Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Bezdomna

Maciej Pinkwart poleca biografię Marii Konopnickiej:

Współcześnie pisane biografie osób, które były słynne przed przeszło stu laty, są zazwyczaj ciekawsze, lepiej udokumentowane, bardziej rozwinięte i bardziej zdystansowane niż te publikowane wcześniej. Ale są i takie, w których autor, a za nim czytelnicy odkrywają opisywane postacie zupełnie na nowo. Szczegóły biografii sławnych osób zwykle już dawno umknęły z naszej pamięci, zwłaszcza jeśli dotyczy to osób, których tak zwane życiorysy powinniśmy znać ze szkoły. No i też nie ma czego pamiętać, bo są nieciekawe. Szkolne po prostu.

I wtedy przychodzi Magdalena Grzebałkowska i publikuje biografię Marii Konopnickiej.

Ależ to jest świetna książka! Czyta się ją jednym tchem, czując cały czas ogromne zaangażowanie autorki w to, żeby z jednej strony jak najpełniej wykorzystać wszystkie dostępne źródła, trzymać się daleko od modnej współcześnie publicystyki i nie zajmować się szczegółowo analizą twórczości bohaterki, z drugiej – nie zanudzić typową prezentacją „życia i dzieła na tle epoki”. Udało się znakomicie. Książka Magdaleny Grzebałkowskiej przypomina mi pod tym względem świetną i doskonale dającą się czytać biografię Heleny Modrzejewskiej autorstwa Józefa Szczublewskiego. Po lekturze wiele rzeczy mi się wyjaśniło, o większości dowiedziałem się dopiero z tej lektury, nie zdołałem tylko tak do końca zgłębić tego, dlaczego publikacja nosi tytuł Dezorientacje. To jednak mi nie przeszkadza przypuszczać, że Magdalena Grzebałkowska, dziennikarka i pisarka, autorka kilku innych biografii, dwukrotnie nominowana do nagrody Nike, swoją Konopnicką znów zachwyci czytelników i krytyków.

Ani szkoła, ani przymusowe lektury nie sprawiły, że pokochałem Konopnicką. Przymuszony, zapamiętałem parę tytułów: Co słonko widziało, O krasnoludkach i sierotce Marysi, Mendel Gdański, Nasza szkapa… Oczywiście, coś tam czytałem, bo byłem zastraszonym dobrym uczniem. Koszałek Opałek zawsze jawił mi się jako ideał pomocnika w domowych zadaniach szkolnych. Marysi współczułem, choć gęsi się bałem. Ale Królowa Tatra myliła mi się z Królową Śniegu Andersena. A Naszą szkapę, z przeproszeniem, zarżnęła nasza polonistka każąc nauczyć się na pamięć fragmentu zaczynającego się od słów: Szkapę kochaliśmy niezmiernie. Potem szło kilka czy kilkanaście akapitów. Recytowaliśmy to na stopień i nikt z nas nie był zainteresowany tym, ani jak zaczynało się ani jak kończyło to opowiadanie. I dopiero po wielu latach przeczytałem całość i byłem w szoku, jaki to znakomity tekst. Ale najważniejsze ponoć dzieło poetki, o brazylijskich cierpieniach Pana Balcera nie dało się przeczytać. To uczucie obcości, a może anachroniczności literatury autorstwa Konopnickiej towarzyszyło mi przy lekturze jej biografii, bo czytając o jej życiu, wielokrotnie sięgałem do jej twórczości. Niestety… Ponadczasowość nie jest udziałem spuścizny literackiej tej autorki – ani jeśli chodzi o treść, jak i formę. Jak to mówią w teleturniejach: czas minął… To swojego rodzaju klęska autorska: życie twórcy jest ciekawsze od jego dzieła.

Maria Konopnicka w ostatnich latach wykorzystywana jest przez przeciwstawne obozy polityczno-społeczne: jeden widzi w niej prekursorkę wolnej miłości lesbijskiej, drugi – nieustraszoną patriotkę, walczącą piórem z obrzydliwymi Niemcami, o których poetka pisze, że nie będą nam pluć w twarz. Zatem kobieta wyzwolona, ale zarazem bojowniczka słusznej sprawy. Nikt też, choćby nie znał nawet wierszyka Na jagody, nie odmówi jej miana wielkiej polskiej poetki. A może nawet pisarki. Bo współcześnie piszący o literatach ludzie stosują taką antynomię: poeta pisze wiersze, pisarz – prozę. To, że pisarz pisząc jest osobą tworzącą dzieła prozatorskie, ale także wiersze i dramaty – dziś, zdaje się, wie tylko wnikliwy czytelnik oficjalnego rejestru zawodów w Polsce. A Konopnicką uparcie nazywano poetką, nawet publikując jej nowele, reportaże czy manifesty. Więc i ja pozostanę przy tym określeniu.

