31 marca zmarła w wieku 83 lat Asja Łamtiugina, urodzona w Grodnie, aktorka, poetka, malarka, dramaturżka, reżyserka, autorka tekstów piosenek. Była żona Edwarda Lubaszenki i Mama Olafa Lubaszenki (oboje na zdjęciu)
Była niespokojnym duchem. Jako aktorka teatralna debiutowała w 1964 roku na scenie Teatru im. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim, u Tadeusza Byrskiego w sztuce Kornela Filipowicza „Pamiętnik antybohatera”. W 1966 grała w Teatrze Ziemi Opolskiej, w teatrach wrocławskich – Rozmaitości i Współczesnym, występowała w Jeleniej Górze, Białymstoku, Koszalinie, Warszawie, Grudziądzu, Szczecinie. W 1995 roku debiutowała jako reżyserka, wystawiając w teatrze kieleckim własną sztukę pod tytułem „Pies”.
Pamiętam jak zachwyciłem się jej adaptacją „Zbrodni i kary” graną pt. „Maligna”. Spektakl przygotowała we współpracy z niezależną grupą teatralną Dzień Śmierci Mozarta, której założycielka Nina Czerkies wcieliła się w rolę Soni. Świetnym Raskolnikowem był Borys Jaźnicki. W roli Porfirego wystąpił Cezary Nowak. Sztuka grana była w podziemiach Bazyliki na Kawęczyńskiej. Moja recenzja tego niezwyklego spektaklu granego z potrzeby serca, bez sponsorów w ascetycznej scenerii klasztornych podziemi nosiła tytuł „W kręgu zła” i kończyła się następującą dygresją „Dobrze, że są jeszcze artyści, dla których teatr jest rodzajem misji i posłannictwa, a sceniczna prawda nie musi być podparta przez efektowne gadżety. Tacy właśnie stworzyli ten piękny, szlachetny i mądry spektakl.”.
Po tej recenzji pani Asja nie kryjąc wzruszenia przysłała mi do redakcji swój tomik poezji wraz z piękną dedykacją. Jako aktorka miała poczucie niespełnienia stąd reżyseria, malarstwo, pisanie wierszy, tekstów piosenek. Pojawiła się też w wielu filmach. „Meta”, „Awans” „Wielkanoc” , „Blizna” , „Adopcja”, „Życie za życie. Maksymilian Kolbe”, „Sztos”, „Pan Tadeusz”, „Chłopaki nie płaczą”, a także serialach telewizyjnych: „Czterej pancerni i pies”, „Odejścia i powroty” , „Pogranicze w ogniu”, „M jak miłość”. W 1992 roku ukazała się jej książka „Spowiedź kochanki”.
Jan Bończa Szabłowski
[Fot. Facebook]
