Z oświatą jest jak z pomocą społeczną: trzeba dawać ludziom wędkę, a nie rybę. Inaczej mówiąc: nie realizować programów nauczania, w których w czasie lekcji będziemy mówić o tym, gdzie urodził się Adam Mickiewicz i co otrzymujemy w wyniku oddziaływania kwasu solnego na blaszkę cynku, tylko powiedzieć, gdzie znajdziemy najbardziej wiarygodne informacje z dziedziny historii literatury i chemii. Czy zatem oświata i w ogóle szkoła są nam potrzebne, jeśli wszystko już jest dostępne w Internecie? Jednak aby skorzystać z podpowiedzi Google’a, musimy mieć sporą wiedzę, żeby odróżnić informację prawdziwą od prawdopodobnej, a tę od fałszywej. Uczeń przymuszany do nauki tabliczki mnożenia, może nam powiedzieć, że po co mu to, jeśli w telefonie, tablecie, laptopie czy zegarku ma kalkulator, gdzie natychmiast sprawdzi, ile to jest 5 x 9. Otóż właśnie: nie natychmiast. To, co mamy we własnej pamięci jest dostępne natychmiast i zawsze jest z nami, a nowoczesnych gadżetów możemy akurat nie mieć, albo nie będą działać. Poza tym wyciągnięcie sprzętu, włączenie apki i wstukanie działania, zajmie trochę czasu. Jasne, nie zawsze trzeba się spieszyć. Ale czasami trzeba…
Kiedyś umiałem na pamięć pół „Pana Tadeusza”, kilkanaście wierszy Horacego po łacinie i dziesiątki dowcipów. I co mi z tego, jeśli ta wiedza wywietrzała jak paczuszka lawendy? Nikt już nie będzie podziwiał mojej Mickiewiczowskiej erudycji, nikt nie zrozumie mojego Horacego, a dowcipy zmieniły się w niestrawne suchary. Prawdziwym celem współczesnej oświaty nie jest uczenie się na pamięć, tylko nabieranie wprawy w umiejętności dokonywania właściwych wyborów: odróżniania faktów od fejków na podstawie analizy źródeł, szukania koherencji formy i treści (jeśli minister jest chamem, to nie może kierować nauką czy kulturą), właściwego postępowania wobec przyjaciół, przeciwników, wrogów i sojuszników. I uwierzenia, że dobry człowiek nie musi być wysoko wykształcony, ale powinien umieć rozróżnić dobro od zła i czarne od białego – ze świadomością, że pomiędzy jednym a drugim rozciąga się trudna niekiedy do zanalizowania przestrzeń. A w tej analizie może nam pomóc przyjazny i świadomy nauczyciel oraz znajomość podstawowych faktów i słów, choćby tego, że bynajmniej i przynajmniej to nie to samo, a kaganek i krużganek łączy tylko to, że oba te słowa nie powinny być używane przez osoby, dla których najbardziej precyzyjnym narzędziem jest młotek, a najlepszym argumentem w rozmowie jest wrzask.
Maciej Pinkwart, 12 października 2023
