Tego jeszcze nie było, ale widocznie musiało się wreszcie zdarzyć. Do „obyczajów” urzędników państwowych należy już nieobecność na posiedzeniach Senatu, ignorowanie zaproszeń ze strony Marszałka. Ale teraz przyszedł czas na Sejm. W minioną środę na posiedzeniu połączonych komisji obrony narodowej i spraw służb specjalnych miał złożyć wyjaśnienia minister obrony w sprawie bezpieczeństwa kraju wobec przypadku z „wiadomą” rakietą, która przez kilka miesięcy leżała sobie pod Bydgoszczą aż wreszcie pewna pani na przejażdżce konnej jej nie znalazła. Ale minister na tajne zresztą, żeby nie było przecieków, posiedzenie rzeczonych komisji nie przybył pod pretekstem, że nie będzie uczestniczył w happeningu. Psucie państwa trwa.
Tomasz Miłkowski
