Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Stulecie Józefa Hena: Poświadczyć niepowtarzalność każdego istnienia

Szkic o Jubilacie pióra Marzeny Dobosz, publikowany w tygodniku „Przegląd” [45/2023, 6-12.11.2023]:

Jeden z najciekawszych pisarzy XX w., niezmordowany kronikarz historii, świętuje setne urodziny. Jego biografia wciąż czeka na napisanie

To jest rok Józefa Hena. Rok jego setnych urodzin, przypadających 8 listopada. I choć nie było oficjalnych uchwał organów państwowych, to przygotowania do świętowania tej wyjątkowej rocznicy trwają co najmniej od dwóch lat. Zapoczątkowała je konferencja naukowa „Polska Józefa Hena” zorganizowana w listopadzie 2021 r. przez Żydowski Instytut Historyczny we współpracy z Katedrą Kultury XX i XXI w. oraz Katedrą Modernizmu Europejskiego UKSW. Podczas dwudniowych obrad, udostępnionych wszystkim zainteresowanym online (zapis konferencji cały czas jest na stronie ŻiH-u), badacze z kilkunastu ośrodków akademickich interpretowali dokonania pisarza z dwóch perspektyw: literaturoznawczej i filmoznawczej, odnajdywali go jako autora reportaży, powieści, opowiadań, dramatów, scenariuszy filmowych (także reżysera), biografii, wspomnień, dzienników, a wreszcie błyskotliwego komentatora rzeczywistości.

Później kolejne spotkania z Józefem Henem z okazji jego setnych urodzin zorganizowały m.in. teatry Polski i Żydowski w Warszawie, jak również Biblioteka Narodowa podczas corocznego pikniku literackiego z okazji imienin Jana Kochanowskiego w Ogrodzie Krasińskich, a wkrótce czekała nas uroczystość w Muzeum Polin. Na każdym z tych wydarzeń spotykają się wielbiciele talentu pisarza, jego czytelnicy i słuchacze opowieści o nim samym i ludziach, których znał. A gawędziarzem jest znakomitym – materiał literacki stanowi według niego wszystko, każdy fragment rzeczywistości, każde spotkanie z drugim człowiekiem, każdy człowiek wreszcie. „Wierzy w siłę narracji. Opowiada nam Polskę i polskie sprawy”, mówił w laudacji na cześć pisarza Remigiusz Grzela podczas jubileuszu zorganizowanego przez PEN Club w Domu Literatury w Warszawie. I sam Hen w rozmowie z Januszem Majcherkiem, pytany o sens i potrzebę pisania, nawiązując do tytułu tomu swoich opowiadań „Powiernik serc” (o pisarzu, który najmuje się do słuchania cudzych historii), a zarazem do tytułu tego jubileuszowego spotkania w PEN Clubie, przywołał postać Szeherezady, która póki snuje swoją opowieść, póty żyje.

W przededniu setnych urodzin Józef Hen przyznaje, że ma jeszcze wiele do opowiedzenia. I mimo że z powodu ograniczeń fizycznych związanych z wiekiem musiał zrezygnować z części dotychczasowych aktywności, to „nie płacze nad sobą”, podchodzi do tego doświadczenia jak do materiału na książkę. A na pytanie Donaty Subbotko w wywiadzie do „Gazety Wyborczej” z wiosny tego roku, czy teraz, kiedy żyje już sto lat, „czas mu się wlecze”, odpowiada, że nie, że bezustannie czyta i „ciągle nie ma ochoty umierać” i że w związku z tym „pożyje sobie jeszcze troszeczkę”. Tak to tłumaczył w poprzednim tomie dziennika, zatytułowanym „Ja, deprawator”: „»Stój, chwilo!« – domagał się Johann Wolfgang von Goethe, zapewne czując nadciągającą starość. Bo uświadamiasz sobie wtedy, jak czas ucieka, dni są coraz krótsze, a tyle jeszcze chciałoby się zrobić… Czas ucieka także tym, co odeszli, pamięć o nich, żal, ból nawet, zastępowany jest przez inny ból, nowy żal i przez nieustające zmaganie się z codziennością”. A jeśli chodzi o apetyt na życie, to Józef Hen pisał tak: „Obudziłem się gotów do życia (z przyzwyczajenia, jak czasem tłumaczę tym, którzy się dziwią, że jeszcze żyję)”.

