Piotr Szumlewicz w „Wyborczej” pisze, że programy opozycji w dziedzinie transferów socjalnych powtarzają, a niekiedy nawet przebijają ofertę wyborczą PiS, co jest – zdaniem publicysty – działaniem bez sensu, bo wygląda na to, że Koalicja Obywatelska i Trzecia Droga zwracają się do takich wyborców, którzy dają się kupić za socjal, czyli generalnie do wyborców PiS. O Lewicy tu nie wspominam, bo jej prosocjalne działania są oczywiste na czerwonych, lub tylko różowych sztandarach. Tym samym – twierdzi Szumlewicz – opozycja zniechęca do siebie tych, którzy popierali ją dlatego, że nie jest PiS-em, że umieją liczyć i wiedzą, że nie ma darmowych obiadów, a rząd, żeby komuś coś dać, musi komuś coś zabrać. Jak nie dziś, to jutro długi trzeba będzie zacząć oddawać.
Obawiam się, że na zmiany deklaracji jest już za późno, poza tym na PiS będą i tak głosowali ci, co chcą głosować na Kaczyńskiego, a na opozycję ci, którzy chcieliby odstawić go do kuwety. Idziemy za sztandarem, za nawykiem, za hasłem przewodnim i za osobistym przekonaniem, że tak jak robimy będzie lepiej – a nie za programem. Ale po wyborach – oby – wygranych przez Koalicję trzeba będzie doprosić do rządów jakichś partnerów, a wtedy zaczną się przepychanki i kłótnie o szczegóły programu. A pokonani rozliczą zwycięzców z każdego punktu oferty wyborczej, zwłaszcza z tych, które wciągną Polskę w kłopoty, tylko po to by przeciwników ufajdać w oczach wyborców. Inna rzecz, że w przeciwieństwie do Piotra Szumlewicza sądzę, że wśród elektoratu antypisowskiego jest sporo tych, którzy z oferty socjalnej chętnie korzystają, nie akceptując tego, co Kaczyński za ten socjal kupuje. Może to nie jest specjalnie propaństwowe i dalekowzroczne, ale ludzkie. No, a homo sum, więc humani nihil a me alienum puto. Czyż nie?
Maciej Pinkwart, 26 września 2023
