Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Podskok Edypa

Monika Strzępka o przywróconym patronie Teatru Dramatycznego, Gustawie Holoubku – wystąpienie podczas koncertu w 100. rocznicę urodzin Artysty:

Ponad 60 lat temu, w 1961 roku, na tej scenie, w przedstawieniu w reżyserii Ludwika René, niespełna czterdziestoletni Gustaw Holoubek zagrał Edypa. Była to rola, która, jak wielu twierdziło, miała kluczowe znaczenie w jego rozwoju artystycznym. Tak w owym czasie opisywał ją jeden z najwybitniejszych polskich krytyków, Andrzej Wirth: „Holoubek nie dał onieśmielić się klasyką, nie wpadł w ton zwierzęcej powagi, potrafił pozostać współczesny w klasycznej sytuacji. Był heroiczny, bo był intensywnie ludzki, nie na odwrót. […] Gest Holoubka, jego motoryka, nie rządzą się kanonem klasycznym, a stanowią ich drastyczne przezwyciężenie.”

Kiedy Wirth pisze o przezwyciężającym klasyczny kanon „geście Holoubka”, ma na myśli między innymi następującą scenę: w trzecim epeisodionie tekstu Sofoklesa, do Jokasty i Edypa przybywa posłaniec z Koryntu – przynosi wieść, która, jak sam to ostrożnie zapowiada, „sprawi radość, a może i troskę”, a mianowicie wieść o śmierci Polibosa, domniemanego ojca Edypa. Edypa ta wiadomość jednak zdecydowanie bardziej raduje, niż smuci – w jego rozumieniu, śmierć Polibosa oznacza bowiem, że udało mu się uciec od przepowiedzianego losu zabójcy ojca, udało mu się przechytrzyć przeznaczenie. Holoubek dawał wyraz tej Edypowej radości w bardzo szczególny sposób, a mianowicie wykonywał w tym momencie… cyrkowy podskok. Był to gest, jak pisano, „nie do pomyślenia” w klasycznym teatrze. Gest, który rozsadzał ramy tego, co mogło się wtedy – na tej scenie – zmieścić. I temu właśnie wyciągniętemu z przeszłości podskokowi, tej sztuczce Edypa-Holoubka, temu gestowi, chciałabym poświęcić dziś kilka słów.

Oczywiście, kiedy mówię o podskoku Edypa-Holoubka, to chcę tak naprawdę mówić o jego aktorstwie. O esencji, o naturze jego aktorstwa – próbuję, nie od dziś, zrozumieć ją, uchwycić, nazwać. A kiedy z kolei mówię o jego aktorstwie, to chcę tak naprawdę mówić o aktorstwie w ogóle, to znaczy o wypracowywaniu współczesnej praktyki aktorstwa. Kiedy więc mówię o tamtym podskoku Edypa-Holoubka, to mówię tak naprawdę o nowej randze aktorstwa – dzisiaj. O zadaniu, które przed nami, na tej scenie, stawiam.

Buduję ten pomost bardzo świadomie. Właściwie, nie muszę go budować, on przecież istnieje, a ja go jedynie wskazuję, zachęcona okazją, jaką jest powrót imienia Gustawa Holoubka do oficjalnej nazwy Teatru Dramatycznego miasta stołecznego Warszawy. Jest to pomost pomiędzy aktorstwem, jakie uprawiał Holoubek, aktorstwem radykalnie współczesnym, a aktorstwem, jakiego oczekuję od dzisiejszego zespołu Teatru Dramatycznego.

Zacznę zatem od próby nazwania tego, co w aktorstwie Holoubka wydaje mi się najbardziej inspirujące, najodważniejsze, najpiękniejsze – i od przyjrzenia się temu, co właściwie znaczy, że Holoubek uprawiał aktorstwo „radykalnie współczesne”? On sam, bardzo świadomy tego, co robi, o przypadającym na czas obecności w zespole Dramatycznego punkcie zwrotnym w swojej praktyce scenicznej mówił tak: „Postanowiłem zrobić coś odwrotnego, niż to, co robiłem do tej pory: z pomocą swojego zawodu określić samego siebie. Skorzystać z okazji, jaką może być każda rola, żeby powiedzieć to, co ja osobiście mam do powiedzenia za pośrednictwem takiej czy innej postaci; powiedzieć, jaki jest mój pogląd na świat, na życie, na moralność, jaka jest moja estetyka – do tego celu służy mi moje aktorstwo.”

