Maciej Pinkwart poleca:
Na bieżączkę polityczną, gospodarczą czy pogodową nie ma nic lepszego, jak dłuższe czy krótsze spotkanie z fizyką kwantową, najlepiej w dobrym opakowaniu literackim. W takie remedium ostatnio się zaopatrzyłem, no i przydało się jak znalazł, dzięki czemu mogłem sobie gwizdać na występy niektórych osób w rozmaitych miejscach politycznych w kraju i za oceanem, wyobrażając sobie ich jako zespół rozproszonych kwantów, z trudem przeciskających się przez szczeliny w eksperymencie Younga i manifestujących się jako polityczna interferencja, zgodnie z zasadą superpozycji kwantowej.
Niespełna 46-letni dziś Andrzej Dragan, fizyk teoretyk, ale także fotograf i kompozytor, profesor na Uniwersytecie Warszawskim i visiting profesor na uniwersytecie w Singapurze jest znanym naukowcem i jeszcze bardziej znanym popularyzatorem nauki. Ale do sięgnięcia po tę książkę skłoniło mnie – proszę pana profesora o wybaczenie – nie jego nazwisko i znamienite osiągnięcia naukowe (pięćdziesiąt prac z zakresu fizyki kwantowej i teorii względności), ale tytuł jego książki dla profanów – Kwantechizm. Pomyślałem, że to będzie zespół katechez na temat współczesnej fizyki – i nie zawiodłem się. Ale jest w tej książce (najnowsze, rozszerzone wydanie nosi tytuł Kwantechizm 2.0) o wiele więcej.
Nie łudzę się specjalnie, że namówię Czytelników na oderwanie się od Sejmflixa, pracy w redakcjach czy korporacjach, piastowania wnucząt czy podcinania gałęzi, na której wszyscy siedzimy i zagłębienie się w czeluści czasoprzestrzeni (choć o czasoprzestrzeni traktował mój ostatni felieton, zaopatrzony numerem 1000) i lawirowanie między kwarkami a leptonami po to, by podglądać zachowanie fotonów, czy jakichkolwiek kwantów energii, bezustannie tworzących coś z niczego i na odwrót, w procesie przekształcania się energii w materię i zurück na abarot. Jest w tej książce o wiele więcej i to więcej sprawia, że z czystym sumieniem mogę ją polecić nawet tym, którzy są zbudowani z samej energii okraszonej emocjami i wszelki fizyczny materializm uważają za coś nieprzyzwoitego.
Przede wszystkim rusztowaniem konstrukcji literackiej jest w Kwantechizmie poczucie humoru jej autora. To zresztą, zdaje się, cecha wielu wybitnych fizyków: wystarczy wspomnieć George’a Gamowa (autora zabawnych książeczek o panu Tompkinsie – m.in. Mr Tompkins poznaje atom, Mr Tompkins w krainie czarów i in.), Richarda Feynmana (Pan raczy żartować, panie Feynman), Stephena Hawkinga (wg jego współpracownika, prof. Macieja Dunajskiego, na każde jego trzy zdania – jedno było dowcipem), czy samego Alberta Einsteina (kiedy Marylin Monroe powiedziała mu, że powinni mieć dziecko, które byłoby niezwykłe, bo obdarzone jego rozumem i jej urodą, powiedział, że lepiej nie ryzykować, bo mogłoby być odwrotnie). Kwantechizm wprost skrzy się od zabawnych powiedzonek, interesujących metafor, żarcików i aluzji, także obyczajowych i politycznych. Do niektórych prof. Dragan jest tak przywiązany, że powtarza je wielokrotnie, zapewne, żeby się nam utrwaliły: powiedzonko ptak czy owad, użyte zamiast banalnego tak czy owak pojawia się w książce czterokrotnie, klatka na ludzi kilkanaście razy, zaś metafora Desmonda Morrisa, nazywającego człowieka nagą małpą – ponad dwadzieścia razy. Zapewne można by to małpie rozpasanie nieco poskromić, gdyby książka była poddana nieco staranniejszej redakcji. Podobnie cała masa innych, już wewnątrzzdaniowych powtórzeń, uległa by z korzyścią dla książki eliminacji, gdyby korektor bardziej się postarał.
