzymać stypendium w wysokości czasem kilku tysięcy złotych, żądano podpisania pustego weksla! Choć NIMiT posiada procedury ich przyjmowania i przechowywania, to — jak przyznało ministerstwo — brakuje jeszcze procedur ich zwrotu.

Czyli mamy sytuację następującą: państwo daje artystom pieniądze (teoretycznie), ale żąda od nich podpisania dokumentu, który pozwala im te pieniądze (i nie tylko te) w każdej chwili zabrać. To trochę jak sytuacja, w której pożyczasz komuś parasol, ale każesz mu podpisać zobowiązanie, że odda ci w razie potrzeby cały płaszcz, kapelusz, spodnie i kalosze.

A zarządzała tym wszystkim Paula Lis-Sołoducha, waltornistka, która została dyrektorem NIMiT-u w maju 2023 roku. Nie chcę tu nikogo obrażać, ale czy nie dziwi kogoś fakt, że instytucji odpowiedzialnej za rozdysponowanie 150 milionów złotych (i nie tylko) szefuje osoba, której głównym doświadczeniem zawodowym było granie na waltorni?

I efekty były odpowiednie do kwalifikacji. Od maja 2023 do marca 2024 z NIMiT odeszło 25 osób. W instytucji, która ma może ze stu pracowników, odeszła jedna czwarta załogi! To nie rotacja, to ewakuacja.

A ministerstwo? Ministerstwo reagowało, jak to u nas zwykle bywa – heroicznie i z opóźnieniem. 29 sierpnia 2024 roku dyrektor NIMiT jednostronnie zmieniła regulamin programu, wydłużając termin oceny wniosków stypendialnych o 12 dni. Jednostronnie! Bez pytania beneficjentów, bez konsultacji, po prostu – bach! – i mamy nowe zasady gry.

Wreszcie, 27 grudnia 2024 roku, Paula Lis-Sołoducha została odwołana przez Hannę Wróblewską, ministrę kultury i dziedzictwa narodowego ze stanowiska dyrektorki Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca. Powodem były nieprawidłowości w przekazywaniu środków w ramach KPO dla kultury. 

Ale uwaga! Historia ma szczęśliwe zakończenie. Bo planowane ogłoszenie drugiego naboru KPO dla kultury publicznie obiecywano na I kwartał 2025 r. I tym razem na pewno wszystko pójdzie jak w zegarku. Bo w końcu mamy doświadczenie z pierwszego naboru. I… ogłoszono go – na połowę czerwca 2025, czyli koniec II kwartału… A czas na przygotowanie i składanie wniosków trwać będzie niecały miesiąc. Znów czeka artystów sprint przez płotki.

Myślę sobie czasem, że gdyby Franz Kafka żył w Polsce w XXI wieku i pisał „Proces”, to główny bohater nie szukałby sprawiedliwości w sądzie, tylko starałby się o grant z KPO. I pewnie by go nie dostał, bo zapomniałby podpisać weksel in blanco.

A może źle patrzę na tę całą sprawę? Może to nie jest farsa, tylko projekt artystyczny? Performance o tytule „Jak nie dać pieniędzy tym, którzy ich potrzebują”? Wtedy wszystko staje się jasne – i 150 milionów złotych, i weksle in blanco, i odwołana dyrektor, i grupa wsparcia na Facebooku. To wszystko to elementy wielkiej instalacji o nazwie „Polska administracja w działaniu”.

Jeśli tak, to muszę przyznać – to dzieło godne nagrody. Może nawet grantu z drugiego naboru KPO.

O ile ktoś będzie potrafił go przyznać.

Konrad Szczebiot

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.