W pewnym sensie to przedtakt tegorocznych Warszawskich Spotkań Teatralnych. Nie tylko dlatego, że premiera na Scenie Przodownik Teatru Dramatycznego odbyła się w przeddzień otwarcia WST. Także dlatego, że spektakl konfrontuje się z przygasającymi emocjami towarzyszącymi agresji rosyjskiej w Ukrainie, które silnie dawały o sobie znać jeszcze kilka miesięcy temu. Zmęczenie społeczeństwa ukraińskiego wojną spotyka się ze zmęczeniem ludzi w krajach ościennych, a zwłaszcza odległych od granicy ukraińskiej, które bombardowane wiadomościami z frontu przestały reagować. To nic nadzwyczajnego, tak zwykle bywa, przebodźcowanie przynosi takie wyniki.
Magda Szpecht próbuje temu zapobiec, ukazując mniej znane okolice wojennych kulis, znacznie mniej pokazywane. Bohaterka tej opowieści zapośredniczonej przez jej listy przesyłane wiadomości z frontu, filmy wideo i muzyczne wariacje to kobieta, która jeszcze niedawno mieszkała w Polsce i innych krajach europejskich, informując ludzi o tym, co dzieje się w jej kraju. Wreszcie postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i sama wkroczyć na plac walki o wolność i zostać żołnierką.
Echa tej decyzji, jej konsekwencje fizyczne, psychiczne, a nawet społeczne odmalowuje ten nietypowy spektakl, w którym wojna i wojsko wcale nie są przebóstwiane, nawet jeśli wojsko stoi po dobrej stronie. Struktura absolutnej podległości, nieustanne niedobory sprzętu i materiału, braki kadrowe, a wreszcie tradycyjnie patriarchalny stosunek do kobiet w armii, wszystko to ulega swoistej kumulacji. A jednak wbrew tym przeciwnościom, wbrew właściwie wszystkiemu żołnierka trwa przy swojej decyzji, Niedawna autorka reportaży i publicystka, pisarka staje się częścią wojennej machiny.
Spektakl to pokazuje wyrywkowo, ale sugestywnie, używając środków teatru formy i laboratorium dźwięków, które stworzą w nim osobną warstwę. Jak zapowiada teatr:
„Będzie trzeba to pójdę na wojnę” opowiada o przyjaźni, idealizmie, i nieustającym zaangażowaniu w wojnę na przekór jej wyniszczającemu charakterowi. Spektakl przybiera formę kompozycji złożonej z najnowszych obrazów wojny, danych z białego wywiadu, prywatnej korespondencji i form dźwiękowych. Magda Szpecht śledzi przemianę artystki w żołnierza i poprzez to osobiste świadectwo rekonstruuje dzisiejszą rzeczywistość wojny, aby pomóc na nowo wybrzmieć stępionym emocjom„.
Nic by z tego nie wyszło, gdyby nie Agata Różycka, która panuje nad tym zróżnicowanym instrumentarium, budując atmosferę wyniszczającego mozołu, który nie przynosi na co dzień radości ani satysfakcji, choć pozostaje trudnym i jedynym wyborem. Pokazuje też niełatwy kawałek żołnierskiego chleba, który znosi kobieta traktowana w wojsku z niedowierzaniem i w gruncie rzeczy niechętnie. A przecież w armii ukraińskiej służy dzisiaj kilkadziesiąt tysięcy kobiet.
Mimo że występuje na scenie tylko jedna aktorka trudno ten spektakl; określić mianem monodramu czy teatru jednego aktora/ki. Jej działania bowiem wkomponowane są w cały splot bodźców, wywoływanych przez projekcje dźwięki, a nawet przygotowywany do lotu dron, który w pewnym momencie zyskuje podmiotowość i protestuje przeciw udziałowi w wojnie.
Tomasz Miłkowski
BĘDZIE TRZEBA, TO PÓJDĘ NA WOJNĘ, scenariusz Szymon Adamczak, Magda Szpecht, reż. Magda Szpecht, scenografia Karolina Pawelczyk, Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy, Scena Przodownik, premiera 16 maja 2025.
[Fot. materiał Teatru]
