…choć pewnie zabrzmi to niezbyt oryginalnie, słyszę przejmującą Wielką improwizację. Jeden z najwspanialszych, najbardziej buntowniczych, najżarliwszych fragmentów polskiej poezji, w wirtuozerskim wykonaniu Gustawa Holoubka. Znam ją przede wszystkim z filmowej Lawy w reżyserii Tadeusza Konwickiego. Ale pamiętam ją także ze znakomitych poznańskich Dziadów w reżyserii Radosława Rychcika, sprzed kilku lat.
Młody wówczas Reżyser brawurowo zestawił monolog Holoubka z innym płomiennym tekstem mówiącym o wolności – czyli słynnym przemówieniem Martina Luthera Kinga z 1963. Rychcik oddał swoisty hołd Holoubkowi. Mariusz Zaniewski wcielający się w postać Gustawa Konrada, po wygłoszeniu słów Kinga, wkłada do starego odtwarzacza kasetę magnetofonową i wciska play. Gasną światła, a pogrążona w zupełnej ciemności publiczność zastyga, wsłuchując się w hipnotyzujący głos aktora.
Ta scena wraca do mnie często – to jedno z moich najmocniejszych teatralnych przeżyć. No i świadectwo jakiejś niezwykłej kulturowej ciągłości, której doświadczyłem, dzięki, i za sprawą, Holoubka.
Michał Centkowski
[Kolaż: Teatr Ateneum/mat. Teatru]
