Obecnie rządzący lekceważą przyszłość, nie rozumieją teraźniejszości, więc w niekończących się rekonstrukcjach starają się ulepszyć przeszłość. W podręcznikach historii będziemy niebawem czytać o wygranym powstaniu listopadowym i styczniowym, o pokonaniu okupujących stolicę Krasnoarmiejców podczas powstania warszawskiego i o działaniach antykomunistycznej partyzantki pod wodzą Rajmunda Kaczyńskiego, ps. Ogień. Rządzący Polską Czyngis-cham oskarżany jest często o to, że w swoich koncepcjach politycznych usiłuje odtworzyć idee PRL, ale z przeciwnym znakiem, co mu się nie bardzo udaje, bo nie może zastąpić białego czarnym ktoś, kto publiczne zapewniał, że nie da sobie wmówić, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Z tego czarnego zrobił się Czarnek, a z białego flaga, którą się wywiesza w obliczu przegranej. Ale to nieprawda: współczesna polityka w wielkiej skali bierze inspiracje nie z PRL-u, tylko z Polski międzywojennej, próbując połączyć Dmowskiego z Piłsudskim. Dokładniej – z Dmowskiego bierze na sztandar antyniemieckość (prorosyjskość zaś występuje jedynie na zapleczu, bo na sztandarach by się nie przyjęła), a z Piłsudskiego marzenie o miłości ludu i Kasztankę, która przy nienajlepszej dykcji myli się z kaszanką. Tradycja to wielka wartość, ale na niej samej nie zbuduje się przyszłości narodu, tak jak sam garnitur nie wygłosi porywającego przemówienia.
Maciej Pinkwart
