Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

DZIEWCZYNA Z SIŁY – IZABELLA CYWIŃSKA

Izabella Cywińska nie żyje.

Wigilia, taki czas, że się do siebie dzwoni. Telefon do Izy. Jeszcze do Izy muszę zadzwonić.

W wiadomości Piotra Kruszyczyńskiego przeczytałem, że już nie odbierze.

Pokrzepiające może to tylko, że doczekała upragnionych zmian. Minister kultury w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, homo politicus – jak sama siebie nazywała, doczekała się w Polsce zmian, na których tak bardzo jej zależało.

Zniknęła z mediów dobrych parę lat temu, z teatru jeszcze wcześniej.

Ona, najaktywniejsza dziewczyna, jaką znałem.

Pomysły wyprzedzały nawet czasami refleksję, były kompulsywne, a miała ich zawsze sporo. I teatr, i telewizja, i film. Żal niektórych projektów Izy – filmowej opowieści o Stawisku w czasie wojny albo scenariusza z rolą dla Stenki w filmie o Sendlerowej napisanego wspólnie z Hanną Krall.

Był czas, kiedy kontaktowaliśmy się bardzo często, mejle prawie codziennie, rozmowy, porady. Bliskość, ale szorstka, intelektualna, Iza pozwalała się zbliżyć tylko na parę kroków, na dystans. I to również było ważne. Czujna, ironiczna, nieegzaltowana.

Znikała. Z określonych powodów, prozaicznych, ale bardzo dokuczliwych. Choroba. I ta choroba, pomimo wszelkich podejmowanych przez Cywińską prób i wysiłków, nie chciała minąć, a w końcu na trwałe uniemożliwiała aktywności zawodowe. Napisała jeszcze wspaniałą autobiografię, „Dziewczynę z Kamienia”, jeden z najważniejszych dokumentów XX-wiecznej inteligentki i inteligencji, i to było w zasadzie pożegnanie Izy z zawodem.

Powtarzała mi, żebym szanował wolność, którą udało się zachować w pracy i w życiu, że to najważniejsze. Przepytywała z poglądów, obserwacji, uwag. Pytała, co w kinie, co w teatrze.

„Ja już tylko telewizję oglądam, cierpię strasznie, polityka to ból, ale ja jestem uzależniona Łukaszku”.

To była długa znajomość. Bardzo długa. Obawiam się słowa przyjaźń, nie byłoby uzasadnione, jeśli już – intelektualna.

Zaczęło się od „Kochanków z Marony” Iwaszkiewicza, zaproszenie na plan filmowy, pisałem reportaż do „Tygodnika Powszechnego”. Idiotyczne, że zaproszono mnie akurat w dniu zdjęciowym, w którym kręcone były sceny erotyczne. Jakoś sobie z tym poradziliśmy.

Dla mnie ten plan był niezwykły o tyle, że będąc tam, zyskałem aż troje przyjaciół.

Przyjaciół szuka się przecież całe życie, nie znajduje w jednym dniu, a nam się to wtedy udało.

Iza, Karolina Gruszka, Krzysiek Zawadzki.

A jeszcze przecież Łukasz Simlat, również w tym dniu poznany, bardzo bliski.

Tak się zaczęło. I trwało, latami. Wiele wywiadów, spotkań, nieustanna wymiana poglądów. Jej ironia, dociekliwość. Duma z osiągnięć, słaba odporność na krytykę (uważam, że objęcie dyrekcji „Ateneum” to był wielki błąd Izy).

Zaganiała mnie do pisania, namawiała, żebym wyszedł poza kino, poza teatr, irytowało ją, że robię ciągle tylko te wywiady. „Poniżej twoich możliwości”.

Spotkania zawodowe, czytanie scenariuszy, wspólna podróż do Krakowa („Kochankowie..” w Przywróconych arcydziełach) i do Poznania (nocowałem w jej „domu”, w Teatrze Nowym, po pięknej premierze „Wiśniowego sadu” z Antoniną Choroszy, połowę nocy w pokoiku gościnnym teatru Iza opowiadała mi o Poznaniu, o aktorach, anegdoty o Sławie Kwaśniewskiej pamiętam do dzisiaj). W końcu zaś unikatowy dom Izy i Janusza Michałowskiego na Piwnej. Dwa kroki od kolumny Zygmunta. Nawet film tam kręciliśmy (w reżyserii Huberta Klimko-Dobrzanieckiego).

Legendarne lampy Janusza, książki, gadanie.

Piszę o sobie intencjonalnie, celowo. Chcę usystematyzować to odejście, nakazać sobie pamięć o Izabelli Cywińskiej artystce – wybitnej dyrektorce teatrów w Poznaniu i Kaliszu, autorce „Bożej podszewki”, Teatrów Telewizji i żywego teatru. Odkrywczyni talentu Danuty Stenki, Karoliny Gruszki, tylu innych; w pewnym sensie ikonie – była kobietą w męskim wówczas zawodzie, reżyserowała, świetnie zarządzała teatrami, została minister kultury – udowadniała że można, ale dla mnie to przede wszystkim człowiek jednak – Iza, Dziewczyna z Kamienia.

Silna i mądra kobieta. Samodzielna i zaradna. Nie wpisująca się w żaden zbiorowy artystyczny kontekst, poza kontekstem politycznym. Miała wielką charyzmę.

Jeden z ostatnich mejli:

„Ja mam się Łukaszku dosyć średnio, ale zawsze z nadzieją. Naiwna!!! Często o Tobie myślę, bo bardzo jesteś mi bliski. Trochę Ci zazdroszczę aktywnego życia W SZTUCE, ale

wiem, że mi nie wolno, że moja zachłanność jest grzechem starości”.

Miałaś wspaniałe życie.

Dałaś dziesiątkom osób bardzo wiele.

Nigdy Cię nie zapomnę.

Łukasz Maciejewski

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.