Nie ma tamtego Nowolipia

Urodził się w nocy z 7 na 8 listopada 1923 roku. Z wtorku na środę, co – jak powiadano – miało mu zapewnić mądrość i bogactwo. „Nie bardzo się to sprawdziło”, napisze nieco rozczarowany po latach. Urodził się w Warszawie, przy ulicy Nowolipie, w dzielnicy żydowskiej, którą sportretował w biograficznym tomie „Nowolipie”, napisanym pół wieku po tym, gdy opuścił dom rodzinny (wtedy nie wiedział, że na zawsze) i udał się na wojenną tułaczkę. Wspomnienia rozpoczyna przepiękną sceną zachowaną w pamięci kilkuletniego dziecka: „Obok był ojciec. Trzymał mnie za rękę, rozmawiając z jakimś towarzystwem, a matka – tak, mama też tam była – ja zaś przypatrywałem się dużej jasnej plamie, która kołysała się na chropowatej ścianie domu. Musiałem się okropnie nudzić, skoro ta plama od słońca tak mnie zaciekawiła, a może ona naprawdę była niezwykła. Ta jasna plama na szarym murze to jest najdawniejszy obraz, jaki pamiętam. To od tej chwili mam świadomość, że jestem”.

Nie ma dziś śladu po tej secesyjnej kamienicy pod numerem 53, w której na trzecim piętrze mieszkali mały Józio, jego starszy brat Hipek i dwie starsze siostry: Mirka i Stella, oraz ich rodzice. Nie ma już żadnej kamienicy ani przy Nowolipiu, ani przy sąsiednich ulicach, ponieważ jesienią 1940 roku Niemcy utworzyli w tej części stolicy getto, a po wymordowaniu jego mieszkańców zrównali je z ziemią. „Nie wróciłem nigdy na swoje Nowolipie. Nie widziałem, jak ono umiera”, napisał Hen po latach o krajobrazie swojego dzieciństwa.

Kiedy wybuchła wojna, niespełna szesnastoletni Józef Hen – wtedy jeszcze Józef Henryk Cukier, syn Rubina Cukiera z Radzynia i warszawianki Ewy (Chawy) Hampel – nie czekał na śmierć z założonymi rękami: w listopadzie 1939 r. przedostał się do Białegostoku, a potem dalej na wschód. Wojnę spędził w Związku Radzieckim: uczył się, ukrywał, pracował, głodował… Próbował dostać się do armii Andersa, nie chcieli go jednak ze względu na „bycie Żydem” (po latach pisarz z sarkazmem zauważy, że może na dobre mu to wyszło, bo przynajmniej nie zginął pod Monte Cassino), do kraju wrócił w szeregach ludowego wojska. Życie na uchodźstwie, czas głodu, chorób, samotności i strachu, opisał w książce „Nikt nie woła”, która w komunistycznej Polsce przez trzydzieści trzy lata nie mogła się ukazać i wyszła dopiero w 1990 r. Hen wraca zresztą do tamtych trudnych lat całe życie, w dzienniku „Bez strachu” pisze tak: „Nie znałem depresji podczas wojennej tułaczki – boso, z głodówką, nawet w sytuacjach wydawałoby się beznadziejnych – odrzucony, bez przyszłości. Nie poddawałem się przygnębieniu – było co innego: gniew. Zamiast rozpaczy – wola: muszę przeżyć – wygrać wojnę – wrócić – do domu, do rodziców, do swoich. Co napiszę? Jak? »Napluję im wszystkim w twarz!… Wszystkim, co tak pięknie gadają!« I od tego zacząłem »Nikt nie woła«”.

