Nagroda im Karoliny Beylin, ustanowiona trzy lata temu idzie dzisiaj w ręce Ewy-Kielak Ciemniewskiej. Staje się w ten sposób już trzecią laureatką tej Nagrody po Krystynie Gucewicz, która jako pierwsza sięgnęła po ten laur i po Teresie Drozdzie, ubiegłorocznej laureatce. Jeśli coś dzieje się po raz trzeci, to już nie jest incydent czy przypadek, ale tradycja. Świeżego chowu, to prawda, ale jednak. Cieszę się, że Nagroda im. Karoliny Beylin wrasta w warszawski pejzaż, stając się wyrazem uznania dla znaczącej twórczości i zarazem pewnej postawy, którą można określić jako twórcze nienasycenie. Taka przecież była patronka nagrody, wciąż głodna nowych doświadczeń, o dorobku imponująco ogromnym i rozległym, a przy tym wzór pracowitości i niebywałego taktu.
Ewie Kielak-Ciemniewskiej udała się rzecz niebywała. Wskrzesiła pismo-legendę, sprawiła, że „Stolica” od dwóch dekad znowu jest ośrodkiem skupiającym miłośników Warszawy, entuzjastów i przyjaciół miasta.
Z pewną zazdrością o tym mówię, bo zaczynaliśmy razem, spotykając się w gazecie codziennej – wtedy Ewa krążyła po Polsce, odwiedzała rozmaite zakątki, w których działo się coś ważnego dla kultury, a przede wszystkim interesowała się teatrem i doskonaliła warsztat recenzentki. Wtedy też, a był to czas jeszcze ołowiu i składu zecerskiego, nauczyła się błyskawicznej reakcji na fakty. Gazeta wprawdzie to co innego niż miesięcznik, ale nawyk bliskiego kontaktu z rzeczywistością przecież pozostaje. Wtedy, bywało, redagowało się teksty na żywo, poprawiało je w drukarni, a czasem nawet w drukarni pisało. To była niezła szkoła.
Potem czasy się zmieniły, wkroczyły nowe technologie, wszystko przyspieszyło. Na pewien czas Ewa wycofała się z dziennikarskiej branży, zajęła się odchowaniem dzieci, wyjechała za granicę, ale zainfekowaną bakcylem pisania i redagowania ciągnęło ją redakcji, Związała się z „The Warsaw Voice”, tygodnikiem wydawanym w języku angielskim, założonym i redagowanym przez Andrzeja Jonasa (1988), To właśnie Andrzej Jonas zachęcił ją do poszukiwania nowej przestrzeni informacji o Warszawie jako centrum kultury – i tak narodził się pomysł, a potem fenomen miesięcznika „The City Voice”, który redagowała i wydawała przez kilkanaście lat (1993-2006).
Jej dorobek w tym piśmie stał się jednym z ważnych argumentów za przyznaniem jej w roku 2012 Nagrody miasta stołecznego Warszawy. W uzasadnieniu tej decyzji o wspomnianym miesięczniku pisano, że była to: „kolorowa i bogato ilustrowana anglojęzyczna publikacja służąca prezentacji stolicy Polski licznie przyjeżdżającym wówczas do Warszawy zagranicznym biznesmenom, promującą tradycję, historię, kulturę, śledzącą dynamiczne w tym czasie przemiany i rozwój miasta. Pismo omawiało również możliwości i prawne aspekty inwestowania, opracowywało raporty dla deweloperów, śledziło zmiany cen gruntów i powierzchni komercyjnych, czyli było swoistym przewodnikiem dla biznesu”.
Stąd już bardzo blisko do reaktywacji „Stolicy”, która zniknęła z warszawskiego rynku na fali przemian ustrojowych w roku 1989. Ewa uważała jednak, że nadal żywe pozostaje zapotrzebowanie na takie pismo, dla warszawiaków, a nie tylko dla przyjezdnych. Wydeptywała więc ścieżki – chodziła wszędzie, gdzie się tylko dało (także do Wydawnictwa Bauer, czyli do mnie, kierującego wówczas redakcją tygodnika „Tele Tydzień” i prawie już byliśmy po słowie). Odpowiadano jej, że owszem, że propozycja ciekawa, ale trzeba to zbadać (jak to się mawiało po nowemu: sfokusować), poczekać, a może potem, kiedyś, może jeszcze nie teraz. Gromadziła autorów, wówczas w sile wieku – a lista to doprawdy imponująca.
I tak doszło do reaktywacji – prawie 20 lat temu.
W roku 2006 wznowiła czasopismo STOLICA, tym razem wydawane jako miesięcznik. Skupiła wokół tego pisma grono znanych varsavianistów, takich jak Olgierd Budrewicz, Marek Nowakowski czy Krystyna Kolińska, później zaczęło pisać w STOLICY młodsze pokolenie varsavianistów (często były to ich pierwsze publikacje) – m.in. Artur Sobieszczański. Znakomici autorzy gwarantowali – i tak jest do dziś – wysoki poziom publikacji. W miesięczniku znalazło się miejsce dla problemów współczesnego miasta, jego przyszłości i rozwoju, historii, tożsamości Warszawy czy ochrony zabytków. Jak by tego było mało w 2009 roku Ewa zaczęła wydawać książki – wszystkie o tematyce związanej z Warszawą (wydawnictwo EKBIN).
Historia, legendy miejskie, kultura, wielkie postacie przeszłości i współczesności, oto panorama podejmowanych tematów. Umiała to pogodzić. Nic dziwnego, że przylgnęła do niej przezwa Matka Dyrektorka. Jej umiejętność pracy z ludźmi o rozmaitych poglądach i losach była bodaj w tym zwycięskim przedsięwzięciu decydująca. Umiała przekonać do tego, co ich łączyło, a łączyła ich niekłamana miłość do Warszawy. I wtedy, i dzisiaj musiała pokonywać wiele przeciwności, piętrzących się trudności, a jednak wytrwała i trwała. Tej cnocie wytrwałości wychodzi naprzeciw przyznana właśnie Ewie Kielak-Ciemniewskiej Nagroda im. Karoliny Beylin. Najszczersze gratulacje.
Tomasz Miłkowski