To jednak są sprawy zupełnie nieistotne. Poza próbą wytłumaczenia podstawowych elementów fizyki (ale nie spodziewajcie się, że Dragan tłumaczy je nam jak sołtys krowie na miedzy) jest w Kwantechizmie mnóstwo przeciekawych informacji, opowieści i anegdot z różnych zresztą dziedzin. Ciekawe i świetnie napisane są pierwsze rozdziały, opowiadające o tym, w jak niestandardowy sposób autor do fizyki dochodził i jak szukał w niej swojego miejsca. Epizod(gr. epeisódios = wtrącony), 1. scena w dramacie, niemają... More, w którym prezentuje nam swoją przygodę z… hipnozą przeczytałem niemal z wypiekami na twarzy, m.in dlatego, że dowiedziałem się z niego o tym, na jakiej zasadzie opierały się próby wykorzystywania zjawiska hipnozy do celów militarnych. Tego nie ma w Kwantechizmie, ale akurat w tym samym czasie przeczytałem w „Newsweeku” artykuł o projekcie MKUltra, w którym eksperymentowano z LSD i innymi narkotykami w celu stworzenia kogoś w rodzaju Universal Soldier. Prof. Dragan opisuje eksperyment, który sam przeprowadzał – osobie zahipnotyzowanej poleca się, by na dźwięk określonego słowa czy zdania wykonywała określoną czynność. W artykule w ostatnim „Newsweeku” (17 stycznia 2024) Piotr Milewski prezentuje eksperyment, w którym osobie zahipnotyzowanej nadawca-hipnotyzer z CIA przekazywał pewne informacje i hasło, które wypowiedziane przez odbiorcę zmusi go do odtworzenia informacji. Praktycznie osoba zahipnotyzowanego kuriera jest niejako całkowicie zamkniętym sejfem: nikt, także ona sama nie pozna treści informacji, póki ktoś nie wypowie hasła. Co więcej – nikt, także ona sama, nie wie, że w swojej podświadomości informację taką przechowuje.
Kapitalne są też ostatnie rozdziały książki, poświęcone zagadnieniom genetyki, ewolucji i tzw. inteligentnemu projektowi. Zaryzykuję stwierdzenie, że to jest lepszy wykład tego zagadnienia niż wszystkie publikacje Dawkinsa i Dennetta. Po lekturze każdy z nas, jak sądzę, poczuje się pewniej, wiedząc, że choć dalej zapewne nie rozumiemy na sto procent skąd przyszedł i dokąd zmierza wszechświat, którego jesteśmy częścią, to jednak nasz organiczny związek z wszechświatem jest jasny i klarowny. A że, per saldo, to co codziennie widzimy w lustrze jest efektem niezliczonej ilości przypadków? I tego, że ta prabakteria, która akurat nam dała początek, nie umarła na skutek utlenienia czy nadmiernego zasolenia, wysokiej temperatury czy wybuchu pobliskiej supernowej? Mogło się przecież tak zdarzyć. Ale się nie zdarzyło. Mamy szczęście. I tym się powinniśmy cieszyć, bo kto nie chciałby być szczęśliwy? No, to uwierzmy, że jesteśmy.
Aha, dla osób mniej zorientowanych w terminologii Andrzej Dragan umieszcza na końcu książki Słowniczek fizyczno-polski. Być może w kolejnych wydaniach będą też Rozmówki fizyczno-polskie, już się zapisuję!
Wśród setek kapitalnych ciekawostek są oczywiście i takie, które opisywali już inni popularyzatorzy nauki i na które zwracałem i ja Państwu uwagę (dlaczego rower jak jedzie, to się nie przewraca, a jak stoi, to leży?), ale większość to sprawy mi dotąd nieznane. Na przykład taka: Czytanie jest aktywnością przestarzałą i kosztowną. Przeciętna książka ma kilkaset tysięcy liter. Procesor w smartfonie ma kilka miliardów tranzystorów, a jest tylko sto razy droższy. Oznacza to, że każda litera w książce jest sto razy droższa niż najnowocześniejszy tranzystor.
Dlatego warto czytać, bo czytając zyskujemy bogactwo, którego nie da nam smartfon. Ale jest możliwość kompromisu: można czytać na smartfonie, a nawet słuchać czytanego – Kwantechizm 2.0 jest dostępny i w formie papierowej, jako e-book i audiobook. Wiedza może dojść do nas każdą drogą.
No, może też nie dojść żadną…
Maciej Pinkwart
—————————-
Andrzej Dragan, Kwantechizm 2.0, czyli klatka na ludzi, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2022 (pierwsze wydanie, pod tytułem Kwantechizm, czyli klatka na ludzi, wyszło w Wydawnictwie Fabuła Fraza w 2019 r.), 344 strony.
