Przed premierą „Barona Münchhausena dla dorosłych” w Teatrze Narodowym z Maciejem Wojtyszką, autorem i reżyserem rozmawia Tomasz Miłkowski – cała rozmowa już w piątek, w dniu premiery:
Reżyseruje nie tylko scena, ale też kontekst?
Bardzo to istotne – zwłaszcza teraz w obliczu agresji rosyjskiej na Ukrainie. Ja nie wiem jak mój „Münchhausen” zabrzmi teraz, domyślam się, jakby zabrzmiał rok temu.
Kiedy tekst był gotowy.
Münchhausen mówi na przykład coś takiego: „czuję, że czeka nas pęknięcie czasu”.
I to się stało. Z jakim hukiem!
No więc właśnie. I teraz pytanie: czy po tym pęknięciu czasu nadal warto mówić to, co mówimy, czy to się stało trochę mniej ważne? Kontekst ma kolosalne znaczenie. Chyba pan pamięta moją przygodę z takim przedstawieniem, którego nie było, czyli z „Różą” Stefana Żeromskiego. Przedstawienie miało swoją próbę generalną w warszawskim Teatrze Dramatycznym [5 lipca 1984 – przyp. TM] z ogromnymi emocjami, a potem cenzura to zdjęła i do premiery nie doszło. Potem ktoś od czasu wspominał świetną rolę Marka Kondrata, że spektakl był wstrząsający, Osiecka pojechala do Włoch i opowiedziała o tym Henrykowi Grudzińskiemu, że wszyscy płakali, nawet Jurek Koenig. Po latach mnie pytali, czy ja bym tej „Róży” nie zrobił, bo już było wolno. Ale się kontekst zmienił. Po 90. roku robić przedstawienie o tym, że się inteligencja nie może podnieść po powstaniu, nie miało sensu. A w tej chwili my sami słyszymy pewne rzeczy w tej sztuce – mówię o „Münchhausenie”, które brzmią inaczej, bo rzeczywistość brzmi inaczej. To są dwie osobne rzeczy: z jednej strony jest czas, z drugiej strony jest produkt. Dlaczego jakieś przedstawienie trafia idealnie w swój czas? Co by było, gdyby premiera choćby „Dziadów” Kleczewskiej odbyła się dziś? Czy by kogokolwiek obchodziła? Nie mówię tego przeciwko temu przedstawieniu, którego nie widziałem, ale którego waga wtedy, kiedy odbywała się premiera, była znacznie większa.
Być może teraz jest wyjątkowy moment, wyzwalający silne, dramatyczne emocje.
Stąd moje główne zmartwienie. I pytanie, czy tekst uaktualniać na siłę, ale ja nie chcę, żeby Münchhausen powiedział: polecę na Ukrainę i ich uratuję.
Ale jednocześnie chciałoby się tak powiedzieć.
Chciałoby się, żeby Münchhausen opowiedział o paranoi dogmatyków.
