Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Na tropach Fausta

Starożytni Rzymianie mawiali: navigare necesse est, dodając niekiedy vivere non est necesse – żeglowanie (a w szerszym rozumieniu: podróżowanie) jest konieczne, życie nie jest konieczne. Dzisiaj to stwierdzenie – chyba bardzo rzadko zresztą używane – nabiera trochę innego sensu – nawigować to najczęściej dziś znaczy: posługiwać się nawigacją satelitarną. Ale nie wszędzie dotrzemy dzięki GPS-owi, nie wszędzie też trzeba włączać nawigację. Nie tylko dlatego, by nie zostać wyprowadzonym w pole, na zagon buraków czy w głąb gęstego lasu bez dróg (co mi się kilka razy zdarzyło). Bo czasami warto jest podjąć podróż śladami osób, które nie posługiwały się nawigacją, tylko w swej peregrynacji korzystali z klasycznych map, książek – opisowych, beletrystycznych czy naukowych – a także byli prowadzeni przez żywych, ludzkich przewodników. Takie podróżowanie śladem czyjejś podróży może być bardzo interesujące, ale może też nas skazać na to, że będziemy oglądali ten poznawany świat cudzymi oczyma. Żeby temu zapobiec, warto mieć dystans, umożliwiający obiektywną ocenę tropów, za którymi będziemy podążać.

Jacek Cygan podąża do Włoch i przez Włochy śladami, które w literaturze pozostawił Johann Wolfgang von Goethe. To, rzecz jasna, nie jest jedna wycieczka, tylko efekt wieloletniej fascynacji polskiego pisarza zarówno Italią, jak i niemieckim romantykiem z przełomu XVIII i XIX wieku. To jest niejako fascynacja do n-tej potęgi: Jacek Cygan, zafascynowany Włochami i osobą oraz twórczością Goethego, zafascynowanego Włochami i zwiedzającego je w ciągu dwuletniej (1786-1788) Italienische Reise, fascynuje się również zapiskami autora Fausta, zawartymi w dzienniku podróży i listach poety do pozostawionych w Niemczech przyjaciół.

Ale zapiski te są ani specjalnie poetyckie, ani krajoznawcze. Goethe, opisujący swoją włoską podróż nie jest ani romantycznym naturalistą, ani stęsknionym kochankiem, ani wesołym obieżyświatem, poznającym uroki włoskiej kuchni, zachwycającym się smakiem wina czy urodą tamtejszych ludzi. Bardziej ciekawią go minerały i szerzej – geologia, architektura i stan dróg. Na szczęście, tych wyborów Jacek Cygan nie podziela i szczodrze uzupełnia Goethego własnymi spostrzeżeniami na ciekawe tematy. Szkoda, że nie możemy częściej bezpośrednio konfrontować opisów niektórych obiektów jakie pozostawił Goethe z tym, co przeszło dwa wieki później widział Jacek Cygan. Goethe wiele miejsc ciekawych i fascynujących twórców pominął, nie zauważył, czy zlekceważył. Ponadto – co w przypadku Italii ma spore znaczenie – autor Cierpień młodego Wertera, która to powieść (opublikowana w 1774 r., a więc na dwanaście lat przed podróżą włoską) rozsławiła go w całym ówczesnym kulturalnym świecie – był zatwardziałym protestantem i rzadko kiedy przejawy sztuki i tradycji katolickiej podziwiał, chwalił, czy zgoła o nich szerzej pisał. No a Włochy, odarte z katolickiego sznytu w zasadzie nie istnieją…

Podróż obydwu, rozdzielonych stuleciami poetów, według opisu w książce Ciao, Goethe! zaczyna się dla Goethego w Karlsbadzie, a dla Jacka Cygana – w Karlovych Varach. To oczywiście to samo miejsce, a nazwy rozdziela tylko język i czas. Stąd niemiecki poeta 3 września 1786 r. nad ranem wyrusza dyliżansem na południe, zawiadamiając o włoskim projekcie tylko swojego protektora, księcia saskiego Karola Augusta, który finansuje mu tę podróż. Ucieka od Karlsbadzkich towarzyszy, nie powiadamia wcześniej o tym swojej wieloletniej przyjaciółki, starszej o prawie siedem lat Charlotty von Stein (oboje już są wtedy znudzeni przyjaźnią, która nigdy nie wyszła poza stadium platoniczne), przemierza górną Austrię i przez przełęcz Brenner dociera do jeziora Garda.