W biograficznych wojennych „Najpiękniejszych latach” tak zanotuje ten moment w obcym kraju, kiedy dostrzega zainteresowanie i podziw w oczach słuchających go obcych osób i kiedy wreszcie zyskuje pewność co do własnych umiejętności pisarskich oraz przyszłości, która się przed nim rysuje: „Boże mój, myślałem, przecież to wszystko, o czym teraz opowiadam jako o pasjonującej przygodzie, zdarzyło się naprawdę, całkiem niedawno, kilka tygodni czy miesięcy temu, i wcale nie było pasjonujące. Jeszcze kilka tygodni temu byłem kim innym, zepchnięty na dno, ponury, zacięty. I to wszystko już za mną?”.

O innych, czyli o sobie

Pierwsze teksty Józef Hen publikował na łamach pism frontowych (choć trzeba pamiętać, że publicystyczny debiut miał już właściwie za sobą: jako dziecko pisał tzw. liściki do „Małego Przeglądu” Janusza Korczaka; i czy to nie wtedy postanowił, że będzie literatem?), współtworzył teatry wojskowe i audycje radiowe dla wojska. Przyjął pseudonim Hen, skrót od drugiego imienia: Henryk. Po wojnie pracował przez kilka lat jako redaktor „Żołnierza Polskiego”, a swoją wojenną drogę opisał w wydanej w 1947 r. książce „Kijów. Taszkent. Berlin. Dzieje włóczęgi”, którą uznano za obiecujący debiut literacki. W bogatym dorobku pisarskim ma zarówno opowiadania i powieści sensacyjne, takie jak „Toast”, na podstawie którego Jerzy Hoffman i Edward Skórzewski nakręcili „Prawo i pięść”, film nazwany pierwszym polskim westernem (ze słynną piosenką Agnieszki Osieckiej i Krzysztofa Komedy„Nim wstanie dzień” w wykonaniu Edmunda Fettinga), historyczne („Crimen. Opowieść jarmarczna” czy „Królewskie sny”, obie książki zaadaptowane na seriale telewizyjne), jak i dzieła o tematyce współczesnej („Odejście Afrodyty”, „Milczące między nami”, „Powiernik serc” czy „Yokohama”), a także przygodowe książki dla dzieci. Hen zasłynął też biografiami historycznymi: „Ja, Michał z Montaigne” – panoramą XVI-wiecznej Europy ujętej na tle życiorysu słynnego francuskiego pisarza, „Błazen – wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim”, „Mój przyjaciel król” (o Stanisławie Auguście Poniatowskim). W 2008 r. opublikował wstrząsającą książkę „Pingpongista” inspirowaną zbrodnią na Żydach w Jedwabnem.

Autor „Twarzy pokerzysty” silnie zaistniał również w świecie filmu: pisał scenariusze, tworzył adaptacje filmowe zarówno na podstawie swoich książek, jak i dzieł innych twórców (w latach 80. ogromną popularnością cieszył się serial telewizyjny „Życie Kamila Kuranta” według prozy Zbigniewa Uniłowskiego w reżyserii Grzegorza Warchoła, z debiutującym w roli młodego Kamila trzynastoletnim Olafem Lubaszenką), był także reżyserem („Perły i dukaty”). Jego dobrze zapowiadającą się karierę filmową zatrzymała jednak antysemicka nagonka z marca 1968 r. Hen nie zdecydował się na emigrację, choć miał taką możliwość. Postanowił zostać w kraju i pisać. Nawiązał wtedy potajemnie współpracę z paryską „Kulturą” i jako Korab opublikował w niej opowiadania, które cieszyły się uznaniem, przekładano je na francuski, włoski, niemiecki, angielski.

