Bardzo się dziwię, że temat liczby niedziel, w których dozwolony będzie handel po wyborach stanowi temat agendy programowej ważnych partii politycznych. Czy każda niedziela ma być handlowa (Koalicja Obywatelska), czy tylko co druga (Trzecia Droga) – to jest takie istotne dla społeczeństwa? Są kraje (np. protestancko-muzułmańskie Niemcy, katolicko-muzułmańska Francja) gdzie markety są w niedziele zamknięte i nikt z tego powodu nie desperuje. Są takie (np. katolicka Słowacja, prawosławna Grecja) – gdzie są czynne i jakoś tamtejszy kościół na to specjalnie nie narzeka. We Włoszech oficjalnie sklepy mają być w niedziele zamknięte, ale są zazwyczaj otwarte. Ja jestem wychowany w ustroju komunistycznym, gdzie w trosce o zapełnianie kościołów w niedzielę wszystkie sklepy były zamknięte, i gdy wracałem w święto z wycieczki i w domu nic nie było, chleb musiałem kupować sobie w restauracji „Jędruś”. Po pierwsze – to jest tylko kwestia organizacyjna, zarówno ze strony nas, klientów, żeby sobie kupić co trzeba w sobotni wieczór, albo w niedzielę w mniejszych sklepach, jak i handlowców: żeby odpowiednio opłacać sprzedających, lub dawać im wolne w zamian za dyżury niedzielne. Muzea, kina, restauracje czy stacje benzynowe są czynne w święta i nikt z tego powodu nie strajkuje, nie składa petycji ani nie płacze nad łamaniem świętości dnia świętego. Bo u nas kwestia niedzielnego handlu nie jest problemem handlowym, ekonomicznym czy rodzinnym, tylko religijnym. Jeśli Koalicja po wygranych wyborach uwolni niedzielny handel, niewykluczone, że do handlu w dni „święte” (W Nowym Targu na jednym z marketów wisi rymowanka: w dni święte zamknięte) będzie się stosowało klauzulę sumienia.
Maciej Pinkwart
PS. Dotychczas opublikowane odcinki uwag przedwyborczych znajdują się tutaj:
http://www.pinkwart.pl/artykuly/Opinie/2023/Mini_przedwyborcze.htm
