Co za koszmarny tydzień. Kolejny człowiek legenda odchodzi. Wczoraj ks. Tadeusz Isakowicz Zalewski. Dziś Janusz Majewski [1931-2024]. Legenda polskiej kinematografii.
Krytycy filmowi wymienią bez problemu jego największe dzieła „Sublokator”, „Lokis”, „Zazdrość i medycyna”, „Zaklęte rewiry”, „Królowa Bona”, „Dezerterzy” „Ekscentrycy” czy „Czarny mercedes”. Ja jako teatroman wciąż mam w pamięci jego cudowny czarny kryminał w tonacji Agaty Christie czyli „Upiór w kuchni”, pisał go pod pseudonimem Patrick G.Clark. Przygotował jego dwie realizacje, które biły rekordy powodzenia w Teatrze TV. O tym, że miał poczucie groteski świadczyła już jego studencka etiuda filmowa „Rondo” (1958), z udziałem Sławomira Mrożka i Stefana Szlachtycza.
Nie zaskoczył mnie swoim talentem pisarskim, ale zachwycił swą fascynacją twórczością Brunona Schulza, czego świadectwem był wydany niedawno tom opowiadań pt „Maleńka”. Rozmawiałem z nim na ten temat w teatrze Kamienica, gdzie przed kilku laty pojawił się na premierze swego „Upiora” wyreżyserowanego tym razem przez Tomasza Sapryka.
Rozmawialiśmy o naszej wspólnej fascynacji Schulzem. Pan Janusz urodzony Lwowianin, stwierdził wtedy, że urodzony pod Lwowem, w Drohobyczu Schulz to jeden z tych pisarzy którzy ukształtowali nie tylko jego gust literacki, ale też stosunek do świata. Może dlatego we wspomnianym tomie opowiadań aż trzy poświęcił Schulzowi. Wspominał nawet, że zawsze chciał porozmawiać z Schulzem. Teraz będzie miał okazję…
Jan Bończa Szabłowski
