Z Moniką Strzępką, reżyserką, od 1 września 2022 dyrektorką Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy rozmawia Tomasz Miłkowski – na razie fragment na apetryt w Dniu Kobiet, a wkrótce całość:
Po premierze pani spektaklu z tekstem Pawła Demirskiego „W imię Jakuba S.” w stołecznym Teatrze Dramatycznym (2012) swoją recenzję zatytułowałem: „Szela jest już w Jankach”. Teraz naszą rozmowę muszę zacząć od stwierdzenia: „Szela jest już na placu Defilad”. Będzie rzeź?
Nie będzie rzezi, bo Szela jest kobietą. Kobiety nie są ani przemocowe, ani odwetowe To nie kobiety wywołują wojny. Do Dramatycznego idziemy dużym, żeńskim stadem i to wywołuje pewne lęki, że w ogóle facetów nie dopuścimy. Feministyczna instytucja kultury, którą chcemy stworzyć w Teatrze Dramatycznym, będzie ośrodkiem budowanym wokół wartości kulturowo kojarzonych z kobiecością. Czyli z troską, z solidarnością, współpracą, a nie konkurencją. Nie z hierarchią, nie z tym, co pionowe, ale z budowaniem wspólnoty. Tak więc nie będzie rzezi. Będzie empatia, troska i współpraca.
Kiedy zaczynałam przygodę z konkursem, od bardzo niewielu osób usłyszałam „super, że startujesz”. Raczej mnie zniechęcano, przestrzegano, że władza nie lubi szumu, nie lubi awanturnic. Jedyne, co możesz zrobić, radzili, to założyć garsonkę i udawać, że zgrzeczniałaś. Ja się nie żalę, to jest raczej o tym jak w Polsce 2022 kształtują się relacje obywatele– władza. Opowiadamy coś o demokracji a tak naprawdę jesteśmy zesztywniali w oczekiwaniu na kolejne klapsy. Jak dostaniemy ciężką, ojcowską łapą, to jesteśmy wdzięczni, że nie kablem było bite. Albo kijem. Po ogłoszeniu wyniku konkursu wiele osób powtarzało mantrycznie: „wreszcie jakaś nadzieja”, „to jest przełom”. To dowodzi, że chcemy zmiany, ale trudno nam uwierzyć w jej powodzenie. Mam poczucie, że ta sytuacja jest szczególnie ważna dla kobiet, kobiety tego potrzebują. Dziś Strzępka w Dramatycznym, jutro Dziemianowicz-Bąk na prezydentkę.
Strajk Kobiet został strasznie zlekceważony.
Tym bardziej kobiety potrzebują potwierdzenia, że ta walka, ten gniew zamanifestowany publicznie nie pójdzie na marne. Że nie skończymy jak te myszki z tekturkami, pokrzyczymy brzydkie wyrazy, a potem poddamy samokrytyce te straszliwe występki i wrócimy do potulnego mieszania pomidorówki. Miałam taki lęk podczas Strajku, że jeśli to się w nic nie przerodzi, to będzie straszna emocjonalna klęska. Ta myśl mi towarzyszyła podczas drogi konkursowej. To była jedna z podstawowych motywacji.
Tak to sobie ustawiłam: przegram, wygram, wybiorą, nie wybiorą – to tylko do pewnego stopnia zależy ode mnie. Ale wiem jedno – ten czas, nasze wspólne doświadczenie jest czymś, czego nikt nam nie zabierze. To, co nam się razem jako grupie udało wykreować, nasz wspólny feministyczny program-projekt, już samo w sobie jest wartością. Nawet jeśli przegramy, czeka nas za chwilę jakaś inna przygoda.
[Fot. Krzysztof Żuczkowski]