A dalej dość tradycyjnie: Werona, Vicenza, Wenecja. Kilka miejscowości w Toskanii (ale bez Florencji!), wreszcie długi pobyt w Rzymie. Potem Neapol z Wezuwiuszem, Sycylia, z powrotem Rzym – i przez Szwajcarię powrót do Weimaru.

Prawdę powiedziawszy, to co o trasach Goethego pisze Jacek Cygan, podróżujący tam przez wiele lat z rzędu (ze swoją żoną – czego nie zaniedbuje stale podkreślać) jest znacznie ciekawsze niż to, co o tych samych miejscach pisał Goethe. Oczywiście, nie wszystkie wybory i trasy wywołują u wszystkich czytających i podróżujących takie same zachwyty – dlatego ani nie należy tej książki traktować jako rekomendacji turystyczno-kulturowo-historycznej, ani jako podróżnego bedekera. Przeczytałem z przyjemnością, dowiadując się wiele o Italii z tego, jak o rozmaitych okolicach Włoch pisze Jacek Cygan, korzystając z pretekstów, jakich dostarcza mu Johann Wolfgang von Goethe.

Navigare necesse est… Podróżujemy więc, ale w naszych expressowo biegnących czasach i my przez Italię (Grecję, Francję, Turcję, Iberię…) raczej biegniemy – z domu na lotnisko, z lotniska do hotelu, z hotelu na plażę, z plaży na ruiny, do muzeum, do tawerny. I z powrotem. Następnego dnia kolejna (albo ta sama) plaża, kolejne ruiny i muzea, kolejne tawerny. Wracamy do domu i któregoś jesiennego, ponurego polskiego wieczoru zadajemy sobie nawzajem pytania: gdzieśmy to byli? Ja wiem, że na Tassos, na Sycylii, na Sardynii, w Prowansji – ale jak się to miasteczko nazywało? A ten dom? A te ruiny, to czego to były pozostałości? Przeglądamy zdjęcia – i jeśli w komórce włączyliśmy rejestrator miejsca wg GPS, to może się za pomocą Google’a zorientujemy, gdzie byliśmy. A jeśli nie? Aha, a jak miał na imię stangret tego dyliżansu? To znaczy kierowca autobusu? Kelner w tawernie? Właściciel pensjonatu? Nic. Po prostu byliśmy na wakacjach w Italii, Grecji, Francji, Turcji, Iberii… Nic nie wiemy o Efezie, choć zachwycał nas przez cztery i pół godziny. Może następnym razem spędzimy tam trzy i pół tygodnia? Nie, nie mamy tyle czasu, pieniędzy i cierpliwości. Następnym razem spytamy kogo trzeba i zapiszemy sobie przy pinezce w Google Map. A jak zapomnimy, to pozostanie nam tylko sięgnąć do starych dzienników podróży wielkich pisarzy i posługując się ich spiżową – bo utrwaloną na papierze – pamięcią krzyknąć:

– O, tam byłem, było pięknie, aż chciało się zakrzyknąć Trwaj, chwilo, jesteś piękna…

Ale nie krzykniemy, bo po pierwsze dzieci i sąsiedzi już śpią, a po drugie – Małgorzata już dawno wyszła, zresztą za mąż za kogo innego, a Mefistofeles gdzieś w kącie nadstawia ucha…

Maciej Pinkwart

——————————-

Jacek Cygan, Ciao, Goethe! Śladami Goethego w Italii, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2025, 380 stron.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.