Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

W POGONI ZA FARSĄ

Złapałam ją. Trzymam w garści. Widzę, jakie ma kolorowe upierzenie. Choć nie poraża siłą materii literackiej, ale tętni żywiołowym śmiechem. Czyli jest zdrowy farsz, co dla gatunku kluczowe. Bowiem farsa bez krwioobiegu organicznego żartu może tylko wegetować. Tymczasem ten osobnik, choć stuknęło mu wiele przedstawień, wciąż tryska energią i uwodzi publiczność.

Premiera Umrzeć ze śmiechu Paula Elliotta odbyła się w Teatrze Kwadrat 11 wrześna 2021. Obejrzałam spektakl kilka tygodni temu. Żadnego wolnego miejsca i wszechobecny, powiedziałabym, wyjątkowo ciepły uśmiech.

Dialogi, mimo wartkiego przekładu Bogusławy Plisz-Góral, bardziej na trzy niż cztery nogi. Akcja sprowadzona do anegdotki. A jednak narracyjny porządek czuje bluesa, trafnie rozpoznając wspólnotę zabawy. Niechże więc autor odsłoni farsowe instrumentarium. Paul Elliott – Złota Rączka komediowego krawiectwa. Amerykański self-made man. Aktor, reżyser, scenarzysta, producent, dramatopisarz. Czyli droga via praktyka, via sceniczna postać i konkret świata przedstawianego. Podróż ścieżką organicznej interakcji scena-widownia.

Bo właśnie na planie roli wykluwa się Elliottowskie tworzywo farsowych gier oraz gierek. Gdy słowo się kurczy, pozawerbalny przekaz niesie soczyste żartobliwe tonacje. Fakt, że autor słyszy i widzi zwłaszcza komizm sytuacyjny szybko dostrzegli widzowie i odnotowali krytycy. Wśród szczególnie wyróżnionych tytułów są: Ledge, Ledger and the Legend oraz Exit Laughing.

Ten drugi tekst jako Umrzeć ze śmiechu zawędrował do nas, odwiedzając m.in. Zieloną Górę i Łódź. Już prapremiera – Springfield Little Theatre – była ogromnym kasowym sukcesem. Można uznać, iż zręczny farsowy ścieg oraz sprawny inscenizatorski klucz zwyciężył mielizny literackie. Że stąd frekwencja to oczywiste. Ale kryje się tu również inna, już wcale nie-oczywista, perspektywa wzruszenia. Rejon przyjaźni, tęsknoty. Chwycona w nieporadnym uścisku śmierć. Kulawa nadzieja, migotliwy odblask dobrego jutra…

Wśród takich takich barw usytuował komedię reżyser Andrzej Nejman. Rozkręcany farsowy chichot obok zawieszonego pytania. Zabawna dosłowność obok przemycanego serio. Duszna aura Południa, zręczny w cytowanym werystycznym szczególe wystrój salonu (scenografia Wojciech Stefaniak). Trwały zapaszek sąsiedzkiego wścibstwa.

No i co? No i wspaniałe aktorskie Trio, które scala i dowcipas, i żatrobliwy skrót, i groteskowe salto, i setymentalno-nostalgiczny nawias. Wszystko w znakomitym warsztatowym przymierzu oraz w serii wizerunkowych zbliżeń: Lena Ewy Wencel, Connie Lucyny Malec, Millie Hanny Śleszyńskiej.

Alkoholowy zawrót głowy Leny ekspresyjną dezynwolturą uzbraja każdy detal rzucanych oraz przerzucanych kwestii. Bezład wedle miary smaku i rytmu niby mimowoli okrąża życiowe zadry bohaterki. Aktorstwo bez taryfy ulgowej na chwyt. Rola Ewy Wencel została ukształtowana wprost i pomiędzy. Cóż, tak pracują tylko wirtuozi!

Gdy Lena strzela serią paroksyzmów, Connie Lucyny Malec obarcza nadwaga gadulstwa. Słowa się turlają wte i wewte. Rzecz groziła nudą, a urodził się pełnokrwisty konterfekt, gdzie soczysta prawda goni soczysty dowcip. Samotne macierzyństwo, córka studentka, kres marzeń o karierze filmowej. Szaro-bury horyzont oraz… farsowa woltyżerka. Artystyczny miszmasz tworzony na szlakach komizmu i pod rygorem starannie dawkowanych realistycznych odniesień.

Dwie kobiety-petardy już wystartowały. Teraz opóźniony zapłon i … armagedon. Millie Hanny Śleszyńskiej. Pełnia farsy. Cudownie obecna naiwność, karykaturalnie wyostrzony kontur. Z wdziękiem podjęty trop absurdu, który prowadzi do skradzionych prochów – bliskiej sercu wszytkich bohaterek – Mary.

Dokąd, którędy, w jakim celu zmierza temat urny zostawiam Państwu. Nota bene zagadkowe salto dobrze służy farsowej metamorfozie Powiem tylko, że całe szaleństwo uzasadnia miłosny wątek córki Connie Rachel (Olga Kalicka) – Boby (Michał Lewandowski). Ona krytycznie, a też rozważnie i uważnie komentuje farsowe odsłony pogrzebu Mary. On przekonywująco tłumaczy udział w maskaradzie faktem studenckiej mizerii.

Farsą doprawione zakręty i wykręty spotykają się w punkcie tańca. Choreografia Aleksandry Wojtanowicz Piętowskiej zaproponowała plastyczną formę. I pofruneło. Tanecznego układu strzeże Boby, ale fantazja, otwarcie jest po stronie Aktorskiej Trójki. Powiem krótko. Wencel szybuje, Malec odlatuje, Śleszyńska grawituje. A dookoła wybrzmiewa śmiech pospołu ze wzruszeniem. Brawo!

Jagoda Opalińska

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.