„Seks, hajs i głód” wg Emila Zoli w reż. Luka Percevala w Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Pisze Michał Centkowski w „Przeglądzie”.
Luk Perceval wystawia na scenie Starego Teatru „Seks, hajs i gtód”, czyli kronikę dziejów Rougon-Macquartów. Dość swobodny kolaż postaci i wątków zaczerpnięty z powieściowego cyklu Emila Zoli, choć chwilami intrygujący, ostatecznie nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Głównie za sprawą zbytniej kondensacji wątków, prowadzącej do dramaturgicznego chaosu. Choć nie brakuje w tym myślowym i stylistycznym bałaganie brawurowych kreacji aktorskich.
Podzielony na trzy części spektakl jest próbą uchwycenia całości doświadczenia ludzkiego. W każdej toczą się równolegle wątki bohaterów z różnych szczebli drabiny społecznej, doświadczających tych samych sit i popędów. W pierwszej części Perceval, zestawiając losy biednej praczki Gerwazyny – bohaterki „W matni” (w tej roli znakomita Ewa Kaim) – z historią
uczucia łączącego Doktora Pascala (Krzysztof Zawadzki) i Klotyldę, ukazuje niszczycielskie skutki miłości i seksualności poddanych rygorom konwencji społecznych. W drugiej, zdecydowanie najlepszej części, życie paryskiej gwiazdy Nany, córki Gerwazyny, splata się z życiem Saccarda, wirtuoza spekulacji – pieniądz, ta siła napędowa kapitalistycznej rzeczywistości, pozornie pozwala obojgu wymyślić siebie na nowo. I właśnie w opowieści o rozpaczliwie pragnącej wyrwać się z nizin społecznych Nanie – sugestywnie odegranej przez duet Nowosadko-Kaim – ostatecznie powtarzającej drogę swojej matki, udaje się Percevalowi ukazać ponurą prawdę o społecznie determinowanej dziedziczności losów (przede wszystkim kobiecych).
Trzecia część przedstawienia, inspirowana „Bestią ludzką” i „Germinalem”, choć traktuje o buncie, gniewie i zbrodni, jest w gruncie rzeczy letnia.
fot. mat. teatru
