Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Bóg statystyczny

Nie śmiałbym, oczywiście, merytorycznie polemizować z profesorem Markiem Abramowiczem (ur. 1945), astrofizykiem z Uniwersytetu w Göteborgu i w Centrum Kopernika w Warszawie i w ogóle nie zabierałbym głosu w tej sprawie, bo rozważania na temat istnienia lub nieistnienia Boga dotyczą podstawowej kwestii, którą dotąd uważałem za fundament wiary – a ta, po pierwsze, jest według mnie sprawą osobistą i poniekąd intymną, a po drugie – przyzwyczaiłem się na wiarę i wiedzę patrzeć niejako oddzielnie. Jedna nie wyklucza drugiej, ale pozostają w różnych obszarach penetracji umysłowej człowieka. Sądziłem, co prawda, że jeśli wiedza może wspierać kwestie wiary, to wiara nie powinna stanowić argumentu w polemikach naukowych. I tak, zasadniczo rzecz biorąc, stawia też sprawę profesor Abramowicz w swoim głośnym artykule w świątecznej „Wyborczej”. Niemniej jednak, kiedy w swoim wywodzie o tym, że nauka współczesna – w przeciwieństwie do tej z XIX wieku – absolutnie nie wyklucza obecności Boga w procesie powstawania i istnienia Wszechświata wspiera się zdaniami, negatywnie oceniającymi nie poglądy, ale osobowości ewentualnych przeciwników – budzi to mój sprzeciw:

Fizyka nigdy, żadnym argumentem nie wykluczyła możliwości Bożej egzystencji, toteż żaden z solidnych fizyków deklarujących się jako ateista nie twierdzi, iż współczesna nauka dowiodła nieistnienia Boga. Rzeczy mają się tak: stwierdzenie „Boga nie ma” jest fundamentem ateizmu – poważnego, godnego szacunku światopoglądu o starożytnej proweniencji, wyznawanego także przez niektórych najprzenikliwszych myślicieli w dziejach. Można się z nim zgadzać lub nie. Natomiast stwierdzenie „odkrycia współczesnej fizyki sugerują, a nawet dowodzą, że Boga nie ma” jest hucpiarską bzdurą.

Dlaczego ludzie rozsądni i bardzo kompetentni w innych niż fizyka dziedzinach gotowi są publicznie głosić tę modną bzdurę? Dlaczego nie są świadomi, że robią z siebie komicznie napuszonych bufonów? Pouczając bowiem innych, i to na ogół tonem wyniosłej arogancji, o jakoby dowiedzionym przez naukę nieistnieniu Boga, nie dostrzegają, że w najbardziej podstawowym sensie jest dokładnie przeciwnie: fizyka nie dowiodła ani nieistnienia, ani istnienia Boga, ale jej monumentalne odkrycia XX i XXI wieku całkiem zasadnie zmuszają, aby się nad kwestią pozamaterialnych aspektów rzeczywistości wnikliwie zastanawiać.

Nie czuję się na tyle kompetentny, żeby dołączać do chóru głoszącego tę modną, a nawet hucpiarską bzdurę i bardzo bym nie chciał robić z siebie komicznie napuszonego bufona, pozwolę sobie jednak zauważyć, że istnienie pozamaterialnych aspektów rzeczywistości nie dowodzi niczego o Bogu, tylko pokazuje jaka złożona jest natura owej rzeczywistości. Z tej opinii wynikałoby bowiem zdanie raczej mało naukowe: oto sam fakt, że ateiści dysponują umysłem i świadomością negującymi istnienie Boga, świadczy o istnieniu niematerialnej rzeczywistości, ergo Boga. Wywód co najmniej wątpliwy.

Profesor Abramowicz informuje nas o tym, że laureat Nagrody Nobla Roger Penrose (koniecznie: Sir Roger Penrose), deklaruje się jako agnostyk, ale na pewno nie jako ateista – a kilka lat temu pracując nad pewnym trudnym rachunkiem, zamknął się wraz ze współpracownikami w klasztorze w Czerwińsku. Niewątpliwie przybliżyło to go do Boga, który zapewne w klasztorze mógł łatwiej przybliżyć się do Penrose’a niż poza nim. W dodatku, pisze Marek Abramowicz, wykład jednego ze współpracowników Penrose’a – profesora Krzysztofa Meissnera pt. Fizyka a wiara, obejrzało na YouTubie 1,2 miliona widzów. Niewątpliwie, dzięki temu pozycja Pana Boga, a nawet Rogera Penrose’a, nie mówiąc już o profesorze Meissnerze, nieustraszonym obrońcy dobrego imienia papieża Jana Pawła II, została bardzo wzmocniona.