Motywy autobiograficzne są obecne w całej twórczości Józefa Hena, a sam pisarz ironicznie odnosi się do własnych prób ukrycia się za bohaterem czy narratorem powieści. W „Yokohamie” tak to tłumaczy: „Pomyślałem, że jednak higieniczniej jest ukryć się w zobiektywizowanej fabule. W wymyślonych postaciach. Nich się tłuką między sobą. Tu pokaż swoje mistrzostwo – opisując innych. Ukryć się za tłumem postaci jak za maską. I tak w nich będzie dość twojej krwi…”. I dalej dodaje: „Narrator powieści, którą właśnie czytacie, nie jest mną, wbrew wszelkim pozorom, wbrew temu, że nosi moje imię i jest pisarzem, że przyjaźni się z Januszem i Iwoną i nie może spać po nocach. Ale to nie ja! Nie ja! Nie ja!”.

Dzienniki

Osobny gatunek w dorobku Hena stanowią jednak dzienniki: po trzech tomach cyklu „Nie boję się bezsennych nocy…” (1987, 1992, 2001), „Dzienniku na nowy wiek” (2009), po „Dziennika ciągu dalszym” (2014) i „Powrocie do bezsennych nocy” (2016) w 2018 r. ukazał się „Ja, deprawator”, a w 2021 r. „Bez strachu. Dziennik współczesny”, który w części obejmuje również pandemiczny rok 2020. Hen jest uważnym obserwatorem, ciekawym tego, jak zmienia się świat i jak w tych zmieniających się warunkach zachowają się ludzie, a forma dziennika wydaje się idealna do tego, żeby to wszystko rzetelnie i na bieżąco opisać i opatrzyć odpowiednim komentarzem – czasem pełnym zachwytu, nierzadko humorystycznym lub uszczypliwym.

Dziennik jako swoisty gatunek piśmiennictwa rządzi się swoimi prawami – Hanna Kirchner we wstępie do „Dzienników czasu wojny” Zofii Nałkowskiej pisała tak: „Byt dziennika jest paradoksalny: jego regułą wszechmocną jest brak reguł, a jedynym zabiegiem porządkującym – rozczłonkowanie chronologiczne i nieodmienna linia postępująca”. Takie są też dzienniki Hena – stanową fascynujące pomieszanie gatunków, a ich najwyrazistszym „zabiegiem porządkującym” jest właśnie ta „linia postępująca”. Kolejne lata i kolejne dzienniki, bo „cokolwiek Hen notuje, przeradza się w opowieść” – jak powiedział o jednym z tomów Henowych zapisków z „bezsennych nocy” Jerzy Pilch.

Rozpoczynając „Nie boję się bezsennych nocy…”, Hen tłumaczy się trochę z tytułu i celu tych nocnych zapisków: „Najchętniej złożyłbym tę książkę z tego, co powinienem był napisać o innych – o tych wszystkich, z którymi się zetknąłem. Nie żeby wystawić im świadectwo czy nagrobek – nie żywię ani takich ambicji, ani nie mam takich możliwości. Ale żeby poświadczyć niepowtarzalność istnienia. Odrębność. Egzotyczność nawet”.

Ostatni swój dziennik pisarz rozpoczyna obserwacją, która w ustach dobiegającego setki pisarza musi bawić, choć przecież także wzrusza: „Starość. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Obserwuję ją nie bez ciekawości literackiej”. I – jak zaznacza – nie chodzi o niedomagania fizyczne, te autor przyjmuje z pokorą, bo „wiadomo, tkanki zużyte” (i nie narzeka, nadal przecież, jak mówi, „jakoś się poruszam, oddycham, krzątam”, chociaż w narzekaniu byłby usprawiedliwiony), lecz o ten rodzaj roztargnienia, które niechybnie tę starość wreszcie zapowiada. Ciekawe jest właśnie obserwowanie tego zjawiska, a potem jego zrozumienie, które przynosi ulgę i spokój: „Bo wiem! bo stwierdziłem!”. Śledzimy więc z autorem drobne niepowodzenia i zdziwienia związane z wiekiem: potłuczone szklanki, uciekające tramwaje, wydłużającą się drogę do taksówki, ale mamy w pamięci dzieciaka z warszawskiego Nowolipia, który przygląda się pierwszym niemieckim nalotom na Warszawę, próbującego zrozumieć, co się dzieje ze światem. Mamy w pamięci Józia, który na wieść o kapitulacji stolicy z gniewem i stanowczością zapewnia, że z nim najeźdźcy nie będą mieli tak łatwo. Już wtedy, we wrześniu 1939 r., mody Józef zaczął prowadzić swoje notatki – na gorąco zapisywał, co przeżywa ludność Warszawy, co myśli o tym niedoszły licealista i co w związku z tym robi (w „Nowolipiu” pisał, że naloty bombowe udawało mu się przetrwać bez strachu, bo odcinał się od nich, czytając książki).