Biografia autorstwa Magdaleny Grzebałkowskiej pokazuje (także na archiwalnych, niestety – szaro-szarych, fotografiach) poetkę przede wszystkim jako osobę całkowicie niezależną, samodzielnie myślącą – także i wtedy, gdy szokuje nas woltami swoich opinii, ale przede wszystkim głęboko doświadczoną przez los, historię, stosunki społeczne i, poniekąd, biologię. Urodzona jako Maria Wasiłowska w czasach między polskimi tragediami powstaniowymi (w 1842 r.) w zaborze rosyjskim (Suwałki), wychowana w Kaliszu, po ślubie z ubogim ziemianinem Jarosławem Konopnickim mieszkająca w Bronowie i Gusinie, w skromnych dworkach w województwie łódzkim – potem porzuciwszy w 1876 r. męża (z którym nigdy się nie rozwiodła!), najpierw mieszkała wraz z dziećmi w Warszawie u swojego ojca, prawnika w Prokuratorii Generalnej, utrzymując się początkowo z pracy prywatnej nauczycielki i dorywczych publikacji w prasie, no i dzięki pomocy ojca. Po śmierci Józefa Wasiłowskiego wynajmowała skromne mieszkania aż do 1890 roku, kiedy to z przyczyn zdrowotnych, a niemniej politycznych (carska cenzura!) opuściła Królestwo Polskie, tułając się po pensjonatach i sanatoriach w Austrii, Niemczech, Włoszech i Francji, a także w Galicji, gdzie w końcu osiadła na stałe w zakupionym dla niej ze składek publicznych dworku w Żarnowcu koło Jasła. Choć i tam nie mieszkała cały czas, uciekając przed zimnem i postępującą chorobą płuc i serca na południe.

Początkowo mocno antyklerykalna, poddana z tego powodu ostracyzmowi i bojkotowi, została zmuszona do odwołania swoich poglądów poprzez upokarzającą spowiedź publiczną w kościele. Musiała to zrobić, bo terror instytucjonalnego Kościoła (nie tylko katolickiego!) oraz jego żołnierzy i dewocyjnej opinii publicznej spowodował, że przez dłuższy czas nikt nie ośmielał się publikować jej utworów. Dość szybko stała się znana i popularna, wysoko oceniana jako poetka i komentatorka, szeroko drukowana i recenzowana, a ledwo wiązała koniec z końcem, biegała na lekcje do uczniów lub przyjmowała ich w swoich warszawskich mieszkaniach, była ciągłą klientką lombardów, w których zastawiała zegarek, broszki, ubrania. Prawie nigdy nie było jej stać na pomoc domową, sama zajmowała się zakupami, gotowaniem, sprzątaniem – przynajmniej dotąd, dopóki suchoty i słabnące serce nie odebrały jej resztki sił.

Jarosław Konopnicki, starszy od niej o dwanaście lat, biedny utracjusz (czyż może być gorszy oksymoron?), pieniacz i znachor-hochsztapler nie miał z nią żadnych wspólnych zainteresowań z jednym wyjątkiem – dorobili się dość szybko ośmiorga dzieci, z których chłopcy bliźniacy umarli we wczesnym dzieciństwie, a pozostali – trzech synów i trzy córki – doczekali matczynej sławy, ale niewiele z niej mieli. Pisarstwa żony nie cenił, nie aprobował, bodaj nie znał go w ogóle. Ale był jej prawnym reprezentantem: zgodnie z ówczesnymi przepisami na przykład Maria nie miała prawa sama starać się o paszport – musiał o to występować jej mąż. Autorka biografii celnie zauważa, że Jarosław Konopnicki traktował żonę jak najstarsze ze swoich dzieci. Jedna z córek, Helena – ta, której matka się wyrzekła, a ojciec w ogóle się nią nie interesował – chorowała psychicznie, była kleptomanką i jako dorosła osoba większość czasu spędzała albo w szpitalach psychiatrycznych, albo w więzieniach. Szybko urodziła dziecko, szybko syna jej odebrano, po czym zmarła, a niedługo po niej zmarł wnuk Marii Konopnickiej. Najstarszy syn poetki, Tadeusz, urodzony w czasie Powstania Styczniowego, zmarł w wieku 28 lat. Prawie w tym samym czasie, w Powstaniu zginął brat Marii, Jan Wasiłowski. Najmłodsza córka, Laura, chciała zostać aktorką i miała po temu talent, ale matka zrobiła wszystko, nawet szantażując dyrektorów teatrów, żeby jej uniemożliwić debiut sceniczny. Zawodowym aktorstwem Laura mogła się zająć dopiero po śmierci matki.

