Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Pasjonat

Nic tak nie ożywia powieści, jak zaprezentowany na pierwszej stronie trup. Dotyczy to nie tylko kryminałów. Maciej Krupa, prowadzący grudniowe spotkanie autorskie Mariusza Koperskiego, wystawił autorowi wysoką ocenę jego najnowszej powieści pod względem tzw. kryterium pierwszego zdania:

Wieczorem tego dnia, kiedy Mateusz Grandys zabił swego kompana i przyjaciela, matka zrobiła mu znak krzyża na czole i czule go pożegnała, przeczuwając, że nigdy więcej nie ujrzy swego jedynego syna.

Niewątpliwie jest to jedno z najlepszych pierwszych zdań ze wszystkich pięciu powieści Mariusza Koperskiego. Ale mnie jeszcze bardziej podoba się może nie tyle pierwsze zdanie, ile początek powieści Giełda milionerów:

Mężczyzna poszukał wzrokiem kamery. Była tam. Wisiała pod sufitem ukryta w kulistym koszu z przyciemnionego szkła.

Zwykły obrotowy fotel, na którym tamten bezgłośnie się szarpał, próbując się uwolnić, stał mniej więcej na środku biura. Dopiero pchnięcie nożem prosto w serce przyniosło mu ostateczny spokój. Znieruchomiał z głową spuszczoną na piersi. Mężczyzna przyjrzał się swoim dłoniom. Białe gumowe rękawiczki były czerwone od krwi. Co za paskudna robota, pomyślał. Z dużej torby wyjął czystą szmatę.

– Czas tu posprzątać – powiedział do siebie cicho.

Ten wstęp natychmiast mi się skojarzył z początkiem znakomitej powieści Artura Pereza-Reverte Klub Dumas, co może być przykładem intertekstualności – czyli tropów literackich w literaturze – w twórczości Mariusza Koperskiego. Autor jest jednym z niewielu podhalańskich intelektualistów, który swobodnie porusza się wśród klasyki literackiej i twórczo czerpie z niej inspiracje. Liczne takie tropy znajdziemy także w najnowszej jego powieści Pasja Mateusza, którą Wydawnictwo Astraia opublikowało z irytującym (mnie) podtytułem Powieść awanturnicza o góralach. Dlaczego mnie to irytuje? Bo widzę w tym dość przejrzysty chwyt marketingowy: góralszczyzna dobrze się sprzedaje, awanturnictwo górali jest trwale obecne w opinii publicznej, no więc zainteresujemy się tym, co już znamy, a tylko to co już znamy, to według reguły inżyniera Mamonia z Rejsu – lubimy. Tymczasem owa awanturniczość odnosi się nie do górali, a do dzieła, które nawiązuje do popularnej od XVII wieku powieści łotrzykowskiej. Bohaterem Pasji Mateusza, zgodnie z regułami tego gatunku, jest przestępca, który wędruje po świecie najpierw uciekając przed zemstą rodziny zabitego przyjaciela, a potem w poszukiwaniu przygód i miłości. Jest to zarazem świetny i niezbyt częsty w naszej współczesnej literaturze związanej z Tatrami przykład realizmu magicznego, wywodzącego się wprost z inspiracji twórczością Gabriela Garcii Márqueza, czego Koperski bynajmniej się nie wypiera. Usytuowanie dużej części akcji w fantastycznej miejscowości Cwoberk, leżącej wyżej i bardziej w głębi Tatr niż Zakopane to udana próba wykreowania góralskiego Macondo, choć oczywiście fabuła Pasji Mateusza znacznie różni się od Stu lat samotności Márqueza. Początek dzieła (ciągu dalszego, rzecz jasna, nie zdradzę, bo jest to bądź co bądź powieść mocno tajemnicza) kojarzy mi się jeszcze z Kroniką zapowiedzianej śmierci Márqueza, może bardziej w nastroju niż narracji.

Nie jest to kryminał, do których przyzwyczaił nas Mariusz Koperski, ale powieść obyczajowa, nie bez wątków sensacyjnych i romansowych. Poza wszystkim jednak jest to saga rodzinna (Ród Gąsieniców Józefa Kapeniaka był też moją podstawową lekturą!), prowadząca bohaterów przez trzy pokolenia, od drugiej połowy XIX wieku po czasy niemal współczesne. Bohaterami są górale – rodzina Grandysów i Chramów (czemu, jeśli ci pierwsi mają nazwisko autentycznie istniejące na Podhalu, to ci drudzy występują pod pseudonimem? Strach ruszać ród Chramców, których przedstawiciel tronuje przed zakopiańskim Urzędem Miejskim?), ale w ich życiowych perypetiach co i raz spotykają się z ważnymi postaciami Zakopanego, Polski, Europy. Jednym z ciekawszych epizodów jest opowieść o benedyktyńskim klasztorze w szwajcarskim Mariafelsen koło Bazylei, dokąd los zawiódł kilku bohaterów, którzy przypadkiem zaplątali się w europejską historię, co autorowi dało asumpt do przedstawienia galerii postaci niemal równie intrygujących jak te, które brat Wilhelm z Baskerville spotkał w średniowiecznym klasztorze, opisanym przez Umberto Eco w Imieniu róży. Ale przygoda klasztorna bohaterów Koperskiego jest ciekawsza, bo oscylująca między wojną, miłością i nienawiścią.

