Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Dramat na Jeziorze Gardno

Impresje warsztatowe

Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku jest naprawdę nowy, tj. odnowiony i zarazem nowoczesny, zadbany, z obszerną widownią, wygodnymi fotelami, małą kawiarenką oraz przyjemnymi pokojami gościnnymi. Ma też, to jest przede wszystkim, interesujący repertuar z nagrodzonymi – na ogólnopolskich konkursach – spektaklami, aktorami i reżyserami.

Usytuowany jest niedaleko od Ratusza – oraz długiego i szerokiego, kuszącego do spacerów na zadrzewionym, zabarwionym zwiewnymi jesiennymi liśćmi – deptaku, z przyległymi po bokach jednokierunkowymi wąskimi ulicami-alejami. Prowadzą one do zmieniającej zewnętrzny wewnętrzny wystrój stacji kolejowej, w której zapoczątkowano gruntowną przebudowę – podobno

aż 3-letnią restaurację.

Słupski teatr to perła, wyróżniająca się wśród wielu pereł w koronie teatrów prowincjonalnych, usytuowanych poza Warszawą, a zwłaszcza wśród tych miast, które mają jedną siedzibę (instytucję) teatralną z etatowym zespołem aktorskim, jak np. Zakopane, ale niekoniecznie pod rekomendacją artystyczną tego samego zacnego patrona, także specjalisty od fortepianowych chlustów.

Nowy Teatr w Słupsku wyróżnia m.in. pośród nich – tj. teatrów prowincjonalnych – stały duet muzyczny (Maciej Młóciński/Aleksander Tryba: kontrabas, Cezary Reiner: fortepian), wzbogacający wydźwięk piosenek, ożywający oceniany spektakl, na pewno bardziej niż muzyka z playbacku.

Do Słupska pojechałem oddelegowany z okazji corocznej Nagrody im. Andrzeja Nardellego, przyznawanej – od 25 lat (od 1998 r.) przez Sekcję Krytyków Teatralnych Związku Artystów Scen Polskich w Warszawie (w Alejach Ujazdowskich 45) – za debiut aktorski w teatrach dramatycznych, w Polsce, absolwentkom i absolwentom wydziałów aktorskich akademii teatralnych w Polsce oraz Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi.

Wprawdzie prosiłem i otrzymałem informacje o przedstawieniu „Mała Piętnastka – Legendy Pomorskie” oraz o debiutującej aktorce Annie Grochowskiej, to jednak się z nimi przed spektaklem nie zapoznałem.

Postępuję podobnie przed pójściem na nowy film czy lekturą kryminału. Rezygnuję również – jeśli można – z doświadczenia czegokolwiek, dotyczącego treści i przebiegu teatralnego spektaklu, który zamierzam właśnie obejrzeć. Mogę przecież skorzystać z ewentualnej, upowszechnionej wiedzy na jego temat po opadnięciu kurtyny.

W odniesieniu do spektaklu w Słupsku – dopiąłem swego. Połączyłem – tak po prostu – Sokratesa (469-399 p.n.e.) z Johnem Locke’em (1632-1704). Odczułem bowiem – po wejściu na widownię – że jeśli o nadchodzącą „Piętnastkę…” chodzi, to „wiem, że nic nie wiem” oraz że jestem jak „tabula rasa” (niezapisaną tablicą).

W objęciach niedojrzałości

Powyższy śródtytuł nie odnosi się do literackiej niedojrzałości w rozumieniu Witolda Gombrowicza (patrz: „Ferdydurke” i „Dzienniki”), ale do innej możliwej jej postaci – to jest mówiąc nazbyt delikatnie: do niedomogów organizacyjnych (administracyjnych) – zaistniałych i kulminujących (dominujących) w zrujnowanej wojną Polsce, w 1948 r. i później, doświadczającej jeszcze przez wiele lat zalet przyjaźni polsko-radzieckiej. Dotyczą one w omawianym spektaklu całkowicie zaniedbanych – nie tylko we wskazanym czasie – regulacji związanych z bezpieczeństwem osób, korzystających z usług turystyki i rekreacji na akwenach zamkniętych, np. jeziorach czy stawach.

Oglądałem to jednoaktowe przedstawienie w coraz większym skupieniu, nie odczuwając półtoragodzinnego upływu czasu. Zdarzenia sceniczne – ich przyspieszanie i intrygujące zwolnienie, zawieszanie akcji (określane w filmie z angielska jako suspend) – skonstruowane były tak precyzyjnie, jak w thrillerze Alfreda Hitchcoka. Irytowały, oburzały – mimo że to był teatr, a nie jawa. Ogniskowały uwagę i wzbudzały emocje, jakby wszystko działo się naprawdę, jakby widzowie byli autentycznymi świadkami przerażającej tragedii.

Można ten spektakl odnieść także do schematu konstrukcyjnego (struktury akcji) scenariuszy amerykańskiego telewizyjnego serialu kryminalnego „Columbo” (z Peterem Falkiem w roli detektywa), w którym na początku każdego odcinka przedstawiano widzom zabójcę w trakcie jego precyzyjnej morderczej roboty, a następnie długotrwałe intrygujące śledztwo, kończące się wskazaniem na – znanego już widzom – inteligentnego i sprytnie kamuflującego swój odrażający czyn winowajcę.

