Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Z FOTELA ŁUKASZA MACIEJEWSKIEGO : SIWCZYK, NIE WOJACZEK

„Jestem speszony, nie wiem co powiedzieć o tym filmie, o sobie” – mówił, przed pokazem „Wojaczka” w ramach „Przywróconych arcydzieł” w Małopolskim Ogrodzie Sztuki w Krakowie, Krzysztof Siwczyk, odtwórca tytułowej roli w filmie Lecha Majewskiego.

Dziewięćdziesiąt minut później okazało się, że opowiadał wspaniale. O filmie, o tej jedynej w gruncie rzeczy filmowej przygodzie, która okazała się jedną z najciekawszych w jego życiu.

Kiedy trafił na plan „Wojaczka” miał dwadzieścia dwa lata, ale na koncie już pierwszy tomik, pierwsze publikacje.

Świetnie zapowiadający się poeta (wszystkie nadzieje spełnił z nawiązką).

Okres poprzedzający zdjęcia i sama realizacja filmu, to był rzadki twórczy napęd.

Razem z Maćkiem Meleckim, współautorem scenariusza, z którym Krzysztof od wielu lat tworzy niesamowity tandem w wojaczkowym Instytucie Mikołowskim (idea Mikołowa to osobny, wielki temat), oddali się tej przygodzie bez reszty.

Lech Majewski testował młodych aktorów do roli Rafała Wojaczka, przyuważył też poetę, Siwczyka, i – wbrew producentowi – uparł się na niego.

Próby w teatrze, zawstydzenia, przełamywanie wstydu, pomoc aktorów: Dominiki Ostałowskiej, Andrzeja Mastalerza, i zwłaszcza Mirosławy Lombardo – legendarnej aktorki Wojciecha Jerzego Hasa – która zagrała matkę Wojaczka.

Dwanaście dni zdjęciowych, cały film nakręcono w dwanaście dni!

Półamatorsko, za to na taśmie. Nie było jeszcze cyfry. To jeden z ostatnich filmów kręconych na taśmie filmowej, ta taśma zjadła jakieś 80 procent budżetu, prawie nie było możliwości na duble. I Siwczyk, debiutant przecież, świeżak, nie mógł powtarzać ujęć.

Jakoś poszło. Na planie czuł się jak w transie. Bez alkoholu, bez wspomagaczy, ale na haju. Stworzyła się metaopowieść: w filmie zagrała miłość Wojaczka, jego brat, jego przyjaciel. Robert Gawliński przyjechał z Warszawy, żeby zagrać Stachurę.

Poezja, poezja, poezja. I Adam Sikora, czarodziej obrazu, współtworzący tę rzeczywistość (na sali siedział z nami Łukasz Sikora, syn Adama, kończący właśnie reżyserię w Katowicach).

Żeby było spokojniej, żeby było taniej – Siwczyka na czas zdjęć umieszczono w hotelu dla psów. Tam mieszkał, w czasie zdjęć. Z psami.

***

Iluzja. Zapamiętałem 1999 rok, festiwal w Gdyni, wtedy się poznaliśmy z Krzysiem.

Tłumy nastolatek, idol, nowy idol, wykrzykniki, wywiady, nagrody.

Piękny jak marzenie, i mądry, i rozsądny. To mu zostało.

Chwilę później otrzyma nominację do Europejskiej Nagrody Filmowej obok Jamiego Bella (Billy Elliot!), Bruno Ganza i Stellana Skarsgårda, a Wim Wenders będzie opowiadał w wywiadzie telewizyjnym, że marzy o współpracy z charyzmatycznym chłopcem-medium.

„To nie mogła być prawda. Ja z tych moich Gliwic, ze schroniska dla psów, w którym nocowałem, znalazłem się na salonach, w Paryżu, Palais De Chaillot. Björk (nominowana wtedy za „Tańcząc w ciemnościach”) płaciła mi za śniadanie, bo nie potrafiłem obsługiwać karty płatniczej, nie posiadałem jej zresztą. Poznałem Harveya Keitela. Ale im więcej słyszałem komplementów, tym mniej w to wszystko wierzyłem. Aktorstwo to nie był zawód dla mnie, nie moje powołanie”.

Zagrał jeszcze po latach w „Wydalonym” – eksperymencie Sikory na podstawie Becketta, ale nie dał się namówić na kolejne produkcje, chociaż propozycje napływały (w „Życiu jako śmiertelnej chorobie przenoszonej drogą płciową” Zanussiego miał zagrać razem z Maleńczukiem), odnalazł się gdzie indziej. W swoim świecie. W Gliwicach, w Mikołowie, w poezji.

Znakomity poeta, eseista, kurator, dyrektor Festiwalu Miłosza (przez pięć lat), juror NIKE (aktualnie), niebawem w „Wydawnictwie Literackim” ukaże się kolejny tom jego wierszy.

„Wojaczek” w jego biografii był pięknym ekscesem.

Czymś wyjątkowym.

„Niedawno dziesięcioletnia córka zapytała mnie: Tata, ty podobno w jakimś filmie zagrałeś? Co mogłem odpowiedzieć. Wierzę, że za kolejną dekadę, obejrzymy „Wojaczka” razem. I że nie będzie się wstydziła za ojca”.

Łukasz Maciejewski

[Fot. Jarek Kmieć]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.