Kiedy w zapowiedziach wydawniczych znalazłem informację, że akcja(łac. actio = działanie) ciąg zdarzeń w utworze dramatyc... More tego kryminału rozgrywa się na małej wysepce na północ od Korfu, wiedziałem, że chcę go przeczytać. Kiedy na pierwszych stronach dowiedziałem się, że jedna z bohaterek drugiego planu ma na imię Evangelia, byłem pewien, że mi się spodoba – tak jak spodobała mi się nosząca to samo imię żona mojego pierwszego gazdy na Krecie. Ale przede wszystkim, kiedy poznałem nazwisko autora – wiedziałem, że książkę natychmiast kupię, przeczytam błyskawicznie i zaraz będę chciał o niej tu opowiedzieć. Bo 73-letni Artur Pérez-Reverte – obok Marqueza, Saramago, Alexa, Llosy i Lema – jest autorem, którego książki mam wszystkie, albo prawie wszystkie. I ogromnie go lubię – także za jego wszechstronność i erudycję.
Najlepiej mi się czytało jego publikacje z pogranicza dziennikarstwa i literatury – bo od pracy w mediach (dzienniki, tygodniki, radio) zaczynał swoją karierę. Felietony zebrane w tomach Życie jak w Madrycie i A w Madrycie nadal znakomicie są wprost bezlitosne dla władz stolicy (a i całej Hiszpanii przy okazji) i możemy rodakom Péreza-Reverte tylko pozazdrościć, że mają kogoś zdolnego do takiej ożywczej chłosty dziennikarskiej. I że mają władze, które się na jego ostre pióro nie obrażały, nie traktowały go jak wroga publicznego, tylko co najwyżej wchodziły w merytoryczną polemikę. Kapitalne są jego fabularyzowane reportaże, będące reminiscencjami z wojny bałkańskiej, w czym przypomina nieco Hemingwaya (Terytorium Komanczów, Batalista). Ale na świecie znane są przede wszystkim jego kryminały.
Do tej pory zachwycały mnie przede wszystkim Szachownica flamandzka i Ostatnia walka templariusza, no i bardziej sensacyjny niż kryminalny Klub Dumas, który Roman Polański bezlitośnie wykastrował, po czym z pozostałych resztek stworzył (udziale autora) rewelacyjny film Dziewiąte wrota, z Johnnym Deppem i Emmanuelle Seigner oraz przejmująca muzyką Wojciecha Kilara.
Pomysł Ostatniej zagadki – bo taki tytuł, powtarzający tytuł opowiadania Conan-Doyle’a, w którym detektyw ginie w starciu z geniuszem zbrodni, profesorem Moriartym w wodospadzie Reichenbach, nosi niedawno wydana w Polsce jego powieść (w Hiszpanii wyszła w 2023 r.) – jest kapitalny: oto głównym bohaterem, a zarazem narratorem pierwoszoosobowym Pérez-Reverte uczynił aktora grającego w kilkunastu filmach postać słynnego detektywa, Sherlocka Holmesa. W powieści nazywa się dziwacznie Hopalong Basil, co jest odniesieniem do Basila Rathbone’a, brytyjskiego aktora, który postać detektywa odtwarzał w wielu popularnych filmach hollywoodzkich z lat 1938-1946, opartych na fabułach najbardziej znanych opowiadań Artura Conan-Doyle’a. To pierwsza z dziesiątków aluzji intertekstualnych i interkulturowych, na których opiera się zasadnicza część fabuły. Basil Rathbone był najbardziej znanym odtwórcą roli Sherlocka – naturalnie, przed Benedyktem Cumberbarthem. W 1960 roku, kiedy toczy się akcja powieści, wszyscy go znają i natychmiast poznają, gdy z dwójką znajomych przypływa jachtem na położoną na Morzu Jońskim małą grecką wyspę Utakos – co jest odniesieniem do prawdziwej wyspy Atokos, bezludnej, niezagospodarowanej i prywatnej. Na fikcyjnym Utakos jest niewielki pensjonat, ruiny greckiej świątyni, las i mały port, gdzie zawijają promy z wyspy Korfu. Sztorm odcina Utakos od świata, no i zaraz potem w małym pawilonie zostają znalezione zwłoki trzydziestoparoletniej brytyjskiej turystki. Początkowo wygląda to na samobójstwo, ale okoliczności są podejrzane. Sztorm powoduje, że policja na wyspę nie będzie mogła się tam dostać przez parę dni. A więc klasyka: odcięte przez pogodę od świata miejsce, niewielka liczba bohaterów, wśród których jest ofiara, morderca i detektyw. Ale detektywa nie ma – jest tylko aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More, kiedyś grający detektywa.
