Stary nauczyciel (Adam Ferency) zaprasza do siebie czwórkę byłych uczniów, teraz 26-letnich. Maja (Maria Witkowska) jest artystką mieszkającą w kosmopolitycznym Berlinie, pozostającą w stałym lesbijskim związku. W klasie była ignorowana, niewidzialana, nawet wyśmiewana. Teraz wyróżnia się potrzebami nadopiekuńczymi. Sylwia (Natalia Stachyra) robi karierę jako menadżer (nie menadżerka, bo odżegnuje się od feminizmu): praca jest u niej na pierwszym miejscu, unika niepotrzebnych związków, choć w klasie stanowili parę z Kamilem (Paweł Gasztold-Wierzbicki). Kamil jednak, wzorowany na Witkacowskich improduktywach, rzucił ją i wybrał dragi, a po nieudanej próbie samobójczej odnalazł swoją ścieżkę w seminarium duchownym. Konrad (Jakub Pruski) pracuje na budowie i ma państwu za złe, że bardziej opiekuje się obcymi niż swoimi. W klasie handlował prochami, został wyrzucony ze szkoły i nikt się za nim nie ujął. Nosi w sobie wściekłość, łagodzoną ojcostwem – odnajduje się jako rodzic.
Jak widać, na scenę zawitała reprezentacja rozmaitych postaw, wyborów, karier. Młodych bohaterów niby wszystko dzieli, ale najwyraźniej jednak łączy niespełnienie. Wprawdzie odnoszą jakieś sukcesy, ale czują się z nimi nieswojo.
Mogłaby z tego powstać dobra sztuka, ale nie powstała, bo zabrakło nerwu drmaturgicznego, a przede wszystkim prawdy postaci (najbliżej sukcesu był Jakub Pruski), szeleszcących papierem i kliszami mimo deklarowanego przez autorkę i reżysera przekonania, że będziemy obcować z pełnokrwistymi bohaterami. Próżno tu szukać jakiś odkryć czy zaskakujacyh relacji. Także pojawienie się na koniec starego nauczyciela nic tu nie uratowało, bo niewiele ma swoim uczniom do zaoferowania prócz tchnących dydaktycznym zapachem banalnych prawd i wiersza Herberta „Pan Cogito i kamiń”, który chyba nie odmieni ich życia. Reżyserski debiut(fr. début), pierwszy występ na scenie, estradzie bądź w... More Grzegorza Damięckiego okazał się rozczarowaniem. Najwyraźniej chciał nas artysta zadziwić, bo na ten spektakl widzowie wchodzili na salę od strony od lat używanej jako horyzont sceniczny, a dla odmiany wychodzili drugim wyjściem, którym zwykle się wchodzi (i wychodzi).
Tomasz Miłkowski
