Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Emilian Kamiński – szalony pasjonat teatru

Zachwycała mnie Jego pasja. Wszystko, czym zajmował się w teatrze albo tak, jak mówił o teatrze przepajała energia, cierpliwa niecierpliwość – bo z jednej strony pragnął, aby jego zamierzania spełniały się natychmiast, a z drugiej strony dobrze wiedział, że tak w życiu się nie zdarza.

Nie zawsze spektakle w Kamienicy wprawiały mnie w dobry nastrój, ale nigdy nie straciłem podziwu dla tej pasji i wewnętrznego motoru, który ją napędzał. Teatr Kamienica był jego ukochanym dzieckiem.

A przecież wcale nie musiał tego robić – był wziętym, lubianym aktorem. Z cenioną kartą opozycyjną. Niezależnym w wyborach, czasem nawet kategorycznym. A przy tym podatnym na rady innych. Pamiętam, jak przed narodzinami Kamienicy spotykał się z dziesiątkami osób, badając, czego by oczekiwali od nowego teatru, który miał się stać teatrem prawdziwie warszawskim, przyjaznym dla ludzi. I mnie się zdarzyło spędzić z nim kilka godzin na takich rozmowach.

Wiem, widywałem go w kinie czy telewizji, ale zawsze będzie dla mnie człowiekiem teatru. Od czasów studenckich, kiedy na sympozjum młodych artystów Augustowie stawał na głowie (dosłownie) i wyczyniał rozmaite sztuki cyrkowe, aby zauważono, że w teatrze trzeba coś umieć. Zawsze to powtarzał.

Potrafił wiele. Śpiewał doskonale. Ruszał się przednio. Rozśmieszał z rozmachem. A był też wielkim aktorem dramatycznym. Malo kto pamięta jego rolę Howarda w Śmierci komiwojażera w Teatrze Narodowym” (2004, reż. Kazimierz Kutz). To być może najwybitniejsza kreacja Emiliana, może dlatego, że najwięcej emocji w Śmierci komiwojażera budziła zawsze scena rozmowy śmiertelnie zmęczonego komiwojażera z Howardem – oto sterany życiem Willy Loman przychodzi prosić właściciela, syna twórcy przedsiębiorstwa, który ongiś Willy’ego angażował, o pracę na miejscu, w Nowym Jorku. Willy nie ma już sił, aby krążyć od miasta do miasta w poszukiwaniu klientów. To mocna scena, za którą prawica oskarżała ongiś Millera o marksistowskie ciągoty, a lewica o czułostkowy solidaryzm. Kamiński stworzył w tej scenie postać odstręczającą i groźną, za jego uśmiechem zadowolonego głupca czaił się ktoś, który nie zna litości. Ale czy Howard może być inny? Czy wolno mu być innym? Miller nie rozważa takich subtelności, jedynie pokazuje, że słabszy przegrywa, mocniejszy wygrywa, czysty darwinizm. Tę prawdę z przerażeniem odkrywa jego bohater Loman. Wtedy właśnie zostaje mu już jedna rzecz do przehandlowania – własne życie wymienione na polisę. Bez potężnej roli Kamińskiego Janusz Gajos nie mógłby ukazać czeluści pułapki i tragedii, jaka dotyka jego bohatera.

Trudno mi uwierzyć, że Emiliana już nie spotkam , choć w ostatnich latach widywaliśmy się rzadziej, przy okazji premier, a wtedy – zawsze! – z zapałem kreślił podczas pogawędki swoje plany, przekonywał do nowych pomysłów. Szukał wciąż dla nich sojuszników.

Żegnam Cię z prawdziwym smutkiem, Emilianie, cudowny szaleńcu teatru.

Tomasz Miłkowski

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.