Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

EWA

Profesor Ewę Nawrocką wspomina Alina Kietrys:

Znałyśmy się pół wieku. – To zdanie muszę od kilku dni pisać w czasie przeszłym. Brzmi okrutnie.

Ewa Nawrocka zmarła, odeszła, zamilkła… Jej telefon również. Nie dojdzie do mnie kolejny sms od Ewy, choć na pewno, mimo woli, będę czekała. Od kiedy wyjechała do Heidelbergu, telefon i smsy były szansą rozmowy. Przedtem mogłyśmy gwarzyć do woli albo u Niej, jeśli chciała, albo u mnie – jeśli miała ochotę zajrzeć, albo po drodze do teatru. Lubiłam Ją podwozić, a Ona często przez ostatnie lata powtarzała: „jedziemy w nieznane”. Teatr był zawsze dla Niej ważną niespodzianką, obok książek, które dosłownie w przeszłości połykała i nie mogła zrozumieć, jak można nie chcieć czytać.

Pierwszy raz rozmawiałyśmy tak poważnie na balu polonistów. Ona kończyła studia, ja byłam na pierwszym roku, Takie bale organizowała dawna filologia polska na WSP (Wyższa Szkoła Pedagogiczna). Obie byłyśmy absolwentkami tej przede uniwersyteckiej uczelni, w której w tamtych czasach niczym święto najważniejsze traktowałyśmy przyjazdy z Warszawy profesor Marii Janion. Obie wtedy byłyśmy w Mistrzynię zapatrzone.

Ewa po studiach została na uczelni, ale nie miała ze mną zajęć jako asystentka, choć uczestniczyła w wielu ważnych rozmowach – długich i twórczych, choćby w naukowym kole polonistów. Czasami się spierałyśmy. Nawet bywało dość ostro, bo Ewa zawsze starała się „rozgrzeszyć” jeśli coś się nie powiodło, choćby nieudany spektakl teatralny. Szukała ciekawego fragmentu w marnej książce, albo zauważała osobę, która co prawda plotła banialuki, ale jak podkreślała: „robiła to ze swadą”. Zaangażowanie – to emocjonalne i to racjonalne – było dla Niej zawsze ważne. Nie umiała być obojętna.

Literacką miłością jej życia był na pewno Juliusz Słowacki. Pokonywała kolejne tajemnice Słowackiego, szukała mało znanych wątków, tłumaczyła fenomen jego poezji i dramatów. Doktorat obroniła analizując idee i obrazy mistycznej twórczości Juliusza Słowackiego. A potem naukowo wielokrotnie wracała do wielkiego romantycznego wieszcza. Pasjonowały ja dramaty mistyczne Słowackiego, listy Słowackiego do matki, pieniądze i Słowacki, czyli buchalteria poety, martwiła się też Słowackim jako wielkim nieobecnym. Na czas habilitacji odsunęła od siebie Słowackiego i zajęła się Marią Dąbrowską. Ponadto blisko była Szekspira, bo od początku powstania Fundacji Szekspirowskiej w Gdańsku i Towarzystwa Szekspirowskiego, którego była wiceprezeską i pojawienia się idei budowy Teatru Szekspirowskiego w Gdańsku, wspierała aktywnie pomysły profesora Jerzego Limona. Pisała też o Aleksandrze Wacie, Brunonie Schulzu, Jarosławie Marku Rymkiewiczu.

Ewa Nawrocka była autorką wielu recenzji teatralnych, szczególną słabość miała do Teatru Wybrzeże. Jej ojciec – Mieczysław Nawrocki, który z rodziną przyjechał po wojnie do Gdańska ze Stanisławowa (tam urodziła się Ewa), był początkowo zastępcą naczelnika Wojewódzkiego Wydziału Kultury w Gdańsku i współorganizował życie artystyczne.. Wspierał m.in teatr Iwo Galla, założyciela i pierwszego dyrektora Teatru Wybrzeże. Potem pan Mieczysław sam dołączył do tego zespołu i do emerytury był aktorem w Wybrzeżu. Pamiętam kilka spektakli z Jego udziałem. Wspominałyśmy z Ewą aktorskie sukcesy Jej ojca. Lubiła te wspomnienia.

Ewa teatr chłonęła więc od dziecka. Mówiła mi, że lubi zapach teatru, ten dziwny zakulisowy kurz. Chodziła na próby z ojcem, a potem jako studentka i krytyczka teatralna sekundowała rożnym reżyserom i aktorom. Bardzo szanowała dyrektora Antoniego Biliczaka, podziwiała Jerzego Golińskiego, Zygmunta Hübnera, Stanisława Hebanowskiego, fascynowała Ją Halina Winiarska i Joanna Bogacka, lubiła żartować ze Staszkiem Michalskim. Lista Jej teatralnych trójmiejskich sympatii była długa.

