Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Alicji pomarańcza pamięci

„Alicji Kraina Czarów” Sławomira Narlocha to teatr społecznie wrażliwy. Odniesienia do konkretów naszej rzeczywistości są jednak tak subtelne, że zauważyć je może tylko widz wnikliwy, dla innych będą niezauważalne. To sztuka uniwersalna i konkretna jednocześnie.

Fabuła jest oparta na powieściach Lewisa Carolla. Drobna zmiana tytułowej frazy wskazuje, że nie będzie to kolejna inscenizacja przygód małej Alicji. To konfrontacja dorosłej kobiety z przemijającym czasem. Historię opowiada Syn zmagający się z jej odejściem i wspomnieniami.

To studium nie-pamięci, przemijania, poczucia straty nie jest obce nikomu z nas, a w ostatnim roku – gdy wojna i śmierć szaleją tuż za naszym progiem – nabierające wyjątkowo złowrogiego i tragicznego kontekstu.

W scenografii i kostiumach wszechobecne i różnorako wykorzystane są zegary i piasek – symbole Czasu. Potrafią zapełnić całą scenę, nie zostawiając wolnej przestrzeni. Najbardziej jednak poruszały momenty, gdy w odniesieniu do Alicji i jej syna stają się minimalistyczne – ot zwykłe krzesło i kocyk. Były to bowiem chwile tego szczęścia, które najłatwiej znaleźć w prostocie: dziecięcych zabawach z mamą, tańcu – gdyż dziecku nie trzeba wiele. A ponieważ twórcy spektaklu operują kontrastami, natychmiast kontrapunktuje ten scenograficzny ascetyzm Królowa Kier, utożsamiająca nieokiełznany hedonizm niebezpieczny de facto dla wszystkich wokół. W ten sposób na scenie powstają dwa różne światy – prostoty i przepychu. A może też czasu wojennej pustki i pełnego dostatku pokoju?

Demiurgiem spektaklu – tak jak i życia – jest Czas. Podlega mu nawet demoniczna Królowa, gdyż Pan Czas, gdy zaprasza do danse macabre, nie ma względu ani na stanowiska, ani na osoby. W części drugiej Królowa nie ma już błyszczącej karmazynowej sukni ani czerwonych włosów. Jest w szpitalnym stroju i boso. Opatulona krwawą purpurą kurtyny, przejmująco wykonuje ostatnią pieśń. Swą koronę – symbol bezgranicznej władzy – pozostawia i odchodzi. Aria to jej łabędzi śpiew. Poza nim jest już tylko śmierć.

Atmosferę podkreślają światła, szczególnie istotne podczas scen wieczornych i podwodnych, oraz choreografia, gdyż dzięki układom tanecznym udało się uniknąć chaosu podczas scen zbiorowych, a sceny matki z synem są pełne należącej tylko do nich bliskości i intymności.

„Alicji kraina czarów” to sztuka muzyczna. Piosenki, dla mnie miejscami zbyt długie, nadają jednak całości dobry rytm. Muzyka, operująca szerokim wachlarzem stylów, tonacji i instrumentów, grana jest przez Orkiestrę Szalonych Kapeluszników na żywo, co przenosi spektakl na wyższy poziom.

Alicja, na oczach widowni, scena na sceną, odchodzi do „innej” krainy czarów. Nie jest to jednak kraina niepamięci – Alicja żyje we wspomnieniach Syna. Żyje w nim samym, w przekazanej mu otwartości na innych, miłości, dobroci.

Szalony Kapelusznik twierdził, że z Czasem, a raczej Panem Czasem, można się zaprzyjaźnić. Może wtedy strata – przede wszystkim kogoś, nie czegoś – jest lżejsza?

Kapelusznik jednak sam z Czasem się pokłócił. A było to – jak sam powiedział – „zeszłego marca”. Czemu było to ważne? Czy dlatego, że właśnie w marcu 2022 zbombardowany został teatr w ukraińskim Mariupolu, w którym chroniły się również dzieci? Ta zbrodnia wojenna rosyjskich agresorów spowodowała śmierć około trzystu osób – zatem ta dokładność Kapelusznika jest znakiem, że wszystkie słowa, gesty i rekwizyty spektaklu powinny być odczytywane z ogromną uwagą. Czajnik i jego ulotna para symbolizująca przemijanie – przeciągły, nieprzyjemny gwizd czajnika brzmi jak alarm przeciwlotniczy. W tym też momencie, w wieku 13 lat – jak mówi Syn – skończyło się jego dzieciństwo, a więc nastąpiła katastrofa. Para unosi się jak dym wysadzonego budynku, odchodzącego w niepamięć…

Tematyka utraty bliskich, tęsknoty, wspomnień a nawet i traumy. Czy nie jest codziennością dla Ukraińców? A czy my pamiętamy o ofiarach wojny? Może sama inwazja zaginęła w odmętach naszej niepamięci, spowszedniała przez media, nie mobilizuje nas do działania? Wystarczyłoby coś tak prozaicznego jak rozlewanie zupy – tak jak robi syn Alicji. Nie znamy jego imienia – jest personifikacją tysięcy dzieci, które utraciły bliskich i swoje dzieciństwo. A dla nich może warto się postarać…

Zagadkowym rekwizytem, co chwila pojawiającym się na scenie, jest pomarańcza. Podawana z rąk do rąk, rzucająca się w oczy. To owoc jasności i słodyczy, to radość, życie i światło. A może i kwintesencja tożsamości Alicji, która ten owoc przekazuje dalej i dzieli się nim z zagubionym Jelonkiem?

