Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Płyty winylowe i sny o lataniu

Michał Chołka w monodramie „Wszystko co najlepsze” Duncana Macmillana i Jonny Donahoea, w reżyserii Adama Uryniaka, w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, łatwo zyskuje sympatię.

To pomaga w tworzeniu wspólnoty z widownią bez cienia przymusu i presji. Chociaż opowiada na scenie o zmaganiach z depresją i pokusą samobójstwa, mówi to z dystansem i chwilami z humorem. Widzów to nie poraża i nie przeraża, co najwyżej porusza i intryguje.

Postać Chołki, to młody człowiek, zaledwie na granicy „smugi cienia”, który walcząc ze złym samopoczuciem, spisuje rzeczy pozwalające choć na chwilę przeżywane koszmary odsunąć na bok.

W tworzeniu takiej listy pomagają Chołce na scenie niektórzy widzowie chytrze wciągnięci w akcję przedstawienia. Sprowadzeni do ról partnerów, na których w chwilach zmęczenia Chołka może się oprzeć w scenicznej udręce samotności. Także czasem rekwizytów, które w monodramie bywają jak partnerzy sceniczni równoprawnym oparciem. Zwłaszcza że w tym spektaklu oparciami w sensie fizycznym są na scenie dwa krzesła, jedno dla Chołki i drugie zapraszające, dla kogoś z widowni, kto zechce być partnerem.

Listy rzeczy, które mogą poprawić złe samopoczucie, bohater Chołki tworzył w dzieciństwie i przez całe dorastające i dorosłe życie. Stanowiły narzędzie pomocne w dostrzeganiu piękna i wartości. A co tam było? Lody waniliowe, karuzele, szalone jazdy rowerem, płyty winylowe. To, co ma jakąś wartość na zakrętach życia.

Nieprzymuszeni niczym zostajemy wprowadzeni przez Chołkę w sumie lekko i pogodnie w świat jego bohatera – z depresją i myślami samobójczymi. Chołka swą grą sprawia wrażenie jakby na scenie wiele działo się dzięki wielu osobom. Wciąga nas w grę obsadzając każdego na widowni dosłownie albo mentalnie w roli istotnej dla przedstawienia.

Uryniak sprawnie prowadzi bohatera Chołki przez meandry opowieści o przemożnym wpływie dzieciństwa na życie dorosłe. Temat może wyeksploatowany, lecz wpisany w interaktywne działania z publicznością zyskuje na szczególnej sile. A zaproszenie widzów do odgrywania postaci, z wymuszeniem umiejętności improwizacji, poczucia refleksu i niezbędnego humoru, dynamizuje przedstawienie i stawia pytanie o to, czy mogłoby bez nas istnieć, w takim sensie i w pełnym wymiarze.

Spektakl Uryniaka i Chołki, na tekście „Every Brilliant Thing”, dramatopisarza Duncana Macmillana i aktora komediowego Jonny’ego Donahoe, w tłumaczeniu Piotra Złotorowicza, opowiada o szczególnie dzisiaj wybrzmiewających mocno zaburzeniach psychicznych rujnujących życie, mówi o wytrzymałości, poczuciu wdzięczności i innych uczuciach wobec bliskich.

Treść nie jest skomplikowana czy wyszukana. Ale zaciekawia nietypowe podejście w eksponowaniu uczuć – rozpaczy, bezradności, zniechęcenia, po radość, wręcz ekstatyczną.

To sztuka o szukaniu szczęścia w rzeczach małych, co możemy zrobić dla siebie i co jesteśmy w stanie zrobić dla innych. Sami dopisując własne rzeczy do wciąż rosnącej listy. Ten poruszający spektakl zawiera uniwersalne przesłanie o sile nadziei i odnajdywania radości w codziennych sprawach.

Trudno ustalić, gdzie zaczyna i kończy się scena. Jesteśmy częścią spektaklu. Pod koniec zastanawiamy się jakiś czas, co mogłoby znaleźć się na naszej, prywatnej liście? Może lody waniliowe. Płyty winylowe. A może sny o lataniu.

Andrzej Piątek

N/z Michał Chołka w monodramie „Wszystko co najlepsze”.

Fot. Wit Hadło

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.