Z operowych podróży Bronisława Tumiłowicza – tym razem Madryt i MARIA STUARDA:
Polskie akcenty w dalekim Madrycie pozwoliła poznać sylwestrowa wyprawa zorganizowana przez łódzkie biuro Grand Tour specjalizujące się w wyjazdach na przedstawienia operowe. A więc w Teatro Real wystawiano właśnie rzadko oglądaną u nas operę Gaetano Donizettiego Maria Stuarda.
Rzecz jest oparta na dramacie teatralnym Fryderyka Schillera o konflikcie dwóch królowych – Anglii i Szkocji – zakończonym ścięciem Marii Stuart. Historia na wpół miłosna opisana przez Schillera nie ma wiele wspólnego z prawdą historyczną. Obie panie, choć były blisko spokrewnione, ponoć bezpośrednio się nie spotykały, ale w teatrze wszystko jest możliwe. Mało tego – opera Maria Stuarda, która miała prapremierę w Neapolu, została zdjęta przez cenzurę, bo niezbyt ładnie pokazywała jak się do siebie odnoszą monarchinie, a królowi Neapolu (i jego żonie), to się nie spodobało. Opera miała więc zakaz, wystawiano ją rzadko, pod inną nazwą i nieco zmienioną. Dopiero po latach wróciła do łask.
Przedstawienie w Teatrze Królewskim w Madrycie, w reżyserii Davida McVicar i pod pałeczką dyrygencką Jose Miguela Perez-Sierry, było dosyć tradycyjne, choć wysmakowane. Nie przenoszono akcji do innych czasów, nie wydziwiano z rekwizytami i kostiumami. Wszystko odbyło się po bożemu, i Marię Stuart oddano na końcu władzy kata. Mimo tych pozornych „mankamentów” wizji reżyserskiej sala była pełna, a artyści otrzymali długie owacje. Może jest to pewna wskazówka dla realizatorów przyszłych wystawień spektakli powstałych w przeszłości, gdy obowiązywały inne mody, gusta i obyczaje. Zapewne nawiązując do dawniejszej stylistyki wcale nie odcinamy sobie drogi do postępu, przeciwnie, dostarczamy wiedzy młodszym, uczymy historii powszechnej i historii kultury.
W spektaklu opery Donizettiego doszło przy tym do owocnej współpracy artystów hiszpańskich i polskich, co dopiero po naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej stało się możliwe, i w sumie takie łatwe. Nawet w biografii śpiewaczki Yolandy Auyanet wykonującej rolę tytułową, jest polski epizod(gr. epeisódios = wtrącony), 1. scena w dramacie, niemają... More, bo jej najważniejszym nauczycielem i doradcą wokalnym był znany polski barytonniski głos męski; także solista obdarzony takim głosem. More Jerzy Artysz. Prócz tego w spektaklach Marii Stuardy zostali zatrudnieni trzej młodzi śpiewacy, którzy robią coraz większą międzynarodową karierę – Krzysztof Bączyk, Szymon Mechliński oraz Andrzej Filończyk.
Do tradycji operowych wyjazdów Grand Touru, których było już ponad 100, należą spotkania z polskimi solistami po spektaklach, a przynajmniej wręczanie wiązanek kwiatów od rodzimej publiczności, jako dowodu poparcia dla ich twórczej drogi. To także jeden z dowodów, jak bardzo skróciły się dystanse geograficzne, kulturowe, mentalne, zresztą nie tylko na naszym kontynencie. Odległość Hiszpanii od Polski, a także innych krajów, gdzie występują nasi artyści nie stanowi już prawie żadnego problemu.
Zresztą i dawniej, a nawet bardzo dawno, wzajemne wpływy i wymiana kulturalna były zauważalne. Dla przykładu jeśli chodzi o samego Gaetano Donizettiego, nie wszyscy wiedzą, że popularność tworzonej przez niego muzyki stała się pożywką dla polskiego żywiołu niepodległościowego. Jedna z melodii chóru z opery „Łucja z Lamermoor” została wykorzystana przez Ludwika Mierosławskiego przed największą bitwą Powstania Poznańskiego 1848. Marsz Mierosławskiego zaczyna się od słów „Do broni ludy, powstańmy wraz”.
A jeśli chodzi o pierwowzór libretta opery „Maria Stuarda”, to poecie Fryderykowi Schillerowi też przecież coś zawdzięczamy, choćby wspaniałe hasło „Wszyscy ludzie będą braćmi”, które dziś, obok Mazurka Dąbrowskiego bywa śpiewane przy różnych uroczystościach. Słynną „Odę do radości” Beethovena, będącą Hymnem Unii Europejskiej, w Polsce śpiewa się w tłumaczeniu Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego „O radości, iskro bogów”. Autor przekładu zapewne nie przypuszczał, do jak ważnych celów posłużą te słowa. I jeszcze jeden polski element łączący się z wyjazdem do Madrytu. Grupa melomanów korzystając z okazji zwiedziła również hiszpańskie Muzeum Narodowe Prado, gdzie największym (rozmiarami) płótnem stałej ekspozycji jest obraz polskiego artysty epoki baroku, Bartłomieja Strobla, nadwornego malarza króla Władysława IV. I wszystko to się jakoś zbiegło z początkiem polskiej prezydencji w UE.
Bronisław Tumiłowicz
