Francuzi twierdzą, że farsz do farsy musi rozpylać całą gamę zapachów. I trzeba im przyznać słuszność, gdyż farsowy dowcip bez aromatu gaśnie. Ale taki aromat wymaga na wskroś organicznego przekazu. Mogą być rozmaite strukturalne fastrygi, lecz powinna wibrować gra z żartem i o żart. Dlatego, kiedy oglądam farsowe metamorfozy, zawsze szukam aktorów balansujących między ostrą i kamuflowaną ekspresją. Fakt, iż ten rodzaj komizmu od zarania łobuzuje, że przywołam beee z średniowiecznej Farsy o Mistrzu Pathelin. Tutaj pękają hamulce, słowa stają na głowie a nieprawdopodobne zyskuje rys prawdopodobieństwa. Dlatego tragifarsowym szlakiem często wędrował Wielki Beckett, że przywołam moje ulubione kubłowe konwersacyjki z Końcówki, w których językowe tworzywo degradowało sens. Bo przecież farsę prowadzi niesforna gromada uśmiechów. Nasłoneczniony uwodzi, spontaniczny rozbraja, sarkastyczny zastanawia, słodko-kwaśny fascynuje, gorzki ostrzega… Tymczasem farsa pozostaje nienasycona i wciąż szuka własnych odcieni żartu.
Najnowsza premiera, a ściślej mówiąc światowa prapremiera,Gry w randki Petera Quiltera odbyła się w aurze deszczowego września (Teatr Kwadrat, 14 IX 2024). Tekst nie ma soczystej kolorystyki Boskiej (Glorious), którą jeszcze uskrzydlił filmowy wizerunek Meryl Streep. Nie przechowuje również złożonych podskórnych tropów, jakimi wędrował Quilter, prowadząc narrację Judy Garland (End of the Rainbow). Ale cała randkowa afera trzyma się mocno dwutorowej narracji, wiążąc farsowe tempo oraz stop-klatkowe zbliżenia. Sytuacyjny galimatias odbywa się pod kontrolą dialogu. Stąd kategoria rozwichrzonego porządku. Powiedziałabym, że fundamentalny paradoks, w którym autor umieszcza buzujące starcia i chwiejne relacje toczonych na okrągło rozmów.
Młody rzutki reżyser Rafał Szumski wsiadł wraz z aktorskim kwartetem do wspomaganej paradoksalno-groteskowymi impulsami karuzeli. I od razu korekta. Kwartet już w prologu okazuje się inscenizatorskim kwintetem. Z serii komediowych wcieleń bohatera – wg didaskaliów Drugi Aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More – ucieka Bill. Bardzo trafny, konsekwentnie realizowany pomysł. Dzięki temu ujawnia się materia teatralnej zabawy. Nota bene Mariusz Piętowski nie epatuje odsłanianą prywatnością. On ją żartobliwie uobecnia i po prostu wciela w status Billa – komentatora (brawo!). A tam cienia alibi na niby tylko autonomiczny margines realu wcale nie do śmiechu.
(…) nie jestem tutaj ogrodnikiem. Sąd mnie skazał na prace społeczne za sprzedaż marihuany (…) podjąłem złe decyzje. Chciałem tylko zarobić dodatkową kasę i zapewnić żonie życie, na jakie zasługuje. (przekład Elżbieta Woźniak)
Żadna werbalna emfaza tylko dramaturgiczny ważki detal, zwłaszcza, że tuż obok, step by step zaznacza swój ślad przenikliwa samotność pary świeżo upieczonych rozwodników. Julia Ewy Wencel jest bardziej introwertyczna. Na farsową drabinę wchodzi po szczeblach interesująco haftowanej autoironii. Nie wylewa dowcipu, lecz łuska zdania i zdanka wedle mistrzowskiej skali sztuki dialogowania. Richard Pawła Wawrzeckiego zawadiacko śmiga komediowym szuru buru i przemyślnym mimochodem sygnalizuje, że świat dookoła może go dziwi, a na pewno ubezwłasnowolnia. Warsztatowy prężny duet gna wespół w zespół autentyczna tęsknota, pamięć traconego czasu. Alfę rozbawia, drażni, wzrusza, kusi Omega. I vice versa. Proszę więc przyjąć od krytyka gratulacje oraz poecie skradzione czerwone melancholie…
Są soliści. Jest smaczny stylowy, scenograficzny wystrój Barbary Ferlak pulsujący w oprawie wizualizacji Macieja Iwańczyka. No i oczywiście słychać, widać, czuć wizerunkowe metamorfozy Drugiej Aktorki oraz Drugiego Aktora. Czyli Aldona Jankowska – Helen / Frances / Kathy / Lizzie. Tomasz Schimscheiner – Kevin / David / Nigel / Tim. Rodzajowości masa, zabawy sporo, jednak kobiecym rysunkom nieco bym odjęła grubej kreski, bo wolę farsowy śmiech, niż ufarsowiony rechocik. Ale tylko teatralne licho wie, czy się nie doczepiam.
Kwadrat randkuje, żeglując śmiechem z domieszką nostalgii. Sezon trwa. Życzę stopy wody pod kilem.
Jagoda Opalińska
PS. Coś dla poprawy nastroju. Julia, dowiedziawszy się, że Richard połknął muchę, wrzuca ripostę: nie możesz tego robić – przecież jesteś wegetarianinem.