Maria Dulębianka, malarka, pisarka, kobieta wyzwolona… Teraz modne jest mówić, że żyła z Konopnicką przez kilkadziesiąt lat w homoseksualnym związku, ale to raczej hipoteza, żeby nie powiedzieć: insynuacja, bo dowodów na fizyczność tego związku nie mamy żadnych, a spekulacje w tej kwestii nie wystarczą. Tych spekulacji wystrzega się też autorka biografii, która choć wielokrotnie używa wobec nich określenia „partnerki”, nie zagląda im do alkowy i nie opatruje tego określenia innym przymiotnikiem niż „życiowa”. Dulębianka, która mając 31 lat poznała Konopnicką, gdy ta była dojrzałą 47-letnią kobietą, towarzyszyła jej w wielu podróżach (nie wszystkich), zazwyczaj mieszkając osobno – nie tylko w różnych pokojach, ale często w różnych domach. Przez wiele lat w wyjazdach tych towarzyszyła im matka Dulębianki. Malarka opiekowała się Konopnicką w chwilach, gdy nasilały się jej choroby, doradzała w kwestiach życiowych, nigdy jednak (o ile wiemy) nie wtrącając się do spraw rodzinnych poetki, nie mówiąc już o zagadnieniach związanych z jej twórczością.

Sformułowanie o ile wiemy jest tu jak najbardziej na miejscu: obie partnerki dbały bardzo, by ich prywatna korespondencja nie przetrwała dłużej, niż było potrzebne, aby z listem się zapoznać. To co ocalało – zostało z premedytacją zniszczone przez rodzinę Konopnickiej. Ocalał prywatny notes Dulębianki: nie ma w nim nic, co mogłoby zaspokoić apetyty amatorów kwaśnych jabłek.

Prawie nieustanny kaszel, kosztowne pobyty w uzdrowiskach i wizyty u lekarzy, przy ciągłych kłopotach finansowych – życie z zaliczek na utwory, które trzeba koniecznie napisać, a gwarancji że się za nie dostanie pieniądze nie ma, bo przecież o tym, czy coś się w Priwislińskij kraju ukaże decyduje rosyjski cenzor… Paradoksalnie, jeśli chodzi o publikacje na terenie panowania rosyjskiego – łatwiej przechodziły cenzurę utwory Konopnickiej publikowane w Petersburgu niż w Warszawie. Po opuszczeniu Królestwa Polskiego wciąż zmieniała miejsce pobytu, szukając coraz to nowych miejsc i sposobów leczenia, pracy, wygodniejszego, zdrowszego i… tańszego życia. W latach 1890-1910 pisarka przebywała w 63 miejscowościach…

Dworek w Żarnowcu, który poetka otrzymała w darze z okazji obchodów 25-lecia pracy twórczej, nie rozwiązał jej problemów domowych, zdrowotnych ani finansowych. Dało się w nim mieszkać tylko latem – jesienią znów trzeba było jechać dla zdrowia na południe Europy. Ponieważ w pobliżu zaczęto wydobywać ropę naftową, Konopnicka liczyła na to, że i u niej na podwórku wytryśnie złotodajna substancja. Niestety, tak się nie stało.

W polskim środowisku literackim z przełomu XIX i XX wieku Konopnicka dość szybko stała się znana, choć wzbudzała mieszane uczucia, także u kolegów po piórze. Jej debiut poetycki, napisany po leczniczym pobycie w Szczawnicy w 1875 r. dziewięcioczęściowy poemat W górach był bardzo chwalony przez Henryka Sienkiewicza, który potem stał się jednym z najostrzejszych krytyków antyklerykalnych tekstów Konopnickiej, by z czasem znów gorąco ją chwalić, a nawet przez trzy lata wpływać na przyznawanie jej stypendium imienia jego zmarłej żony, Marii z Szetkiewiczów. Od czasów szkolnych przyjaźniła się i współpracowała ze starszą o rok Elizą Orzeszkową, korespondowała i spotykała się z Teofilem Lenartowiczem, odwiedzała znaną z niestandardowego życia obyczajowego Marię Rodziewicz, w gronie przyjaciół miała kilku redaktorów poważnych pism z Warszawy i Krakowa… Ale w tym gronie zajmowała zawsze pozycję osobną, zdystansowaną, koncentrującą się na dwóch zdawałoby się odmiennych sprawach: trudnych kwestiach rodzinnych i twórczości, rozumianej przede wszystkim jako źródło zarabiania pieniędzy, niezbędnych i dla pomagania rodzinie, i dla ratowania własnego zdrowia, które było warunkiem możliwości zarabiania pieniędzy…

Spoglądając z perspektywy stu kilkudziesięciu lat, jakie minęły od jej śmierci (zmarła na zapalenie płuc we Lwowie w 1910 roku, kilka miesięcy po śmierci Orzeszkowej) na jej niełatwe życie i nieproste sytuacje emocjonalne, po lekturze książki Magdaleny Grzebałkowskiej trudno jest dokonać oceny przedstawionych w książce faktów. Ale czy w ogóle musimy życie Konopnickiej jakoś oceniać? Po przeczytaniu Dezorientacji jestem trochę zdezorientowany, bo choć kwestie życiowe Konopnickiej są fascynująco ciekawe i interesująco przedstawione, to ani trochę nie zbliżyły mnie do jej twórczości. Może jeszcze do niej nie dorosłem.

Maciej Pinkwart

——————————

Magdalena Grzebałkowska, Dezorientacje. Biografia Marii Konopnickiej, wydawnictwo Znak, Kraków 2024, 460 stron.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.