Urzekły mnie w tej książce kapitalnie napisane sceny erotyczne oraz – będące ich następstwem – marzenia i motywacje, przekształcające życie głównego bohatera. No i, oczywiście, doszukiwanie się w fantazjach autora wątków wywodzących się zarówno z zakopiańskiej historii, jak i z zakopiańskiego mitu. W końcu, choć mamy do czynienia z magią, to jednak jest w niej sporo realizmu. Toteż wcale się nie zdziwiłem, gdy na kartach powieści pojawił się młodzieniec o imieniu Stanisław, a właściwie: Staś, zajmujący się malarstwem, filozofią, pisarstwem i teorią sztuki… Cóż, ów Staś w rzeczywistości był także autorem powieści, w której zaprowadził czytelników do Zarytego, tego wyrostka robaczkowego kiszki ślepej całego kraju

Książkę czyta się świetnie: rok temu dostałem od autora jej tekst i przeczytałem go jednym tchem. Dziś, gdy powieść jest już wydana, wracam do niej z przyjemnością i odnajduję kolejne smaczki, które przegapiłem za pierwszym razem. Warto rzecz czytać staranniej, niż ja to zrobiłem przed rokiem, bo wtedy dostrzegłem w niej tylko (aż?) ciekawą fabułę i doskonałą narrację. Tymczasem autor dość swobodnie halsuje po morzach czasu, przestrzeni i osobowości, zmuszając widza do nieustannej uwagi, a niekiedy wystawiając jego pamięć na poważne próby.

Z czystym sumieniem ją rekomenduję i zapewniam, że przysporzy czytelnikom wiele radości i obdaruje ich miłym przekonaniem, że oto obcujemy z dobrą, ciekawą i profesjonalnie skonstruowaną tajemnicą, będącą kolejnym fragmentem legendy Tatr i mitu Zakopanego.

Pierwsza prezentacja najnowszej powieści Mariusza Koperskiego odbyła się 16 grudnia 2022 r. w zakopiańskiej kawiarni Kmicic wobec dość tłumnie przybyłej publiczności, wśród której dało się zauważyć kilkoro nauczycieli, przewodników tatrzańskich, członków rodziny autora, przedstawicieli Tatrzańskiej Izby Gospodarczej oraz współpracowników – m.in. autorkę projektu okładki Annę Schumacher oraz znaną krytyczkę Beatę Słamę, w stopce książki przedstawioną jako korektorka, ale będącą – według słów autora – także redaktorką tekstu. Tradycyjnie na spotkaniu literackim nie było przedstawicieli władz Zakopanego, którzy zapewne oszczędzają swoją kondycję kulturalną na zbliżający się Sylwester Marzeń. Był zaś prezydent Sopotu Jacek Karnowski, ale tylko na początku: przywitał się z kilkoma osobami, zrobił sobie z autorem selfie i zaopatrzony w Pasję Mateusza zniknął zaraz po oficjalnym rozpoczęciu spotkania. A może tylko ukrył się w jakimś kątku kawiarni.

Mariusz Koperski, cierpliwie i bez irytacji pokonując buntujące się nagłośnienie, opowiedział m.in. o sposobie pracy nad książką i o obecnych w niej wątkach osobistych. Jednym z ważniejszych jest opisana w Pasji scena, w której młodzi chłopcy, Mateusz Grandys i Leon Chram znajdują gdzieś porzucony metalowy krzyż, który dla hecy przybijają do drzewa. Po jakimś czasie zauważają to ludzie, uznają za cudowny znak Opatrzności i budują przy drzewie kapliczkę, która po latach przekształca się w piękny drewniany kościół, a może nawet staje się obiektem nowo-religijnego kultu. To wydarzenie wzięte z życia: w rodzinnym Piotrkowie Trybunalskim młodziutki Mariusz z kolegą znaleźli krzyżyk… Dziś jest tam kapliczka, ludzie składają tam kwiaty i modlą się. A porzucona niegdyś przez kogoś pasyjka trafiła na ołtarz i jest już symbolem symbolu.

Wieś Cwoberk, która nigdy nie istniała, ale mogła istnieć – zniknęła i została zapomniana, a wraz z nią pamięć o ludziach, którzy tam mieszkali, choć nigdy nie istnieli. Ale mogli istnieć, a może istnieli gdzie indziej i pod innymi nazwiskami.

Świetne podsumowanie autora, które odkryłem dopiero teraz i zapamiętuję, jako coś bardzo mi bliskiego:

Zapomną także o nas. Zapomną na pewno. Już jutro.

Chyba, że… Pewnego dnia ktoś odnajdzie jakiś ślad przeszłości. Może to będzie żelazny krzyż, prosty, nie wyjątkowy. Może przybije go do jakiegoś drzewa i da początek nowej historii. Kto wie, może tak będzie. To już by było coś. Cokolwiek.

Maciej Pinkwart

————————————

M. Koperski, Pasja Mateusza, Wydawnictwo Astraia, Kraków 2022, 300 stron. Okładka miękka, na okładce grafika Anny Schumacher Pasja Mateusza.

Relację streamingową ze spotkania prowadził portal Beaty i Jarosława Jastrzębskich „Kultura Podhala”. Można ją obejrzeć tutaj:

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.