Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

TEATR W SIECI 

Szanowni Państwo, czyż to nie przypomina bajeczki o złotej rybce, co to miała spełniać życzenia? Oto bowiem „Teatrowi”, miesięcznikowi od lat łaknącemu wsparcia niczym kania dżdżu (jak zresztą każda instytucja kultury w tym naszym nadwiślańskim grajdole), dano wreszcie cyfrową wolność! Uwolniono go od papierowego krzyża, otwarto przed nim – zdawałoby się – nieograniczone połacie internetu. A jakżeż on z tej, chciałoby się rzec, zbawiennej możliwości korzysta? Ano, ogłasza tryumfalnie, że teraz, w tej nowej, wspaniałej epoce, będzie publikował… uwaga, werble!… „kilkanaście dużych tekstów” miesięcznie! Oraz, nie lada gratka, „co tydzień recenzje najważniejszych premier minionego weekendu”. Istny róg obfitości, prawda? Aż się w głowie kręci od tego cyfrowego rozpasania!

Zaglądam tedy, ja, stary niedowiarek, do tej listy obietnic, odcedzając sceptycznie łzy wzruszenia, które same cisną się do oczu na widok tej szczodrości. Co miesiąc – zaledwie kilkanaście tekstów! Co tydzień – recenzje, ale tylko tych premier „najważniejszych” (ciekawe, kto i wedle jakiego biurokratycznego klucza tę „ważność” ustala?). I jeszcze, och, ta rozrzutność godna Krezusa – raz na pół roku wydanie papierowe, będące ni mniej, ni więcej, tylko kompilacją tego, co i tak już w sieci powieszono. Nie wiem, jak Państwo, ale ja czuję się tym „programowym rozmachem” oszołomiony niczym po wizycie w dobrze zaopatrzonym GS-ie z czasów słusznie minionych.

Dotacja, Moi Drodzy Państwo, zwłaszcza ta publiczna, państwowa, zobowiązuje! Ale chyba nie do tego, by tworzyć internetowe kopie dawnej, papierowej skromności, tylko na lepszym, bo cyfrowym, „papierze”. Powinna raczej zobowiązywać do zarzucenia czytelnika taką lawiną treści, taką nawałnicą recenzji, esejów i polemik, by nie zdążył złapać tchu między jednym kliknięciem a drugim! Taka dotacja winna służyć temu, by recenzować nie tylko te „najważniejsze” premiery z Warszawki, Krakówka czy Wrocławka, ale i te ze Słupska, Pcimia Dolnego czy innego Bździszewa, gdzie lokalna publiczność i biedujący wyrobnicy Melpomeny, spragnieni słowa drukowanego (czy tam klikanego), czekają na opinię „fachowców” jak na zbawienie, a doczekać się nie mogą

!

Bo tak sobie myślę (a myśleć mi jeszcze, na szczęście, wolno!), czy w tym całym ferworze „cyfrowej transformacji” nie zapomniano o drobiazgu? O tym mianowicie, że młode pokolenie, które na teatr patrzy głównie przez szybkę smartfona, dostanie teraz ledwie dwie recenzyjki na tydzień. A tymczasem całe połacie polskiego teatru – te teatry niszowe, prowincjonalne, eksperymentalne, te prawdziwe laboratoria, gdzie coś się jeszcze naprawdę dzieje – będą nadal tkwić w medialnym niebycie, jakby ich w ogóle nie było.

I pytam się grzecznie: czy redakcję, w miarę jednak obficie skądinąd dotowaną z naszych wspólnych pieniędzy, stać na taki luksus? Na luksus pomijania tego, co nie leży na głównym, wygodnym szlaku? Czy naprawdę ich pojemne serca (i, jak mniemam, jeszcze pojemniejsze konta bankowe) nie są w stanie udźwignąć drobnego obowiązku wysłania krytyka tu i ówdzie, do tych ośrodków, gdzie diabeł mówi dobranoc, a krytyk dociera co najwyżej przypadkiem, w drodze na wczasy lub do cioci na imieniny?

Znamy przecież tę śpiewkę od lat: recenzenci jeżdżą za swoje, nocują kątem u znajomych albo w tanich hotelikach, a za tekst dostają tyle, co kot napłakał, albo i tylko uścisk dłoni naczelnego. I wszystko byłoby może i „normalne” w tej naszej biednej kulturze, gdyby nie ta dotacja! Ta nieszczęsna, państwowa dotacja, która w zamyśle powinna przecież służyć właśnie temu – by wyrwać krytykę z upokarzającego stanu kosztownego hobby dla pasjonatów i przywrócić jej status zawodu! A nie po to, by pan redaktor jeden z drugim mógł sobie kupić nowy krawat albo i lepsze cygaro.

Bo wiecie Państwo, co tu jest prawdziwym skandalem? Nie to, że powstał kolejny portal o teatrze – niech ich sobie powstaje i sto, jeśli mają co pisać! Skandalem jest to, że instytucja dotowana z publicznych pieniędzy, zamiast wykorzystać te środki, by rozsadzić zastane układy, by sięgnąć tam, gdzie inni nie mogą lub nie chcą, ona te układy powiela z nabożną, urzędniczą skrupulatnością. Zamiast rzucić wyzwanie własnej niemocy, próbuje ją tylko cyfrowo zakonserwować, polakierować na nowocześnie.

Gdyby Kisiel żył, pewnie by napisał, że ten nowy, internetowy „TEATR” przypomina mu dawnego peerelowskiego dygnitarza, który przesiadł się z siermiężnej Warszawy do lśniącego automobilu zachodniej marki, ale nadal jeździ tylko na działkę i z powrotem, wypełniając te same, nudne jak flaki z olejem, formularze, tylko teraz na kredowym papierze.

Niechże więc to żałosne „kilkanaście tekstów miesięcznie” stanie się kiedyś, daj Boże, setką tekstów! Niech „co tydzień recenzje najważniejszych premier” zamienią się w recenzje każdej premiery, bez dzielenia włosa na czworo i zastanawiania się, co „ważne”, a co nie! A owe noclegi i delegacje dla krytyków – może by tak wreszcie, u licha, znaleźć na nie jakieś pieniądze w tym dotacyjnym worku bez dna? Wszak to właśnie kultura z misją (a taką chyba chce być „Teatr”?) winna docierać tam, gdzie kończy się komercja, a zaczyna prawdziwa potrzeba.

Ale cóż, jak mawiał przywoływany już na tych łamach stary Książę Salina (albo ktoś równie złośliwy): wszyscy chcemy zmian, byle tylko nic się nie zmieniło. I tak się to nasze życie kulturalne kręci. Amen.

Konrad Szczebiot

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.