Argumenty ilościowe są w nauce niewątpliwie ważne, choć mogą stanowić broń obosieczną: liczba osób, które nie obejrzały wykładów na YouTube jest większa niż tych, które obejrzały – ale jeśli czegoś to dowodzi, to tylko niewielkiej popularności YouTube’a w stosunku do ogólnej liczby internautów, a w dodatku – rozmaitego rozkładu zainteresowań wśród użytkowników tego medium. Właśnie na Facebooku otworzyła mi się tzw. rolka, krótki filmik, ukazujący, jak dzisiaj wygląda Brigitte Bardot. Obejrzało go 3,1 mln widzów, mimo że BB na FB wygląda koszmarnie. Złośliwie otwieram na YT utwór Imagine Johna Lennona, który mawiał, że Beatlesi są popularniejsi od Jezusa Chrystusa. Piosenkę, w której zachęca się słuchaczy: imagine there’s no heaven (…) and no religion, too, obejrzało – statystyka sprzed 6 lat – 272 miliony osób. Ile z nich podziela pacyfistyczny i areligijny punkt widzenia Lennona, a ile go zań krytykuje? Pojęcia nie mam.

Statystyka, a nawet poniekąd demokracja wśród naukowców – zdaniem profesora Abramowicza – także stawia obecność Boga w naszym materialnym świecie w ważnym miejscu. Oto w listopadzie tego roku profesor miał w Uppsali standardowy wykład seminaryjny dla studentów, po zakończeniu którego zarządził wśród obecnych głosowanie nad pytaniem:

Czy twoim zdaniem istnieją poważne powody na to, by uznać, że Bóg istnieje? Odpowiedzi „tak” było 56, prawie trzykrotnie więcej niż „nie” – tych było tylko 20. Wynik na pozór zaskakujący, ponieważ Szwedzi są powszechnie uważani za społeczeństwo bardzo zlaicyzowane. Ale ja nie byłem zaskoczony: wszyscy głosujący należeli do wykształconych elit, a wielu było fizykami z solidnego uniwersytetu: Uppsala zajmuje 78. miejsce na liście szanghajskiej.

Fascynujące. Do dowodów na istnienie Boga, przedstawionych przez Tomasza z Akwinu, Anzelma z Canterbury, Kartezjusza czy Kanta doszedł jeszcze jeden: dowód przez głosowanie wśród fizyków z solidnego uniwersytetu.

Wśród poważniejszych argumentów profesor Abramowicz przywołuje to, że wszechświat nie jest wieczny, powstał ok. 13,8 miliarda lat temu, a zatem i materia nie jest wieczna, czyli ktoś musiał ten cały interes wprawić w ruch. Być może materia nie jest wieczna, ale wieczna jest kombinacja materii i energii, zawarta we wzorze E=mc2. Autor tego wzoru, Albert Einstein, według Marka Abramowicza, wierzył w Boga szczerze i głęboko, choć uważał, że po stworzeniu świata Bóg już dalej się nim nie zajmował i nie zajmuje. Pytania, kto stworzył Boga – ani Einstein, ani profesor Abramowicz nie stawiają. Zapewne dlatego, że Bóg jest wieczny, a stworzona przezeń materia nie. O sensie stwarzania czegoś tak nietrwałego jak materia, i to przy stałym wzroście entropii autor nie mówi.

Kolejny dowód na celowy akt stworzenia to tzw. zasada antropiczna: podstawowe stałe elementy fizyki – grawitacja, prędkość światła, stosunek siły elektrostatycznej do grawitacji itp. – muszą być takie, jakie są, bo inaczej nie powstałoby życie, a tym samym – nie pojawiłyby się istoty, zdolne do badania tych elementów, czyli obserwatorzy, czyli my. A zatem sugeruje to istnienie regulacji nadrzędnej – Boga – bo inaczej by nas nie było. Zapewne jest to jakaś podstawa do dyskusji, ale dyskutowane to może być także z innego punktu widzenia: wystarczy przenieść się myślą daleko poza Ziemię, by stwierdzić, że tam gdzieś, hen w Kosmosie, prawa fizyki nadal istnieją i działają, tylko nie doprowadziły do zaistnienia ludzkiego obserwatora. A i u nas, na ziemi, zasada antropiczna poskutkowała stworzeniem mojego psa, choć bardzo wątpię, czy obserwuje on rzeczywistość z taką uwagą, jak profesorowie fizyki, a już na pewno nie czyta ich artykułów. I – choć to zabrzmi smutno – niewykluczone jest, że jesteśmy jako najważniejszy jak dotąd gatunek rozumny raczej wyjątkiem, niż regułą, raczej aberracją niż zasadą, raczej pomijalnym w obliczeniach wybrykiem ewolucji niż królem stworzenia. Przestrzeń bez życia organicznego jest z pewnością dominująca, jeśli nie prawie jedyna w Kosmosie. I do tej naszej zmarszczki na gładkiej powierzchni wszechoceanu mamy powoływać Boga, by dał początek tak nieistotnemu bytowi, a przy okazji całemu niezmierzonemu Kosmosowi, który nie potrafi Mu wyrazić swojej wdzięczności, nie szuka w Nim ostoi w chwilach trudnych, nie stawia Mu kościołów i nie uważa Jego urzędników za najważniejszych ludzi na świecie? Czyż to nie jest nierentowna inwestycja?

