Na koniec sztuczna czerwona krew bryzga po ścianach pudełka sceny, wszędzie walają się szczątki porąbanych bliskich, triumfująca ofiara przemocy w rodzinie ślizga się na pokrytej posoką podłodze niczym na tafli lodowiska z pewną nawet figlarnością. Co pewien czas grozi, że kawałkiem odrąbanego członka ciśnie w widownię. Ale to tylko żarty. Tak jak z drzwiami do pomieszczenia, które się raz zacinają, a raz nie. Jak w farsie. To oczywiście farsa makabryczna, utrzymana w poetyce Markusa Ohrna, szwedzkiego multimedialnego artysty i reżysera, budzącego kontrowersje w całej Europie.
Ohrn lubuje się w stosowaniu środków ostrych, konwencjonalnych (dla niego), a więc sztucznych, hiperrealistycznych, a przez to straszliwych przez rozdęcie, a jednocześnie śmiesznych. Choć tak naprawdę w jego teatrzyku marionetek aktorzy zamaskowani wielkimi głowami papier mache, z odrealnionymi przez to kształtami i usztucznionym głosem, mają do dyspozycji tylko ograniczony repertuar śroków. A mimo to, a może dzięki temu opowiadana przez nich historia brzmi mocniej niż gdyby została pokazana za pośrednictwem tradycyjnych realistycznych środków wyrazu.
Forma jest ważna, może najważniejsza dla osiągnięcia siły opowieści, ale przecież idzie o treść, czyli wyrazisty przekaz-sprzeciw wobec rozpasanej przemocy w rodzinie. Ohrn pokazuje przebieg wydarzeń w trzech fazach. W pierwszej części dowiadujemy się, że w piwnicy leży dziewczyna, niewiele a właściwie nic nie mówi i nikt nie wie, co się stało. Poza tym w rodzinie życie toczy się normalnie, a jednak rodzice zajęci sobą w końcu wszczynają domorosłe śledztwo-zabawę w zgadywankę, co się mianowicie wydarzyło. W drugiej części dowiadujemy się, że dziewczyna padła ofiarą wujka. Rodzice jednak nie przystępują do rozliczenia wujka, ale jak wytrawni śledczy na opak wywróceni przesłuchują córkę, dociekając, w jaki sposób wujek się zachowywał i czy na pewno to była przemoc, a może zupełnie coś innego. Ohrn jadowicie pokpiwa z procedur badania gwałtów i form przemocy seksualnej, które wybuchły z taką silą na fali odkrywania tego, co zakryte dzięki ruchowi me#too.
W trzeciej części coś pęka, brat poszkodowanej przystępuje do wendety i zaczyna się lać krew, ale rżnięcie odbywa się za kurtyna, nie na widoku, słychać tylko odgłosy uboju, widzom pozostaje oglądać potem skutki krwawej pomsty. Ofiarami staja się bezduszni, obojętni rodzice, na wierzch wylewa się skrywana nienawiść i powstrzymywany odwet. Finał należy do pokrzywdzonej, oszczędzonej (na własną zgubę przez brata), która kończy apokaliptyczne dzieło zniszczenia.
Wszystko jasne: wina, sąd i kara w jednym. Okrucieństwo w rozmaitych przejawach. Przemoc, która rodzi pzemoc. Jednym słowem – nie ma to, jak w rodzinie.
Tomasz Miłkowski
Trzy epizody z życia rodziny” Marcusa Ohrna, reż. Markus Ohrn, kostiumy Makode Linde
muz. Jan Sobolewski, obsada: Matka Magdalena Popławska, Córka Jaśmina Polak, Ojciec Bartosz Gelner, Syn Piotr Polak, Nowy Teatr, premiera 19 listopada 2021, Nowy Teatr.
PS. W „Yoricku” publikowaliśmy już recenzję z tego spektaklu pióra Jerzego Kosiewicza Czwarty epizod(gr. epeisódios = wtrącony), 1. scena w dramacie, niemają... More z martwą naturą w tle (4 marca 2022).
{Portret artysty/ Nowy Teatr archiwum/
