Uwagę publiczności trzymał w zanadrzu. Uwagę krytyki traktował z rezerwą.
Gustaw Holoubek. Artysta nie tylko nie do podrobienia, ale też nie do zamknięcia w klamrach wizerunkowego komentarza. Bez granic wszechstronny a jednocześnie bardzo własny.
Gdybyśmy hic et nunc obchodzili razem z Nim setne urodziny, pewno sięgnąłby sentencji Profesora Tutki: Założywszy, że taki przypadek zdarza się rzadko i wprowadza jubilata w stan chorobliwego zadziwienia, co już nazajutrz może kiepsko rokować…
Sam ślad prozatorskich wędrówek Jerzego Szaniawskiego jest kluczowy dla pamięciowej miniatury, gdyż dotyka kręgu Holoubkowskich uśmiechów. I tych kształtujących rolę, i tamtych prywatno-codziennych. Bo Pan Gustaw miał żart we krwi. Dowcip finezyjny, nieoczywisty. Rzucany przemyślnym mimochodem, rozświetlony cudowną autoironią. A w rezultacie oszczędny, celny, wyzbyty minoderii. Od środka i na zewnątrz majstersztyk!
Stąd też moja propozycja pójścia drogą aktorstwa komediowego. Paleta ogromna. Sygnowana m.in. tekstami Moliera i Fredry, pieczętowana Fantazym oraz listami składanymi u stóp Delfiny Potockiej przez Zymunta Krasińskiego. Zawsze na linii warsztatowej maestrii, konsekwentniebudowanej gry żartem i o żart. Natomiast tuż obok sytuują się bajecznie kolorowe role z otwartą przestrzenią współczesnego kamuflażu. Ze stylizacją, która niesie uśmiech.
Dlatego pierwszy głos oddałabym Profesorowi Tutce. Znakomita filmowa narracja Andrzeja Kondratiuka (Klub Profesora Tutki; 14 odcinków prem. TVP 1966-1968). Wspaniałe grono interlokutorów, m.in. Kazimierz Opaliński, Mieczysław Pawlikowski. I w centrum pulsującego dialogo-monologu Tutka Holoubek. Na wskroś szaniawski, wkażdym zbliżeniu rodzajowy. Precyzyjnie dawkowany komizm, wypowiedź pod rygorem puenty, cienką kreską rysowany gest, generowane spojrzeniem znaki zapytania. Summa summarum organiczna synteza pełnego wdzięku pastelowego prowincjonalizmu i pełnej głębi – wyrozumiałej dla ludzkich słabości – dywagacji.
Dżentelmeński Tutka miał za sobą ostre wejście jako Profesor w filmie Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego – Gangsterzy i Filantropi (1963). Ta ostrość prowadzona soczystymi dialogami autorstwa Bohdana Czeszki uzyskała w aktorskim przekazie groteskowy kontur. Ksywa Profesor niosła ze sobą gangsterski perfecjonizm, który Gustaw Holoubek odsłaniał trybem ściśle zaprogramowanej zabawy. Stąd wymierzony każdy gestyczno-mimiczny zwrot, cedzone słowa, szybki rzut oka. Ekspresyjna kontrola w sąsiedztwie błąkacego się uśmiechu. Po prostu artystyczny szlif!
I teraz Drodzy Państwo spotkanie z komizmem na towarzyskim gruncie, choć dalej w formacie roli. Pisarz Zenon Wiewiórski, bohater filmu Jutro premiera Kuby Morgensterna (1962). Scenariusz według sztuki Jerzego Jurandota Trzeci dzwonek. Zamysł portretu literata W. wybrzmiewa już we wstępie. Łączą się tam głosy monologu wewnętrznego oraz bezpośredniej wypowiedzi. Wszystko spojone materią przemycanej drwiny, celnie podpiętym bon motem i wsparte… nieodłącznym parasolem. Że zacytuję dla przykładu jedną kwestię: „i co by to komu szkodziło, gdyby raz zamiast Szekspir napisane było na plakacie Wiewiórski”. Zdanko po Holoubkowsku uśmiechnięte, wypolerowane w każdym detalu kpiarstwa. Bohater staje wobec komediowych perypetii scenicznego debiutu. Natomiast widz, zyskawszy perspektywę aktorsko cyzelowanego komentarza, może słuchać, patrzeć, smakować przyprawiony środowiskową niedyskrecją dowcip. A ja na deser polecam rozmowę Bufetowa – Wiewiórski, czyli Wanda Łuczycka wespół w zespół z Gustawem Holoubkiem. Żart śmiga, uwodzi, rozśmiesza. Niezwykła lekkość słownej szarży w niezwykłych warsztatowych ryzach.