Właśnie tak – dzieląc się sobą – nie zostaniemy zapomniani… Mnie symbol ten przywodzi na myśl Pomarańczową Rewolucję i film ukraińskiej reżyserki Iryny Cylik pt. Ziemia jest niebieska jak pomarańcza (2020), opowiadający historię ukraińskiej rodziny z Donbasu. Prawdopodobnie jest to zbieżność niezamierzona – bo kto, poza szczególnymi przypadkami, interesuje się kinematografią ukraińską?

Sławomir Narloch wykazał się wrażliwością na aktualne potrzeby społeczne. Potrafi wyjść z punktu widzenia dziecka i rozrysować głęboki problem psychologiczno-społeczny przechodzący i na dorosłych. Za zasłoną baśniowego, kolorowego świata Krainy Czarów przedstawił wnętrze zranionego człowieka, pełnego tęsknoty za bliską osobą. Dał też receptę na uratowanie jej od niepamięci.

Spektakl żegnały głośne owacje. Trudno się temu dziwić. Alicja – a obok niej Królowa Kier – porusza w widzu najgłębsze warstwy emocji, jakie zawsze budzi w nas, objawiamy to czy nie, przemijanie. Alicji co prawda zbyt szybko zabrakło dynamizmu, a choć deficyt ten w późniejszych scenach okazał się celowy, być może jednak przyszedł zbyt wcześnie. Przekonujący w swej samotności, tęsknocie i lęku był Syn. Nie da się zapomnieć Elsie, Jelonka, Rycerza, ani komizmu Komara, który zawsze wywoływał żywą reakcję sali.

Nikt nie wie, ile Czasu mu pozostało. Przesłaniem spektaklu jest potrzeba jego szanowania. Może czasem czujemy się otoczeni przez Orkiestrę Szalonych Kapeluszników, ważne jednak, aby przejść do kolejnej sceny, w której w ciszy rozgrywa się to, co najważniejsze. To, co zostanie w nas na zawsze i co warto – a nawet trzeba – przekazać dalej, by nie odejść naprawdę.

Martyna Szoja

Alicji Kraina Czarów” – sztuka oparta na motywach Przygód Alicji w Krainie Czarów (1865) oraz O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra (1871) Lewisa Carrolla w przekładzie Macieja Słomczyńskiego.

Reżyseria, adaptacja i teksty piosenek: Sławomir Narloch; scenografia, i kostiumy: Martyna Kander; muzyka: Jakub Gawlik; choreografia: Anna Hop; przygotowanie wokalne: Magdalena Czuba; reżyseria światła: Karolina Gębska.

Występowali: Ewa Konstancja Bułhak (Alicja), Cezary Kosiński (Syn), Paweł Paprocki (Szalony Kapelusznik), Anna Lobedan (Królowa Kier, Flaming, Chórzystka), Hubert Paszkiewicz (Król Kier, Flaming, Chórzysta), Oskar Hamerski (Niby Żółw, Dwójka, Flaming, Chórzysta Królowej Kier), Bartłomiej Bobrowski (Gryf, Flaming, Chórzysta Królowej Kier), Paulina Szostak (Elsie, Dziesiątka, Flaming), Henryk Simon (Rycerz, Szóstka, Flaming, Chórzysta Królowej Kier), Kacper Matula (Jelonek, Siódemka, Flaming, Chórzysta Królowej Kier), Grzegorz Kwiecień (Humpty Dumpty, Flaming, Chórzysta Królowej Kier), Robert Czerwiński (Komar, Ósemka, Flaming, Chórzysta Królowej Kier), Jakub Gawlik (Pan Gąsienica, Chórzysta Królowej Kier), Piotr Piksa (Śpiewak Królowej Kier, Piątka, Flaming), Magdalena Czuba (Śpiewaczka Królowej Kier, Flaming ), Kamil Mrożek (Jeż, Flaming, Chórzysta Królowej Kier) i dzieci.

Orkiestra Szalonych Kapeluszników: Angela Gołaszewska-Dziołak i Aleksander Zwierz – skrzypce, Krystyna Wiśniewska i Antoni Wrona – wiolonczela, Konrad Gzik i Jakub Wydrzyński – saksofony i flet, Maciej Kozioł i Michał Zuń – kontrabas, Michał Bator i Jarema Jarosiński – perkusja, Paweł Paprocki (Szalony Kapelusznik) – instrumenty klawiszowe, Kacper Matula (Jelonek) – gitary, guitalele, Jakub Gawlik (Pan Gąsienica) – akordeon oraz Henryk Simon (Rycerz) – instrumenty perkusyjne.

Premiera: 4 marca 2023, Teatr Narodowy w Warszawie

Martyna Szoja jest finalistką IX edycji Konkursu na recenzję teatralną im. Andrzeja Żurowskiego – tym tekstem debiutuje w „Yoricku”.

[Fot. Maria Arkientsztejn/ Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.