Kilkanaście przebywających w hotelu osób (turyści i trzy osoby personelu) wspólnie proszą, żeby aktor Basil podjął się śledztwa: w końcu, tyle razy grał w filmach Sherlocka Holmesa, że na pewno będzie umiał dać sobie razy z tym przypadkiem. Na próżno Basil tłumaczy, że aktor tylko odtwarza postać, która w dodatku jest całkowicie fikcyjna i żyła tylko na kartach książek Conan-Doyle’a, że grając detektywa sam nie stał się detektywem. Ale zostaje przekonany i przystępuje do akcji – a poznany przypadkowo w hotelu hiszpański pisarz wchodzi w rolę doktora Watsona, towarzysząc Basilowi w śledztwie. Zbrodnia wydaje się niemożliwa do popełnienia, samobójstwo też – a niebawem lista ofiar się poszerza…
Hopalong Basil, szczególnie w rozmowach z pisarzem Francisco Foxą, nagabywany, bądź z własnej inicjatywy, wciąż wspomina liczne epizody ze swojego filmowego życia i hollywodzkich znajomości – wódkę pitą z Gretą Garbo, romans z Marleną Dietrich, przyjaźń z Errolem Flynnem, tańce z Ginger Rogers, pijatyki z Davidem Nivenem, kolacje z Avą Gardner i Yvesem Montandem, uwodzicielskiego Garry’ego Coopera, który uwiódł mu żonę, zimną jak lód Grace Kelly, początkującą Sofię Loren… Ładna fraza z jednej z takich sekwencji:
Foxá wydawał się zaciekawiony.
– Czy prawdziwe są plotki, że Burt Lancaster jest homoseksualistą?
Patrzyłem na niego chwilę, zwlekając z odpowiedzią.
– Jak mawia Dean Martin, kto po czterech głębszych nie wyświadczy przysługi przyjacielowi?
Te liczne wzmianki o przyjaźniach z najwyższej celebryckiej półki coś mi przypominały, aż wreszcie dogrzebałem się w pamięci do jednej z postaci Ostatniej bitwy templariusza Péreza-Reverte, gdzie Don Ibrahim, jeden z podrzędnych, ale gabarytowo obszernych gangsterów, przybyłych do Sewilli po dłuższym pobycie na Kubie, chwalił się zegarkiem od Hemingwaya, płytami od Nat King Cole’a, kolejnymi mojitos, pitymi z Che Guevarą, zwiedzaniem Hawany z Orsonem Wellesem, krawatem otrzymanym od Grahama Greena…
Tutaj, oczywiście, tych kontekstów ukazujących bohatera wśród największych gwiazd jest o wiele więcej, a te odniesienia dotyczą nie tylko kina, ale i literatury, w tym kryminalnej, w tym – związanej z postacią Sherlocka Holmesa. W tym hiszpańskie opowiadanie parodiujące Conan-Doyle’a, w którym zamknięci w zamku wszyscy bohaterowie zostają zamordowani, przy życiu pozostaje tylko Sherlock, który wiedziony logiczną dedukcją uznaje, że skoro tak, to on musi być mordercą i sam się zgłasza na policję. W Ostatniej zagadce trochę idzie w tym kierunku, ale ostatecznie ten i ów pozostaje przy życiu, a aktor – detektyw zagadkę rozwiązuje, mocno czytelników zaskakując.
Oczywiście, nie jest to książka składająca się z samych wspaniałości: jak to u Péreza-Reverte, jest trochę przegadana, w środku trochę traci tempo, narracja ustępuje miejsca niekończącym się dialogom, pojawiają się dygresje ogólnohistoryczme (Basil, poza tym że jest emerytowanym aktorem, jest także kombatantem dwóch wojen światowych i dalekie wojenne echa mają w fabule niemałe znaczenie), ale zakończenie nadrabia te mankamenty z naddatkiem.
Świetne tłumaczenie autorstwa Katarzyny Okrasko pozwalało mi przez dwa popołudnia cieszyć się i fabułą, i pięknym językiem i kulturowymi kontekstami – czego i Państwu życzę. Warto się pospieszyć z zakupem, bo Wydawca podaje, iż nakład wyniósł zaledwie 3000 egzemplarzy.
Maciej Pinkwart
——————
Arturo Pérez-Reverte, Ostatnia zagadka (El problema Final), tłumaczenie Katarzyna Okrasko, Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2025, 342 strony.