Ten cytat bardzo dobrze nazywa to, co mnie w jego aktorstwie – a zatem: w aktorstwie w ogóle – interesuje. Potraktowanie roli aktorskiej jako okazji do powiedzenia czegoś osobiście. Potraktowanie roli aktorskiej nie jako ucieczki w fikcję, w kostium, w koturn, w coś bezpiecznie nie-swojego, w „naśladownictwo”, ale potraktowanie aktorstwa jako sposobu myślenia. Jako przestrzeni odpowiedzialności. Jako konieczności świadomego zmierzenia się z tym, kim i jaki jestem, jakie jest moje ciało. Jako okazji do odrzucenia wstydu. Do odważnego stwierdzenia: biorę odpowiedzialność za siebie w tej roli. Poświadczam za swoją postać.

Jeśli te warunki zostaną spełnione, zderzenie aktora z postacią odbywa się na zupełnie innym poziomie – aktor nie użycza już w mechaniczny sposób swojego ciała, a zaczyna użyczać ukrytego w swoim ciele doświadczenia. Ciało, z całym jego doświadczeniem, staje się medium – od tego momentu aktor nie musi już „grać”, bo po prostu „transmituje”. Komunikuje widza z doświadczeniem granego człowieka. Konstruowanie postaci zaczyna się odbywać bardzo blisko ciała, doświadczenia, osobowości aktora. To wymaga odwagi. To wymaga gotowości do radykalnego otwarcia samego siebie. To wymaga uważnej świadomości, że nie każdą postać mogę jako aktor zagrać, bo nie za każdą postać mogę jako aktor „poświadczyć”. To wymaga, mówiąc wprost, szczególnego powołania, którego nie waham się nazwać: duchowym. Ale właśnie dlatego Edyp Holoubka mógł wykonać ten nieoczekiwany, prosty gest: podskoczyć. Dlatego też jego Woland nie był żadnym strasznym diabłem, tylko zwykłym – by tak rzec: świeckim – człowiekiem. Te role, ta sztuka, rodzą się z czegoś zwykłego. Porzucają wszelki patos i czerpią z codzienności po to, by podnieść ją do rangi czegoś niezwykle istotnego. „Był heroiczny, bo był intensywnie ludzki, nie na odwrót” – pisał Wirth. Bo stawką aktorstwa – i stawką teatru – jest bycie jak najbliżej życia. Zdesakralizowanie sztuki na rzecz przyjęcia codzienności jako aktu twórczego.

Pozornie mogłoby się wydawać, że powoduje to odarcie sztuki z jej „niezwykłości”, z jej „czarowności”. Wręcz przeciwnie. To właśnie w tym punkcie zaczynają się największe czary. Właśnie wtedy, kiedy Woland staje się tak bliski, tak zwykły, właśnie wtedy, kiedy Edyp wykonuje nieoczekiwany podskok, okazuje się, że realizm i mistyka to tak naprawdę jedno i to samo. Że nie ma podziału na dobre i na złe, na czarne i na białe, na realistyczne i na mistyczne. Holoubek doskonale to wiedział i doskonale to w swoim aktorstwie ucieleśniał. Nowoczesność tego gestu była tak radykalna, że być może niewielu ją rozumiało. Na czym polegała magia tego, że choć niespiesznie czytał w drugim planie gazetę, to i tak skupiał na sobie całą uwagę? Teoria teatru, zanurzona w semantyce, nie miała narzędzi, by to nazwać. Tak, Holoubek wyprzedzał swoje czasy. Był jak Beatelsi.

Jeszcze jedna rzecz jest w tym wszystkim szalenie istotna. Holoubek nie był innym człowiekiem w bufecie, a innym na scenie. Nie był innym człowiekiem jako dyrektor, a innym jako aktor. Nie różnicował ludzi na lepszych i gorszych, nie hierarchizował, szanował swoich współpracowników. Zasady etyczne były w każdej sytuacji takie same. I być może właśnie to jest najważniejsza przesłanka, jaka płynie z jego doświadczenia dla współczesnego aktorstwa.

Widzę to jasno: powraca do nas patron, który pasuje dziś do naszego teatru być może bardziej, niż kiedykolwiek. Patron zazwyczaj jest o tym, co „wstecz” – nasz wyznacza kierunek do przodu. W stronę nowego, odpowiedzialnego aktorstwa.

Monika Strzępka

[Fot. Radek Zawadzki/ Facebook Teatr Dramatyczny]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.