Wychowawczyni grupy młodych harcerek (Bożena Borek) nalegała niecierpliwie na jak najszybsze wyczarterowanie na Jezioro Gardno uszkodzonych łodzi, które były przystosowywane do użytku. Zafascynowana tą wyjątkową i atrakcyjną pod względem krajobrazowym – ale kosztowną dla hufca wycieczkową wodną frajdą – nie skąpiła, wysupłała ze skromnego harcerskiego budżetu tyle, ile się tylko dało.

Nie chciała opóźniać zaplanowanych rejsowych wrażeń. Była przekonana, że uszczęśliwi wszystkie młode harcerki. Bezpieczeństwo gwarantował przecież – czuwający nad przebiegiem technicznych przygotowań – Mechanik (Mariusz Bonaszewski), główny organizator, menadżer usługodawca. Był on przekonany o powodzeniu przedsięwzięcia. Zaprosił był nawet na przejażdżkę swoją ciężarną żonę.

Działał on jednak niekompetentnie: w narastającym nerwowym i pospiesznym podnieceniu, nieświadomy wodnego niebezpieczeństwa, wyczuwanego przez widzów, umiejętnie podkreślanego przez aktorów i muzyków, przez generowane przez nich dźwięki (muzyka: Tomasz Man) oraz interpretację harcerskich piosenek. Pobrzmiewały one profetyczną i narastającą obawą przed nadejściem nieuchronnego zła. Wzmagały irytujący niepokój i drażliwe napięcie.

Widzowie domyślali się – tak jak ja – już z przebiegu akcji (przed rejsem), że łodzie będą miały źle zatkane smołą dziury, że znajdzie się na nich nadmierna liczba harcerek, że silniki mogą odmówić posłuszeństwa.

Spektakl trzymał przez cały czas w napięciu: tak przed tragedią, jak podczas koszmarnych zmagań tonących, nie potrafiących pływać, młodziutkich harcerek, mimo że na scenie nie było ani wody, ani opisywanych przez 4 osoby spektaklu śmiercionośnych sytuacji.

Warto wskazać, że na zaistniałą tragedię nie wpłynęła w ogóle, to jest w sensie przyczynowo-skutkowym, ani mocno wyeksponowana przez autora i reżysera spektaklu (Tomasza Mana) chciwość organizatora tej funeralnej wyprawy, który chciał na niej jak najwięcej zarobić, ani też jego skłonności ideologiczne (patriotyczne w 1948 r.) oraz potrzeba ucieczki na Zachód, a tym bardziej komunikat o tragicznie zakończonym powrocie do kraju przez zieloną granicę. Nie one wpłynęły na decyzję o przejażdżce i podjętym ryzyku. Ale niektóre z nich spełniły przypisaną im trafnie dramaturgiczną funkcję. Wzmagały sytuacyjne napięcia oraz niepewność i obawę.

Biorąc pod uwagę obecne obostrzenia i wymogi bezpieczeństwa, taka tragedia nie mogła by teraz zaistnieć. Pojawiła się jednak w okresie powolnego powojennego odradzania się Polski z gruzów i zarazem kształtowania oraz umacniania się szkodliwego społecznie systemu socjalistycznego.

W tamtych czasach dominowała m.in. powszechna – w tym także administracyjna – indolencja, organizacyjna prowizorka (1), przyjmująca, że jakoś to będzie – nawet wtedy, gdy groziła nieszczęściem (2).

Na wyróżnienie zasługują dwie główne kreacje: Mariusza Bonaszewskiego (Mechanik) oraz Bożeny Borek (Wychowawczyni), prezentujących wyżyny sztuki aktorskiej oraz rola harcerki w interpretacji Katarzyny Pełka. Interesująco wybrzmiał – dobrze rokujący – debiut aktorski Anny Grochowskiej (Harcerka). Młoda aktorka jest już przygotowana do równie trudnych i wymagających ról.

Warto by zwróciła uwagę na to, jak podawali w spektaklu tekst jej sceniczni partnerzy, a zwłaszcza Mariusz Bonaszewski (Mechanik) oraz Bożena Borek (Wychowawczyni). Oni nie podkreślali nastrojów oraz treści i sensów kreowanych przez nich postaci, posługując się sekwencjami, tj. zbitkami połączonych ze sobą – jakby mechanicznie i przypadkowo – zdań. Wypowiadali słowa, kładąc nacisk na poszczególne wyrażenia, na łączące je znaczenia i przypisane im poszczególne znaczenia i wartości, stosownie i rozmaicie je uwypuklając, ponieważ zostały one intencjonalnie użyte przez autora i celowo wprowadzone do pojedynczych krótkich lub dłuższych sekwencji słów tak, by każde z osobna wybrzmiało w zdaniu w sposób dostrzegalny, by ułatwiało wejrzenie w intencje postaci, autora scenariusza oraz reżysera: by było kluczem, ułatwiającym widzom wniknięcie w zawartość i przesłania artystycznego przekazu.