Teraz też czyta. Czyta właściwie bez przerwy. Nie boi się więc bezsennych nocy, bo spędza je zawsze z jakimś ciekawym bohaterem. Dzieli się tymi lekturami z czytelnikami, zdaje z nich relację (a kiedy pisze na przykład, że czyta „Wilimowskiego” Miljenka Jergovicia, opowieść o słynnym zdobywcy kilku decydujących bramek podczas mistrzostw świata w piłce nożnej w 1938 r., to od razu przypomina, że miał to szczęście, że widział słynnego piłkarza na własne oczy). Krytyczne odczytania lektur, a także omówienia filmów to bardzo zajmujące fragmenty Henowych dzienników, podobnie jak relacje ze spotkań autorskich, wyjazdów na festiwale, pokazów filmów (m.in. z retrospektywy własnej twórczości w stołecznym kinie Iluzjon).

W dziennikach czytamy też, że Józef Hen uwielbia być ojcem i dziadkiem, z miłością pisze o dzieciach i wnukach – często opowiada o ich sukcesach, radościach, spotkaniach z nimi: „Przerywam te notatki, bo nadeszła Madzia, z obfitością zakupów, z czułością opiekuńczej – czasem przez to despotycznej – Córeczki”. Kiedy opowiada w wywiadach o tym, że teraz mieszka z nim syn, Maciek, który po synowsku się nim zajmuje i pomaga w codziennych czynnościach, to zawsze podkreśla: mój syn, świetny pisarz. Cieszy się bardzo, że został pradziadkiem i że prawnuk pisarza dostał piękne imię po jednym z bohaterów warszawskiego getta.

Nie mogą roztrwonić pozostałego mi czasu

Józef Hen jest niezmordowanym kronikarzem współczesności, odnotowuje ważne wydarzenia na świecie i w kraju, znaczące rocznie, odejścia ważnych i bliskich osób, komentuje sytuację społeczną i polityczną, analizuje swoją codzienność, opowiada sny („Sen nie uczy umierać, sen to jest życie, inne, z inną świadomością, ale jednak życie. Świat, w którym przebywa się równolegle. Poruszają się w nim znajomi, mój syn jest zarazem moim bratem, żona jest żywa, młoda, aktywna, pojawiają się jakieś osoby nieznane, nasz mózg je rysuje, mają własny wygląd, odzież, czasem bardzo realistycznie. Mamy we śnie prozaiczne kłopoty – nie potrafimy otworzyć drzwi, wymykają nam się rzeczy, irytujemy się, czasem krzyknę – z kłopotów ratuje przebudzenie”.), dzieli się spostrzeżeniami po lekturze prasy, przytacza wypowiedzi pisarzy, poetów, aktorów, polityków. Z czasem jest może więcej rozmów telefonicznych, a mniej relacji ze wspólnych obiadów, ale nadal są to „pożywne rozmowy”. „Nie mogę roztrwonić pozostałego mi czasu”, mówi Hen, tłumacząc się z tego, że odmawia niektórych spotkań z czytelnikami czy dziennikarzami. I dodaje, że przecież najlepszym sposobem obcowania z autorem jest czytanie jego książek. I wciąż czeka na swojego biografa.

Marzena Dobosz

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.