Zbliżając się do finału, proponuję zaplątane wśród meandrów współczesności i historii qui pro quo. Marysia i Napoleon – wspaniale uszyta komedia filmowa Leonarda Buczkowskiego (1966). Na ekranie dwa razy On. Napoleon Beranger w lustrzanym odbiciu Napoleona Bonaparte. Francuz z krwi i kości. Slawista – polonista z zawodu, który peregrynując wakacyjną porą, odwiedza Walewice. Entourage operetkowy. Dookoła tętent koni genialnie ilustrowany muzyczną frazą kompozycji Wojciecha Kilara. Po drodze małe samochodowe bum. A na horyzoncie prawdziwe coup d’amour. Piękna Marysia, studentka historii, vel Maria Walewska stylowo ubrana w aktorski wdzięk Beaty Tyszkiewicz. I tu pytanie: którędy prowadzi obydwu Napoleonów Gustaw Holoubek? Powiedziałabym, że łazikuje szlakiem dwu czasowych cezur i świadomie nie rozstrzygniętych komediowych parametrów. Raz zadziwiony, niepewny, introwertyczny. Kiedy indziej łobuzerski impetyk, egotyczny choleryk. Chodzi, jak mu absolutny słuch aktorski sufluje. Uśmiechem z cicha pęk, w charakterystycznym pochyleniu pleców, okrąża polską tromtadrację. Wyczuwa kolejne piętra paradoksu, widzi sedno w półcieniach uśmiechu. Ale fakt, że wie dokąd i dlaczego, nie stawia widzowi poznawczych barier. Stawia wyzwania.
Profesor Tutka, ksywa Profesor, literat Wiewiórski, Napoleon dwojga nazwisk. Tymi czterema komediowymi zbliżeniami planowałam zilustrować Państwu pamięciową miniaturę.
I tak też zrobiłam. Jednak pomiędzy cytowane role wkradł się szczególnego rodzaju półcień. A może nawet mrok, kiedy śmiech zamiera. Stąd jako puenta wstrząsający wizerunek Starego Aktora z Wyzwolenia Stanisława Wyspiańskiego. Przemyślana w każdym aspekcie sensu i w każdej funkcji wypowiedzi inscenizacja Macieja Prusa (Teatr TVP 2007). Zespołowa twórcza harmonia istotna dla wagi tragicznej dysharmonii Polską i Polskością wytyczanego sporu. Natomiast osobny głos Gustawa Holoubka pojawia się w obszarze autogoryczy, w rejonach autodrwiny, w mrokach spowiedzi.
Ja nie dbam – Już skończyłem. Już na nic nie czekam.
Nawykłem do tych desek. Mogę precz. – Odwlekam.
Goniłem niegdyś sławę, grywałem Hamleta.
Nowe dzisiaj Hamlety…
Tekst mówiony do trzewi. Organiczna asceza formy, która pomimo i ponad wrze. Taki ogień potrafią wywołać tylko Mistrzowie sztuki słowa. Tymi ścieżkami wędruje już nie ulotny uśmiech, a zabarwiony bolesnym, przenikliwym sarkazmem grymas. Szlak, który rozpoznają Nieliczni. Pan Gustaw jest wśród Nich.
Jagoda Opalińska
[Fotos z serialu TVP „Klub priofesora Tutki” w reż. Andrzeja Kondratiuka]