Brawa należą się wszystkim twórcom tego przedstawienia. Moja opinia dotycząca debiutu teatralnego w Słupsku, nie przesądza jednak nadchodzącego werdyktu, ponieważ zostało zgłoszonych wiele kandydatek i kandydatów do tego wyróżnienia. O tym komu zostanie przyznana Nagroda im. Andrzeja Nardellego, zadecyduje prawdopodobnie w grudniu zebranie Sekcji Krytyków Teatralnych ZASP, to jest Kapituła tej Nagrody.

Przypisy

1. Pamiętam, jak pod koniec latach pięćdziesiątych, gdy jako 10-latek wybrałem się w Łodzi z kolegą, z klasy na staw usytuowany na Zdrowiu w leśnym parku i wzięliśmy z wypożyczalni – na godzinny rejs wokół stawu – dwuosobowy kajak. Dokazywaliśmy na nim niepomni niebezpieczeństwa. Wpadliśmy do głębokiej wody. Obaj nie umieliśmy pływać. On złapał się od razu kajaka, a ja krztusząc się i wykonując intuicyjnie ruchy charakterystyczne dla „stylu” pływackiego „na pieska”, utrzymałem się jakoś na powierzchni i przybliżyłem się nieco do kolegi, a on podał mi rękę i przygarnął do siebie. Pływający w pobliżu kajakarze doholowali nas – z obróconym do góry dnem kajakiem – do brzegu.

Obecnie taka sytuacja by nie zaistniała. Wymagane są bowiem: od dzieci i dorosłych karty pływackie, nieodzowna jest obecność ratowników wodnych, opieka osób starszych, konieczne są kapoki oraz urzędowe specjalistyczne zaświadczenie o dopuszczeniu sprzętu do użytkowania (warunkujące taką usługę). Podczas spływów czy innych rejsów kładzie się nacisk na ograniczoną i nieprzekraczalną liczbę miejsc oraz odpowiednie kwalifikacje opiekunów, czuwających nad bezpieczeństwem dzieci podczas wodnej – nawet krótkiej przejażdżki.

Nawiasem mówiąc obaj zapisaliśmy się do sekcji pływackiej dla dzieci w klubie sportowym „Unia”, nazwanym później „Anilana”. Nie tyko nauczyliśmy się pływać, ale po roku startowaliśmy w zawodach pływackich dla dzieci w naszej grupie wiekowej.

2. W tym czasie wyjeżdżało się dość często – gdy było ciepło i słonecznie – na zakładowe i zarazem wielorodzinne, niedzielne rekreacyjne oraz integracyjne wycieczki do lasu. Jeździło się ciężarówką okrytą konieczną plandeką. Wkładano do środka (do siedzenia) poprzeczne grube, dobrze wyheblowane deski bez oparć. I jechało się tak dziesiątki razy bez ograniczenia szybkości – za przyzwoleniem milicji – przez miasto, poza miasto i z powrotem. Notabene obowiązkowe pasy bezpieczeństwa pojawiły się przy wygodnych fotelach z oparciem w samochodach osobowych i dalekobieżnych autobusach dopiero kilkadziesiąt lat później.

Do 7 klasy szkoły podstawowej, a później przez kolejne 4 lata dojeżdżałem do liceum ogólnokształcącego w Łodzi tramwajem. Rano wszystkie tramwaje były zawsze zatłoczone. Na ich bocznych stopniach zwisały przy otwartych drzwiach grona – trzymających się czegokolwiek jedną ręką – młodych mężczyzn i chłopców, a wśród nich ja. Tuż przed kolejnym przystankiem, popisywaliśmy się desantowym, hamującym rozpęd pseudo-skokiem z odchylonym do tyłu tułowiem i opuszczoną wpierw prawą nogą, dotykającą niemalże podłoża. Doszedłem do dużej wprawy. Polubiłem to urocze świadectwo minionego – najlepszego ze wszystkich – systemu społecznego. Zwisające grona zniknęły dużo później, jak pojawiły się automatycznie zamykane drzwi. Tramwaj nie ruszał, jak były nie domknięte. Szkoda, a było tak fajnie.

Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku

Przedstawienie pt. „Mała Piętnastka. Legendy pomorskie”

Autor, reżyseria, muzyka: Tomasz Man

Scenografia: Agnieszka Piekarska-Man

Wizualizacje: Zuzanna Piekarska

Zdjęcia: Magdalena Tramer,

Kamila Rauf-Guzińska

Opieka wokalna: Agata Walczak

Aranżacja utworów muzycznych, fortepian: Cezary Reinert

Kontrabas: Aleksander Tryba

Inspicjent: Emilia Zakrzewska

Obsada

Mariusz Bonaszewski: Mechanik

Bożena Borek: Druhna–Wychowawczyni

Katarzyna Palka: Harcerka

Katarzyna Grochowska: Harcerka – debiut w teatrze dramatycznym

Spektakl obejrzałem w trzeciej dekadzie września 2023 r.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.