Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Windą w przeszłość

Od ćwierćwiecza włóczę się po różnych terenach, zajmowanych niegdyś przez cywilizację grecką. Grecką? W odniesieniu do starożytności to słowo mocno nieprecyzyjne. Ale na razie mniejsza z tym. Od Pelli w Macedonii, gdzie urodził się Aleksander Wielki do Lerapetry na Krecie, gdzie przelotnie gościł Napoleon, od sycylijskich Syrakuz, gdzie żył i gdzie w czasie drugiej wojny punickiej zginął Archimedes do tureckiego dziś Efezu, gdzie ponury i czepialski filozof Heraklit stwierdził metaforycznie, że πάντα ρει, wszystko płynie, cechą świata jest zmienność – wszędzie tam czuję się jak u siebie, a może nawet bardziej „u siebie” jestem tam, niż tu. Sporo o historii i kulturze helleńskiej wiem, choć daleko mi do poziomu eksperckiego, a i pamięć już nie mieści tych wszystkich dat, wojen, polis walczących ze sobą i z wrogami zewnętrznymi, nie mówiąc już o tym, że nigdy nie będę umiał rozróżnić Anaksymandra od Anaksymenesa, choć wiem, że obaj nie mieli wiele wspólnego z młodszym o wiele Anaksagorasem. Ci pierwsi dwaj byli naukowymi spadkobiercami Talesa z Miletu, którego nie nazywam Milesem z Tabletu, ale zawdzięczam mu tylko wiedzę o tym, że cudze nieszczęście najbardziej pociesza nas w naszym nieszczęściu…

Dwóch mężczyzn jedzie windą w centrum handlowym. Jeden to młody naukowiec, drugi, młodszy, to może student pierwszego roku, a może już nawet początkujący pracownik korpo. Obaj Grecy. Winda się psuje, czekają na pomoc. Żeby zabić czas, rozmawiają pogryzając chrupki. Młodszy rzuca mało adekwatnie cytatem z Heraklita, starszy okazuje się być archeologiem i rozpoczyna się rozmowa o starożytności – od pojawienia się pierwszych ludzi, przez epokę kamienną, kulturę cykladzką, minojską, mykeńską i wieki ciemne, przez okres archaiczny i klasyczny po epokę hellenistyczną, okres rzymski i wreszcie Bizancjum. Klik – winda naprawiona, chrupki zjedzone, można wysiadać.

Historyczny i filozoficzny nerd to alter ego autora – Theodore Papakostas to doktor archeologii z Uniwersytetu im. Arystotelesa w Salonikach, prowadzący w mediach społecznościowych portal archeologiczny, gdzie występuje jako Archaeostoryteller. Opowieść jest ciekawa i sporo się z niej dowiedziałem, trochę uporządkowałem swoją chaotyczną wiedzę, ale przede wszystkim ujęła mnie forma, w jakiej podana jest ta opowieść. Jest to bowiem dialog pomiędzy naukowcem, nie stroniącym od (irytującego początkowo) kreowanego na użytek młodszych odbiorców luzactwa a niekumatym, a nawet aroganckim niekiedy młodzieńcem, którego uczono historii w szkole, ale niewiele z tego zapamiętał, poza tym, że historia jego kraju jest nudna, pompatyczna i długa.

Pseudomłodzieżowy język najpierw okropnie mnie drażnił (Hippiaszowi kompletnie odbiło, jaja sobie robisz, widok kuretów jako naparzających się w jaskini młodych karków, Minotaur – zaburzone psychicznie dziecię z dysfunkcyjnej rodziny, kobiety na Krecie – laski topless) jako pozornie niekoherentny wobec treści, ale w sumie nie tylko nie przeszkadza to w jej rozumieniu, ale stanowi miłą przyprawę dla z natury rzeczy zakalcowatej zawartości stricte historycznej. Oczywiście, wielu pytań, przerywników, wypowiedzi ilustrujących emocje mogłoby nie być, przez co książka zyskałaby na zwartości wywodu. Ale to typowy problem dla kogoś, kto usiłuje zapisać język niby-mówiony (niby, bo jakoś nie wierzę, że taka rozmowa mogłaby się odbyć w realu) nie pamiętając, że to są jednak dwa różne sposoby ekspresji. Może jednak wówczas ta – pozwólmy sobie na oksymoron – żywa prehistoria pozostałaby tylko w muzeach i w zatęchłych tolosach?

