Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Lektury Yoricka: CLAUS PEYMANN KUPUJE SOBIE SPODNIE I IDZIE ZE MNĄ NA OBIAD. Trzy dramoletki Thomasa Bernharda

Trzy dramoletki Thomasa Bernharda przełożone przez Sławę Lisiecka to prawdziwy rarytas dla teatromanów. Nie tylko dlatego, że potwierdzają niepospolite poczucie humoru Thomasa Berharda, w które wielu jego czytelników i widzów teatralnych zwątpiło, ale i z tego powodu, że rzucają światło na relacje między pisarzem i jego najważniejszym inscenizatorem Clausem Peymannem oraz współdyrektorem Burgtheater Hermannem Beilem. Te żarty sceniczne, utrzymane bez mała w groteskowej konwencji, przynoszą portrety obu reżyserów i samego Bernharda, który podmalowując z pastiszowym zapałem ich sylwetki samemu sobie też nie szczędził złośliwości. Mowa o trzech krótkich utworach o barokowych tytułach: „Claus Peymann opuszcza Bochum i udaje się jako dyrektor Burgtheater do Wiednia”, „Claus Peymann kupuje sobie spodnie i idzie ze mną na obiad” i „Claus Peymann i Hermann Beil na Sulzwiese”. Tytuły wyraźnie wskazują na głównego bohatera cyklu, czyli wybitnego reżysera niemieckiego Clausa Peymanna, któremu w pierwszym żarcie partneruje jego sekretarka Christiane Scheinder, w drugim sam Bernhard, występujący jako postać pod imieniem „Ja”, i w ostatnim Hermann Beil, przez ponad trzydzieści lat pracujący z Peymannem.

Podział ról między nimi w relacjach z Bernhardem był jasny: Peyman zamawiał i wystawiał jego sztuki, które wcześniej przycinał Beil. Nie dotyczy to tylko czasów dyrekcji w Wiedniu, ale i wcześniejszego okresu pracy w Stutgarcie i Bochum, gdzie Bernhard bywał częstym gościem na afiszu, a początek ich artystycznej przyjaźni datuje się od premiery „Święta Borysa” w Hamburgu (1970).

Inaczej mówiąc Bernhard swoje teatralne życie, jak zaświadcza Monika Muskała i jej rozmówcy (w znakomitej książce „Między Placem Bohaterów a Rechnitz”, 2016), zawdzięczał Clausowi Peymannowi, reżyserowi i twórcy wszystkich prapremier jego sztuk. Ich wieloletnia współpraca, wzajemne zrozumienie i porozumienie – pomimo dzielących ich różnic – przezwyciężały wszelkie zapory psychiczne, mentalne, estetyczne. „Bernhard miał zaufanie do Peymanna – mówił w rozmowie z Moniką Muskałą Hermann Beil – bo Peymann postępował z wielką dokładnością i ostrożnością. Dziesięć razy zastanawiał się, czy robić cięcie”. Ale przy tej ostrożności cechowała go odwaga, nie ulegał naciskom i parł do premiery mimo piętrzących się trudności. Zdarzało się przecież tak, że już przed premierą spektakl był „zrecenzowany”, odsądzony od czci i wiary. Taka sytuacja poprzedziła premierę Komedianta w Salzburgu (1984) – przetoczyła się wówczas przez Austrię prawdziwa batalia o utrupienie tego spektaklu. To była swego rodzaju prowokacja estetyczna, akcja sztuki toczyła się bowiem (dosłownie) w zaniedbanej gospodzie, przypominającej chlew. Na którejś próbie Peymann zażartował, że byłoby dobrze wyhodować kilka tysięcy much i wypuścić je podczas spektaklu na widownię. Dałoby to wtedy nadzwyczajny, realistyczny efekt. Prasa potraktowała ten żart z powagą i rozpoczął się alarm, że nieodpowiedzialny Peymann chce stworzyć zagrożenie epidemiologiczne (nieoczekiwanie to się teraz aktualizuje). Kiedy nagonka na teatr się rozkręciła, Peymann wydał oświadczenie, w którym zapewniał, że w spektaklu zostaną użyte wyłącznie tresowane, sterylizowane muchy, które po każdym przedstawieniu będą skrupulatnie wyłapywane i magazynowane w dyrekcji teatru. Dopiero po pewnym czasie rozsierdzeni napastnicy zorientowali się, że Peymann z nich zakpił.