Ewa chciała być aktorką, ale pewne kłopoty dykcyjne sprawiły, że rodzice jej odradzili pójście do szkoły teatralnej. Na scenie jednak Ewa pojawiała się kilka razy. Zagrała choćby w studenckim teatrze WSP, który prowadziła znakomita reżyserka, związana z Teatrem Miniatura, Natalia Gołębska.

Ewa lubiła pracę dydaktyczną. Jej zajęcia na Uniwersytecie Gdańskim były pełne pasji i nietuzinkowych pomysłów. Opowiadali mi to Jej studenci, a i Ona sama, kiedy przygotowywała jakiś „występ’ – chętnie o nim rozprawiała. Jej artystyczna dusza realizowała się nawet w tak pozornie uporządkowanej strukturze jak wyższa uczelnia. Przez ładnych kilka lat (2005–2012) kierowała zakładami Teorii Literatury i Krytyki Artystycznej. Zelektryzowała środowisko akademickie, kiedy w 2012 roku, już na emeryturze, wystąpiła z głośnym i ostrym apelem o potrzebie ratowania poziomu nauczania akademickiego. Tytuł jej publikacji „Wszyscy jesteśmy przestępcami” ucieszył niewielu, ale Ona chętnie o tym tekście dyskutowała i bardzo przeżywała, kiedy taniała odwaga tych, na których w tamtej debacie najbardziej liczyła.

Intrygował Ją Günter Grass, stąd Jej obecność w Stowarzyszeniu Güntera Grassa i rozmowy o książkach niemieckiego Noblisty, które ukazywały się na polskim rynku. Pamiętam też naszą dyskusję o filmie „Blaszany bębenek”, który w Gdańsku był pokazywany wpierw na nieoficjalnym, zamkniętym pokazie, a potem dopiero trafił do kin. Jej oszołomienie i prawdziwy zachwyt tym dziełem był szczery. Ewa znała już wtedy na pewno pierwszą część grassowskiej trylogii „Kot i mysz”. Kolejny raz wróciłyśmy do Grassa w naszych rozmowach literackich po ukazaniu się powieści „Przy obieraniu cebuli”, ale nie niosły już nas takie emocje.

Ewa działała też niestrudzenie w Fundacji im. Stanisławy Fleszarowej-Muskat i przygotowała przed czterema laty wspólnie z Muzeum Sopotu ostatnią sesję poświęconą pisarce, z której wydana została ciekawa publikacja książkowa.

Ale najważniejsze z Ewą były rozmowy o życiu, a tym co tu i teraz, o Polsce i Europie, o świecie, który pędzi w trudnym do sprecyzowania kierunku, o rodzinie, o dorosłych dzieciach, ich sukcesach i o wnuczkach i wnuku. Choroba, z którą Ewa walczyła kilka dobrych lat, nie odbierała Jej ciekawości świata i ludzi. Uśmiechała się życzliwie, była otwarta, dobra i zawsze z pozytywnym wsparciem, jeśli ktoś takiego potrzebował.

W Jej kuchni, w mieszkaniu we Wrzeszczu, we wrześniu ubiegłego roku rozmawiałyśmy razem z kilkoma osobami o teatrze, o festiwalu polskich filmów w Gdyni, o nadziejach i zmaganiach z losem. Rozmawialiśmy, dzieląc się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. Ewa się uśmiechała, bardziej słuchała niż mówiła. Miałam wrażenie, że mniej już zastanawiała się nad codziennością, a bardziej w zadumie zatapiała się w swoje światy.

Ewo, dziękuję Ci, że byłaś tyle lat obok, że mogłam z Tobą pogrążyć się w rozmowie i w milczeniu trwać. Żegnaj teraz…i do spotkania za jakiś czas.

Alina Kietrys

Ze smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci prof. Ewy Nawrockiej, członkini naszego Stowarzyszenia, która także w swojej pracy badawczej odnosiła się do twórczości Güntera Grassa. Na zdjęciu Ewa Nawrocka wspomina „pisarza z Wrzeszcza” podczas Teatru Gotowania wedle Güntera Grassa zatytułowanego Pusty Pokój. Tawerna Mestwin, 16 X 2015, fot. Ewelina Rogala. Z archiwum SGG.

[Tekst publikowany na stronie Stowarzyszenia Güntera Grassa, https://www.facebook.com/search/top/?q=Fundacja%20Guntera%20Grassa]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.