Trwa festiwal przedwyborczych przekrętów i nonsensów, wśród których niepoślednie miejsce zajmuje prezentacja haseł wyborczych, pod którymi poszczególne partie chcą walczyć o głosy. Hasła te są mało trwałe – i mało kto pamięta te, które poprzednio prowadziły partie i osoby do zwycięstwa lub klęski. Mnie dotychczas najbardziej podobało się może nie tyle hasło, ile slogan wyborczy Rafała Trzaskowskiego, kiedy to wielkie, zdawałoby się, tłumy krzyczały „Mamy dość”. Nie wystarczyło to do wygranej, bo pan Duda i jego obóz polityczny przejęli to i zanegowali, wobec czego ponad połowa elektoratu uwierzyła, że PiS nie ma dość, i powierzyła panu Dudzie prezydenturę ponownie, zapewne po to, by jego partia i sterujące nią osoby mogły sobie dołożyć do skarbczyków to, czego im to tego „dość” brakowało. Obawiam się, że PiS-owskie skarbczyki są nie zapełnione w takim stopniu, jak elewatory i stodoły polskich rolników i jeszcze do zapełnienia brakuje im trzeciej kadencji. Inna rzecz, że są osoby, które nigdy nie mają dość.
Spośród obecnych sloganów najbardziej podoba mi się hasło Lewicy: „Mam serce po lewej”. Jest to zapewne nawiązanie do powiedzenia Aleksandra Kwaśniewskiego o tym, że on ma serce po lewej stronie, co pokazało, że był to wyjątkowy prezydent w naszych dziejach. Z tym, że od razu przypomina mi się niezgodne z polityczną poprawnością powiedzenie ówczesnego lidera Lewicy Leszka Millera o pewnej działaczce, że ma ona mężne serce w kształtnej piersi. Serce było w porządku i rzeczywiście ładnie opakowane, ale po przegranej Lewicy działaczka pohalsowała na prawo razem ze swoją słynną torebką.
Ja też mam serce z lewej. Ale wątrobę po prawej, a o tym już żadne hasło nie mówi…
Maciej Pinkwart, 2 września 2023