I tu dochodzimy do kolejnej zalety tej windziarskiej opowieści: jest nią kapitalny, twórczy i niezwykle stylowy przekład, autorstwa Katarzyny Juchniewicz-Gajewskiej. To nie tylko ciekawe i potoczyste tłumaczenie greki na polski, to także użycie polskich idiomów (podczas bitwy ze strachu zrobił w majtki, figa z makiem, archeolodzy mają jakiegoś fioła)– choć nie wiem, może to są też zwroty greckie? Inną zasługą tłumaczki jest dodanie własnych przypisów, objaśniających realia czysto greckie oraz – to musiało być szczególnie trudne, a może nawet bolesne – przybliżenie zagadnień, związanych ze… współczesną grecką muzyką rozrywkową.

Z głośników windy sączyła się muzyka. Te znane greckie piosenki miały być tłem naszej rozmowy.

Trochę karkołomny kontrapunkt. Książka podzielona jest na dwanaście głównych rozdziałów (a te z kolei mają jako podrozdziały tzw. faki, od FAQ, frequently asked questions, odpowiedzi na bardziej specjalistyczne pytania, też zresztą dialogowane), zaś każdy rozdział ma tytuł zapożyczony z modnej greckiej piosenki. I musimy pamiętać, że współczesna grecka muzyka rozrywkowa to niestety nie jest Taniec Zorby, ani nawet nie Goran Bregović czy Andrzej Sikorowski.

Po tym, jak Opowiadacz doprowadza wątek do Bizancjum, gdzie kończy się starożytność i zaczyna średniowiecze, winda zostaje naprawiona, przypadkowi towarzysze z niej wychodzą i następuje epilog, który przypomina mi stary suchar o dwóch kobietach, które spędziwszy pięć lat w jednej celi więziennej zostają razem zwolnione, po czym wprost z paki idą do kawiarni, żeby sobie trochę pogadać. Tutaj podobnie: Opowiadacz jak namolny profesorek odpytuje słuchacza, co ten z rozmowy zapamiętał. I ten, stojąc na ulicy jakoś się nie spieszy i posłusznie streszcza poprzednie kilkaset stron. Po czym główny bohater wsiada do taksówki, utyka w korku i rozmowa o historii Grecji (dla odmiany z taksówkarzem) zaczyna się od nowa. A gdybyśmy jeszcze nie spamiętali – na końcu książki jest grafika, pokazująca całą chronologię.

Jeśli dobrze rozumiem, dychotomiczny podział bohaterów książki to nie tylko kontrast między dobrze wykształconym i praktykującym archeologiem a młodzieńcem, którego wiedza pochodzi wyłącznie z liceum, a więc jest płytka i ogólnikowa. To także kontrast między analitycznie myślącym historykiem a chłopakiem, wobec którego stosowano tzw. politykę historyczną, według której historia Grecji jest wyłącznie wielka i piękna, a Grecy to ludzie o wspaniałej kulturze, bohaterskich i mądrych działaniach, wobec których świat był często krzywdzący, niesprawiedliwy, poniżający. Budząc zdziwienie młodego człowieka, naukowiec mówi:

Uważam, że stawianie naszej historii na piedestale nie ma żadnego sensu. Historia nie potrzebuje peanów na swoją cześć ani oddawania jej hołdów.

A gdzie indziej:

To właściwie kolejne pytanie retoryczne, ale dlaczego wszystko w historii Grecji musi być wciśnięte w dyptyk pod tytułem „potępienie – uświęcenie”? Dlaczego historia musi być idealizowana?

No, właśnie. Ogromnie jestem ciekaw, czy nie dałoby się – o tyle krótszej przecież – historii Polski opowiedzieć w podobny sposób? Barwnie, ciekawie, obiektywnie? Może nawet w formie dialogu, może nawet w zepsutej windzie, która, jak wiemy z filmu Nie lubię poniedziałku, może i u nas odegrać ważną rolę w fabule.

Tylko – błagam! – bez tytułów współczesnych polskich piosenek jako kanwy historycznej…

Czytać? Tak, koniecznie, jeśli bywasz w Grecji, uważasz jej tradycję i historię za część swojej tradycji i historii, no i interesujesz się czymś więcej niż pięknymi plażami i mousaką podawaną do muzyki z Greka Zorby. Pora, żebyś rozróżnił/-a kulturę minojską od kultury mykeńskiej i wojny perskie od wojny peloponeskiej, a Temistoklesa od Peryklesa. Jeśli wolisz Mielno albo Hurghadę – niekoniecznie.

Maciej Pinkwart

—————————

Theorode Papakostas, Jak zmieścić całą starożytność w jednej windzie, tłum. Katarzyna Juchniewicz-Gajewska, Wydawnictwo  Otwarte, Kraków 2023, 320 stron.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.