Peymann z dramoletek Bernharda wcale jednak nie wygląda na kpiarza. To raczej artysta w stanie permanentnej gorączki twórczej, gonitwy myśli, pełen sprzeczności, lęków i fiksacji. W pierwszej dramoletce sposobi się do opuszczenia Bochum, a potem zasiada w fotelu dyrektorskim w Burgtheater. Przygotowaniom (usuwanie z bagaży dramaturgów i aktorów na równi ze starymi skarpetkami) do opuszczenia Bochum towarzyszą wątpliwości, czy dobrze czyni, bo przecież „zamieniamy jedną kloakę na drugą”. Mimo że sentymentalnie związany z Bochum, odrzuca wszystko, co robił dotychczas, i wyrusza „nagi” (nawet bez tekstów Bernharda przy duszy) do Wiednia. Tu osaczają go znowu wątpliwości: ten Burgtheater jest upiorny, wyrzeka, odsyła aktorów i dostrzega, że „Wiedeń jest piekłem”. Bernhard trafnie oddaje udręki, jakie towarzyszą artyście zmieniającemu swoją publiczność, co zresztą w rozmowie z Moniką Muskałą w pełni potwierdzał Hermann Beil.

W drugiej dramoletce Peymann zderza się z Berhardem. Trafił swój na swego. Obaj lżą, ile wlezie teatr, Austrię i publiczność, przy czym początkowo reżyser bardziej ekscytuje się nabytymi spodniami niż teatrem. Obaj z Bernhardem dochodzą jednak wniosku, że kupowanie spodni bardziej wyczerpuje niż próba teatralna i często sprawia, że kupującego (dosłownie) trafia szlag. Bernhard dostrzega przy tym (autoironicznie) pożytki kupowania spodni, wtedy bowiem nachodzą go najlepsze pomysły nowych powieści i sztuk. Tak od spodni dialog przetacza się na stronę teatru, który dla Peymanna jest wszystkim, a dla Bernharda niczym: „mnie teatr jest wstrętny”. Co więcej, pisarz kocha to, co jest wstrętne Peymannowi – i na odwrót. Oto tajemnica ich harmonijnej współpracy. W końcu, jak chełpi się Peymann, obaj „wodzimy ludzi za nos”. Oczekuje od Bernharda, że z całym tym swoim obrzydzeniem do świata napisze sztukę, dzięki której Burgtheater eksploduje: „Niech pan tą sztuką wywierci światu dziurę w brzuchu”. Bernhard taką sztukę napisze (już po ukończeniu cyklu dramoletek) – będzie to obrazoburczy Plac Bohaterów (1988), który wstrząśnie Austrią. Wreszcie obaj trafiają na obiad do restauracji Zauberflöte (czyli Czarodziejski flet), gdzie Peymann rozkoszuje się porcją „sztukamięs” i niezawodnym rosołem.

Cykl zamyka wycieczka Peymanna i Beila na Sulzwiese i powrót do Wiednia, obficie zasilana sznyclami wiedeńskimi, Podczas konsumpcji Peymann snuje projekt wystawienia całego Szekspira w jeden wieczór. Potrzebuje, bagatela, ponad 1800 aktorów. Rozogniony spotyka się z irytującym spokojem Beila, Ale to spokój pozorny, bo w dramaturgu Burgtheatru aż kipi, a w jego snach wielokrotnie pojawia się torturowany Peymann, czasem nieskutecznie truty grochówką. Peymanna prześladuje w snach minister kultury Austrii, która rozwala mu głowę motyką. Jak to zwykle u Bernharda obrywa się Austrii za wszystkie grzechy świata, ale na koniec Peymann wyzna, że wiedeńczycy „mają o wiele większe zrozumienie dla sztuki”, niż przypuszczał. Tak więc inwektywy i anatemy równoważy szacunek dla widza rozmiłowanego w teatrze.

Premiera i kilka późniejszych realizacji dramoletek cieszyły się w Austrii i Niemczech uznaniem, zwłaszcza że swego udziału w obsadzie nie odmawiali Beil i Peymann. W Polsce doczekaliśmy się nie tylko zadziornego przekładu i wydania tekstu Bernharda, ale i kilku prób czytanych – m.in. podczas tygodnia austriackiego w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim. Z pewnością przyjdzie czas na ich pełną prezentację na polskiej scenie. Bernhard jest autorem, który wciąż przykuwa uwagę i na dobre zadomowił się w naszej tradycji scenicznej.

Yorick

CLAUS PEYMANN KUPUJE SOBIE SPODNIE I IDZIE ZE MNĄ NA OBIAD. Trzy dramoletki Thomasa Bernharda, przełożyła Sława Lisiecka, Wydawnictwo OD DO, Łódź 2019.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.