Pytanie to, w tytule
postawione tak śmiało,
choćby z największym bólem
rozwiązać by należało.
Cytat bezczelnie wyrwałam Mistrzowi Gałczyńskiemu z cudownej przestrzeni ogórka, który ni w ząb, ni w ton nie śpiewa. Ale wyrwałam dlatego, że Ewa Konstancja Bułhak śmiało, wędrując lirycznym trybem, otworzyła – internetoweą porą – kwestię: Kto w bajkach miesza? I jako odpowiedź przedstawiła tak zatytułowany spektakl – Teatr Wielki, Scena Kameralna, premiera 21 IX 2024.
Inscenizacja na wskroś muzyczna oraz na przekór i na żart bajkowa. Fundament scenariusza tworzą kompozycje Jerzego Wasowskiego i Włodzimierza Korcza. Materię dialogową dopełniają m.in. teksty Jana Brzechwy i Jeremiego Przybory.
Jest więc znakomite tworzywo, któremu towarzyszy słuch Pani Reżyser świetnie rozpoznającej pogranicza słowa, brzmienia, obrazu. Powstaje wielosmakowy kogel-mogel. Czyli palce lizać. Lecz tu wkrada się pewien niedosyt. Wspominałam o internetowej porze, bo dziś dotyka nas indywidualnie i zbiorowo. Rzecz oczywista, ale dla młodszych już odruch bezwarunkowy, co z pewnością wydłuża drogę do rejonów literackiej bajki.
Wśród widowni ze szczególną mocą zaznacza się ciepła reakcja babciowo-dziadkowej grupy. Jedni nucą, drudzy mruczą. Czuć powiew pamięci lektur własnych, potem dla dzieci, później dla wnuków. Serdeczny odbiór, nota bene wsparty precyzyjnymi aktorskimi działaniami.
Pierwszy głos ma harcerskie trio: Robert Czerwiński, Juliusz Godzina, Hubert Paszkiewicz. Wszyscy hop do przodu! Z muzyczną dezynwolturą, interpretatorskim wiatrem, a równocześnie pod rygorem techniki oraz stylizatorskiej miary. Zespołowy skautowski rynsztunek rozkręca i stymuluje autentyczną sceniczną zabawę. Chaos miasteczka Harmider inspiruje cały szereg charakterystycznych metamorfoz wypełnionych aktorskim sokiem. „Postaci z bajek wysypały się z książek, i biegają wolno. Czerwony Kapturek z Jasiem i Małgosią oraz dwoma Piernikami, Wilk, Babcia i…”
Proszę Państwa, teatralne żywioły nabierają indywidualizowanej ekspresji. Jest pęd, charakterystyczna rozmaitość, gra w uśmiech. Dlatego tylko wyłuskuję zbliżenia, które mnie akurat ujęły. Migotliwy urok Babci doprawiony cudownym aromatem Piernika Juliusza Godziny. Czary-mary Wilka, któremu wdzięcznie sufluje Piernik – Robert Czerwiński. I na deser Pan Parker Huberta Paszkiewicza. Muzyczno-wokalne szaleństwo wespół w zespół z ogromną warsztatową dyscypliną. Powiem krótko. Trójko: harcersko, misiowo, aktorska, trzymacie wartę i w śpiewie, i w ruchu, i w kwestiach dialogo-monologo. Moje gratulacje.
Przy Takich Solistach nieco blednie para Agentów. Choć Natalia Stachyra maszeruje zabawowym duktem, lecz coś się gubi, szarzeje, gdy za ster akcji chwyta Maciej Karbowski, bo wówczas okiem łypie zamiast fantazji anemiczna poprawność. A to grozi nudą. Tymczasem bajce przynudzanej nawet Harmider Harmidrów nie pomoże.
Szczęśliwie w całym spektaklu sytuacja jest zgoła inna. Inscenizatorska forma, trzyma w garści kolejne fabularne wątki, otwierając równocześnie szeroki plan spontanicznej metamorfozy. Również Urszula Borkowska, która zna wszystkie zakręty i śrubokręty muzycznych odniesień tekstu teatru, potwierdza Mistrzowską klasę. Brawo!
Natomiast schłodzony entuzjazm budzi plastyczna strona przekazu. Przecież mała i mniejsza publiczność wnosi ze sobą agresywny koloryt gier komputerowych i presję multimedialnego bajkowania. Te artefakty po prostu są na drodze do percepcji obrazu. Jego nijakość osłabia sceniczną synestezję – rejon zespolonego lotu słów, akordów, kształtów.
No cóż, obejrzawszy Kto w bajkach miesza, wykonałam osobiste mruczando na cześć Brzechwy, Wasowskiego… Niósł mnie uroczy pamięciowy zawrót głowy. Natomiast siedzący obok sześciolatek, gdy wizja traciła soczystość, omawiał ze swoimi kolegami internetowe wyprawy. Ale, że barwa wracała w aktorskim oka mgnieniu, znowu wibrował obraz. Znowu szybowało pytanie: jaki dźwięk da bajce wdzięk?
Jagoda Opalińska
[Fot. Teatr Wielki. Opera Narodowa – mat. teatru]