Niewykluczone jednak, że zasada antropiczna rozumiana jako podstawa do powstania materii ożywionej działa w całym wszechświecie tak, że koniec końców doprowadza do tego, że gdzieś, kiedyś pojawi się osobnik rozumny, skłonny do autorefleksji. Ale czy będzie to człowiek? Czy ewolucja zawsze musi doprowadzić do powstania kogoś, kto wziąwszy w dłonie czaszkę Yoricka zacznie snuć rozważania na temat bytu rozumnego, zdeterminowanego przez narodziny, rozwój i śmierć? Cóż: nazwa zasady antropicznej zakłada, że tak: anthropos po grecku znaczy człowiek. Marsjanin z Wojny światów, solaryjski myślący ocean czy ósmy pasażer Nostromo z pewnością ludźmi nie są… Może dlatego nie istnieją?

Profesor Abramowicz powołuje jeszcze jeden naukowy może nie dowód, ale przesłankę, której obecność wywołuje Boga zza kulis wszechświatowego teatru. Jest to zjawisko splątania kwantowego i teleportacji cząstek elementarnych, które na pozór stoi w sprzeczności z zasadami materializmu: cząstki, a nawet zespoły cząstek, pozostające w stanie splątania kwantowego (np. w 2011 roku dwa milimetrowe diamenty) reagują na zmiany w jednym z elementów natychmiastowymi zmianami w elemencie drugim, bez względu na dzielącą je odległość. Natychmiastowymi – to znaczy nie ograniczanymi przez jedną z fundamentalnych stałych fizycznych, jaką jest prędkość światła. Autor omawianego artykułu interpretuje te zjawiska jako zależne od naszej wolnej woli i naszej świadomości, obu autonomicznych względem świata materii. Jak niematerialne – to raczej metafizyczne niż fizyczne, a jak metafizyczne – to boskie. Hiperbola umysłowa co najmniej zbytnio uproszczona, bo metafizyka to nie jest pojęcie związane z religią, czy nawet z życiem duchowym. Jest to dziedzina filozofii, zajmująca się istotą i przyczynami bytu.

Co wprawia w ruch mechanizm splątania kwantowego? Bóg raczy wiedzieć – powiedzielibyśmy metaforycznie. Ale czy jeśli nie rozumiemy jakiegoś zjawiska, zawsze musimy rzucać sobie boskie koło ratunkowe? Zapewne kiedyś tak było. Dlaczego słońce wschodzi i zachodzi? Bo bóg Re żegluje po niebie przez dzień, w nocy przepływa z powrotem przez podziemny ocean, a rano pojawia się niejako suchą stopą z powrotem na niebie. Dlaczego uderza piorun? Bo bóg Zeus się wkurzył i rzucił. Dlaczego gołąb narobił Hiobowi na oczy, a nas spotkał kataklizm związany z opanowaniem kraju przez jedną partię polityczną? Widocznie Bóg chciał nas – i Hioba, i Polaków, wypróbować w ciężkim doświadczeniu. Ale kiedyś astronomia wyjaśniła kwestię ruchu słońca na niebie, meteorologia i fizyka wytłumaczyła, czym są pioruny, a Hiob wrócił do dobrostanu. Polacy jeszcze czekają.

Nauka sprzężona z cierpliwością objaśnią kiedyś opisane przez profesora Abramowicza zjawiska, a na razie nie pozostaje nam nic innego, jak pokładanie ufności w dalszym rozwoju nauki, która z czasem odkryje nam wiele tajemnic. Niewykluczone jednak, że ceną za to będzie pojawienie się tajemnic nowych, o których istnieniu na razie jeszcze nie wiemy.

Co do mnie, nadal największą tajemnicą dla mnie jest to, czy stojący za mną przed otwartymi drzwiami lodówki pies usiłuje splątać się ze mną kwantowo nakłaniając mnie do wyjęcia i ofiarowania mu kawałka kiełbasy, czy w ogóle dysponuje samoświadomością pozwalającą mu odczuwać swoje pragnienia nie jako instynktowny kiełbasotropizm, tylko jako ulotną, ale świadomą myśl: to przecież ja, twój przyjaciel, no chyba nie pożałujesz mi tej nędznej śląskiej z szynki, którą zresztą specjalnie kupiłeś dla mnie, tylko droczysz się mówiąc, że będę za gruby. Nie jedz jej sam, nie dawaj kotu sąsiadów, tylko mnie, mnie, mnie

Maciej Pinkwart

26 grudnia 2022

——————————

M. Abramowicz, 56 głosów za Bogiem, „Gazeta Wyborcza” nr 299, 24-26 grudnia 2022, s. 13-15

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.