„Dziennik Anne Frank” w reż. Zbigniewa Brzozy w Teatrze Lalka w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w „Przeglądzie”.
„Dziennik Annę Frank” zdobył niebywałą pozycję wśród diariuszy czasów Zagłady, choć nietrudno byłoby wskazać zapiski bardziej dramatyczne. Jednak te prowadzone przez nastolatkę, która dwa lata spędziła z rodziną w amsterdamskiej kryjówce, są połączeniem notatek dokumentujących tamten okres z typowymi tęsknotami dziewczyny rwącej się do życia, miłości i normalności. Stąd nuta nadziei na przekór ponurej rzeczywistości, brzmiąca w pamiętniku i jego wersjach scenicznych czy filmowych – ocalony dokument wielokrotnie bowiem był przedmiotem adaptacji.
Teatr Lalka proponuje – wbrew swojej nazwie – spektakl typowo aktorski, choć z dużą porcją materiału wideo. To ilustracja tamtego czasu, ale też zapis lirycznych fascynacji miłosnych młodziutkiej autorki, w którą wcieliła się przekonująco Hanna Turnau. Reżyser nie próbował eksperymentować i pozostał wierny przekazowi pisanemu, a dokonany wybór świadczy o dążeniu do zachowania równowagi między obrazem okupacyjnego zniewolenia i prześladowań Żydów a potrzebami dorastającej dziewczyny.
W epilogu pojawiają się krótkie opisy późniejszych losów bohaterów czekających na wyzwolenie w kryjówce. Ocalał tylko ojciec Annę, inni zostali zamordowani w niemieckich obozach zagłady albo zmarli z wycieńczenia. Ta poruszająca puenta nie pozwala aktorom wychodzić do oklasków.
[fot. Marta Ankiersztejn/ Tetar Lalka]
